Katedra warszawska w czasie Powstania

Zbombardowana doszczętnie. Popołudnie, upał, spokojnie, zapylenie w prezbiterium i tłok w środku, ale nie ludzi. Figur, rzeźb, postaci, biskupów, świętych, pozłacańców. Tłok, tłum, na przedzie i w głębi. Ołtarz i fotele, trony, narzuty, ciasno, zebrane, dodane, w tłum, na posadzkach zebrane – z różnych miejsc już rąbniętych. Odpust wisiał, katedralności, zbiór, sąd, ostateczność i to raz dwa – w dwa, trzy dni... śpiewa Mateusz Pośpieszalski, powtarzając za poetą - Mironem Białoszewskim.

pamietnikJak zbudować pamięć o wydarzeniach z przeszłości, może nawet nie tak dawnych, ale przez nasze pokolenie nieznanych, nieprzeżytych? Malując ich obrazy, opowiadając obrazy. Ubierając je w dźwięki i nastroje.

Płytę kupiłem w kiosku Ruchu, na ulicy, w środku Wrocławia, w gorący dzień września 2009 roku. Wielu jej nie usłyszy, nie zauważy. Pospieszalski w wywiadzie na YouTubie opowiada ciekawą rzecz, że na prośbę Jerzego Bielunasa, reżysera, skomponował kilka lat temu muzykę do „Litanii” Białoszewskiego. Po jej nagraniu, gdy usłyszał efekt końcowy, przez kilka minut siedział w studio w absolutnej ciszy. W pewnym momencie wchłonęła go „czarna dziura” czasu. Przeniósł się myślami i duchem do bombardowanej w sierpniu 1944 roku stolicy. Zobaczył ją taką, jaka wówczas była. Widział ludzi, powstańców i Niemców, ogień, zburzone domy i bezsilność walczących. Widział smugi dymów, słyszał warkot samolotów zrzucających bomby na domy, place, pałace i kościoły… Czuł bicie serc wędrujących kanałami. To nim wstrząsnęło. Powrót do rzeczywistości przyniósł decyzję – napisać muzykę do fragmentów słynnych Pamiętników. Pokazać dźwiękami to, co sam zobaczył. Tekst wielkiego poety (i prozaika) ożył i zagrał na strunach jego wyobraźni. Tak powstał szkielet widowiska studentów Wyższej Szkoły Teatralnej, o dziwo, we Wrocławiu, przygotowanego i wielokrotnie nagradzanego potężnymi owacjami tych, którzy je oglądali.

Płyty słuchać trzeba jako muzyki do spektaklu. Trochę znam Mateusza i Jurka Bielunasa, domyślam się jaki był ich zamysł. Wiem, że w Powstaniu zginęło wielu bliskich tego ostatniego. Nie byłem, nie widziałem spektaklu, nie miałem też okazji uczestniczyć w koncercie na warszawskiej Starówce pod koniec lipca. Ale sama zawartość krążka, nawet bez towarzyszącego jej przedstawienia, zadziwia. Słucham jej z uwagą. Dzięki tekstom Mirona oprawionym w Nowe Brzmienia, widzę dokładnie to samo, co Mateusz w czasie niezamierzonej podróży w przeszłość. Nie sposób się jej nie poddać! Jakaś niezwykła kompatybilność przeżyć słuchacza i artysty- twórcy dzieła. A tak właśnie być powinno! To główny sprawdzian tego, czy dzieło jest naprawdę dziełem.

8. X 2009

 


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także