Karawana psów wygląda

Można by przypuszczać, sądząc po reakcjach ludzi Kościoła, że mądrość ludowa powinna brzmieć: psy szczekają, a karawana przy każdym się zatrzymuje, uważnie zatkawszy uszy.

„Co zrobić z krytyką Kościoła?” pytanie w takiej i podobnych formach widzę od kilku tygodni powracające ze szczególną intensywnością. Zawsze mnie ono dziwiło, teraz jestem wręcz zdumiony, mając z nim coraz częściej do czynienia. Żeby pytanie to dotyczyło tylko krytyki, jaka rzeczywiście się pojawia… Różni autorzy nie ograniczają się jednak do tego. Zajmują się nawet potencjalną krytyką, która być może nastąpi.

Podejście może nasuwać przypuszczenie, że coś jest na rzeczy, że krytyka powinna nastąpić. Czyżby działania, jakie podejmuje się ostatnio na szczytach polskiej hierarchii eklezjalnej, były z góry skazane na krytykę, że klerykalni szermierze odparowują ciosy jeszcze niezadane? Niby zawsze trzeba myśleć kilka ruchów do przodu, przewidywać i mieć plany awaryjne, ale kompulsywność medialnej „anty-nagonki” na Kościół nie wygląda na zaplanowaną. Raczej przypomina o legendzie bitwy pod Crécy i Jana Luksemburskiego, który na oślep machał mieczem, bo uważał, że to jego rola (zapomniał, że był też królem?).

Przede wszystkim w pytaniu „co zrobić z krytyką Kościoła?”, ujawnia się pewna przesłanka, która jest – najmniej – dyskusyjna. Mianowicie, że krytykę Kościoła należy traktować jakoś inaczej niż każdą inną krytykę. A niby dlaczego?

Sądzę, że krytyka, jak to krytyka – ma dwa oblicza a do każdego jest dopasowana jedna adekwatna reakcja. Jeśli pojawia się krytyka, która nosi znamiona rozsądnej, przynajmniej z pozoru wartej zastanowienia – to… warto się nad nią zastanowić. I w działaniach uwzględnić bądź nie, w zależności od tego, jakie wnioski przyniesie owo zastanowienie. Jeśli zaś krytyka od razu, na pierwszy rzut oka okazuje się bezzasadna, opiera się na fałszywych przesłankach lub ogranicza się do inwektyw czy innych niedających się wykorzystać jako przyczynek rozmyślań form ekspresji – możną ją spokojnie zignorować. Psy szczekają, karawana idzie dalej.

Z przeczytanych przeze mnie ostatnio tekstów bije, że jednak nie sedno krytyki się liczy. O ile rozumiem, że łatwiej, tak po ludzku, przyjąć słowa nagany od kogoś, kto podaje je z miłością, o tyle nie potrafię przyjąć za swój toku myślenia, który każe zamknąć sobie uczy, gdy ktoś podaje prawdę z innych pobudek niż przyjaźń. Nie przyjmuję, że liczy się jednie intencja i krytykować mogą tylko ci, którzy robią to z troską. Byłoby bezczelnością (jest bezczelnością) krytykującą Kościół za stworzenie rozbudowanego systemu zamiatania spraw pod dywan ofiarę księdza-efebofila pytać o czystość (sic!) intencji.

 

Niesamowite jest zadowolenie niektórych, jak ksiądz Artur Stopka, którzy przypuszczają, że „siła krytyki kierowanej z zewnątrz pod adresem Kościoła jest w dość ścisły sposób zależna od siły, z jaką Kościół krytykuje świat”. Przypuszczają, ale nie podadzą na to przypuszczenie żadnych przesłanek uprawdopodobniających. Dobrze by było podać choć kilka przykładów, jak to Kościół (w Polsce) ostatnimi czasy wzmógł krytykę ‚świata’.

Może jednak jest odwrotnie? Może coraz mniej słychać głos Kościoła i przez to krytyka się intesyfikuje? Z dwóch stron zresztą – jedni krytykują, widząc, że to coraz łatwiejsze, bo siła Kościoła, który nie sprzeciwia się ostro światu, wydaje się niewielka, a tym samym łatwa do atakowania, inni znowu krytykują z wnętrza. Bo jak nie krytykować, gdy dowódca unika dowodzenia?

Ktoś, kto przyjmuje styl defensywny i szuka tylko jakby tu odparować ataki, nie pociągnie za sobą. Nie pociągnie, bo nigdzie nie zmierza, okopał się. Mało tego okopanie się w oczekiwaniu ataków jest jak samosprawdzająca się przepowiednia. Synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światłości – ludzie tego świata wiedzą, że karawana ma iść ze swoim ładunkiem bez oglądania na wzór żony Lota.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Michał Buczkowski

Michał Buczkowski na Liturgia.pl

Katolik, mąż, ojciec, Polak, dziennikarz i tak dalej.