Katolicy obronili kościół we Lwowie przed profanacją

Lwowscy katolicy obronili przed profanacją kościół św. Marii Magdaleny. Nie dopuścili oni do zorganizowania koncertów na ołtarzu tej świątyni, które miały się tam odbyć 3 i 4 czerwca.

W kościele, którego do dzisiaj nie oddano wspólnocie rzymskokatolickiej, mieści się sala organowa, a parafia jedynie wynajmuje budynek, aby sprawować w nim nabożeństwa. Gdy jednak dyrektor sali organowej postanowił urządzić 3 i 4 czerwca "koncerty na ołtarzu" świątyni, wierni postanowili do tego nie dopuścić i od rana modlili się w kościele.

Biskup pomocniczy archidiecezji lwowskiej Leon Mały, który jest zarazem proboszczem parafii św. Marii Magdaleny poinformował, że 31 maja dyrektor sali organowej zażądał od zakrystiana usunięcia z ołtarza wszystkich przedmiotów kultu religijnego, w tym także krzyży. Ten lwowski urzędnik napisał list następującej treści: "Szanowny p. Józefie! 3-4 czerwca o 17.00 koncerty na ołtarzu. Proszę zabrać wasze manele. Z szacunkiem Dyrektor J. Winnicki".

Po otrzymaniu tego listu parafianie zwrócili się do bp. Małego z propozycją niedopuszczenia do profanacji i stanięcia w obronie świętości ołtarza i krzyży. 1 czerwca biskup powiadomił dyrektora sali organowej, że "na ołtarzu koncertów być nie może, bo jest to miejsce święte". Powołał się na Kodeks Prawa Kanonicznego Kościoła katolickiego, który w kanonie 1210 stanowi, że "w miejscu świętym dopuszcza się tylko to, co służy sprawowaniu i szerzeniu kultu, pobożności i religii, a zabrania się tego, co jest obce świętości miejsca". Jednak dyrektor Winnicki odpowiedział, że koncerty się odbędą.

W tej sytuacji bp Mały wystosował do parafian list, w którym zapewnił, że "w duchu wiary" podtrzymuje ich "inicjatywę obronę kultu rzeczy Panu Bogu poświęconych, obronę świętości krzyża i ołtarza". Przypomniał, że kiedy dyrektor sali organowej nie dopuścił wiernych do grania na organach w czasie nabożeństw, to jako proboszcz poprosił parafian, aby to cierpliwie znosili, podobnie jak wtedy, gdy dyrektor wyrzucił śmieci przed zakrystię i gdy – powołując się na brak rozporządzenia straży pożarnej – zakazywał stawiać krzesła, aby wierni nie mieli gdzie usiąść.

"Cierpieliśmy – stwierdził bp Mały – gdy w 2004 r. zażądano od nas trzykrotnie większej opłaty za usługi komunalne i musieliśmy zapłacić, bo nikt nie stanął w naszej obronie. Dzisiaj dyrektor chce naszymi rękami zdjąć z ołtarza krzyż, aby następnie ołtarz sprofanować i wykorzystywać w swoich celach, a tym samym dokonać zbezczeszczenia miejsca świętego, przedmiotów kultu i uczuć ludzi wierzących. Wielu z nas pamięta te czasy, kiedy wojowniczy ateizm zrzucał krzyże z kościołów i dokonywał profanacji ołtarzy. Kto weźmie na siebie odpowiedzialność za zrzucone krzyże i zrujnowane kościoły?" – zapytał hierarcha.

Wyjaśnił też, nawiązując do polecenia dyrektora sali organowej, że na ołtarzu "nie ma żadnych maneli. Tam jest tylko krzyż". Na zakończenie listu wezwał wiernych do obrony "ołtarza i krzyża, wiary i godności chrześcijańskiej". Przyłączył się do wyrażonej przez parafian propozycji pozostania w kościele od rana w sobotę 3 czerwca "w celu obrony świętości ołtarza, kościoła, krzyża i niedopuszczenia profanacji ołtarza w kościele św. Marii Magdaleny".

Akcja parafian okazał się skuteczna. 4 czerwca podczas Mszy św. w kościele św. Marii Magdaleny bp Mały złożył podziękowanie wszystkim, którzy nie dopuścił profanacji ołtarza w tej świątyni. "Jestem szczególnie wdzięczny konsulowi generalnemu RP we Lwowie Wiesławowi Osuchowskiemu, który szybko zareagował w obronie praw wiernych i wysłał list do władz państwowych Ukrainy" – powiedział hierarcha. Protestujących wsparła też telewizja, która nagłośniła sprawę. Wieczorem 4 czerwca "władze zapewniły nas, że na ołtarzu takich koncertów nie będzie i wtedy poszliśmy do domu" – poinformował bp Mały.

inf. KAI

 

 

Zobacz także