Kazanie zdekazaniowane

Wprost uderzająco brzmi artykuł dr Piotra Sikory opublikowany na łamach niedawnej Gazety Wyborczej. Postawione są w nim dwie tezy: „Po pierwsze, podział na "Kościół nauczający" i "nauczanych wiernych" jest sprzeczny z przesłaniem Nowego Testamentu. Po drugie, ściśle rzecz ujmując, nie istnieje nic takiego jak nauka Kościoła”.

Tezy te − w moim, cokolwiek nieokrzesanym, przekonaniu – brzmią rewelatorsko. Odwracają bieg historii. Jakie konsekwencje mogłoby pociągnąć wdrażanie tych tez w życie! Jakie fundamentalne, dalekosiężne zmiany stoją za rogiem tych zdań!

Jednak już z samego nawyku trudno mi przyjąć z otwartymi ramionami myśli, które tak po prostu odwracają dukt dziejów. Lecz ponieważ już wiadomo, że autorowi artykułu nie chodziło o to, by czegoś podobnego dokonywać, zadaję sobie pytanie: czemu miał służyć ten tekst?

Niewątpliwie należy go traktować jako kij, włożony oczywiście w mrowisko hierarchicznego Kościoła. Jest mniej lub bardziej zamierzoną prowokacją − po pierwsze, przez sposób sformułowania tez, po drugie ze względu na miejsce jego publikacji. O tezach już wspomniałem, z kolei fakt, iż zostały one ujęte w artykule opublikowanym w codziennej prasie, odbieram jako najzwyczajniej niestosowny.

Do pozytywnych aspektów artykułu należy to, że podważa on rzeczy, które w powszechnym mniemaniu (tak mi się zdaje) są oczywiste. Podważanie oczywistości − to jest wartość ponadczasowa!

Puentą artykułu stała się odpowiedź udzielona nań przez rektora PAT-u oraz odpowiedź autora na odpowiedź rektora.

Fragmenty listu ks. rektora: „Artykuł ten [tj. dra P. Sikory] charakteryzuje się niechęcią do Kościoła i zawiera błędy z zakresu teologii i metodologii”.

„W związku z powyższym zwracam się  do Pana [z prośbą? z żądaniem? − to sformułowanie zostało pominięte] o przedstawienie (…) sposobu naprawienia wyrządzonej krzywdy”. 

Rozumiem, że nie wypadało pisać pracownikowi instytucji katolickiej czegoś, co poniekąd podkopuje jej „ideologiczne” podstawy, ale szanowni państwo, proszę zwrócić uwagę, co za tryb wypowiedzi w liście ostrzegawczym! Jakie poczucie krzywdy i jaki lęk kryje się u podstaw tej odpowiedzi! Krzywda wyrządzona została katolickiej uczelni, nadszarpnięty został jej prestiż, wiarygodność, a wskutek tego i katolicki honor. Tok myślenia jest więc taki: jeśli pracownik katolickiej uczelni głosi poglądy niespójne z nauczaniem katolickim, znaczy, że żywi niechęć wobec Kościoła. To zdaje się być w cytowanym liście tożsame. Oby konsekwencją takiego myślenia nie było widzenie aktu zdrady wobec wiary w każdej przedstawionej przez katolika wypowiedzi zawierającej krytyczny namysł nad Kościołem instytucjonalnym.

Jako człowiek i katolik w jednym muszę na ten wyraz krzywdy odpowiedzieć własnym wyrazem krzywdy: nie można na jednej płaszczyźnie mówić o błędach metodologicznych w podejściu do tekstu NT i oceniać czyjegoś stosunku do Kościoła. Nie można jednego drugim warunkować.

Dyscyplinarny list otwarty rektora jest świadectwem ostro zarysowanej granicy (w Polsce) między Kościołem nauczającym i nauczanych wiernych. Wobec tego trudno mi się dziwić, że poruszony w artykule problem został ujęty zbyt jaskrawo, przesadnie.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także