Kiedy rano jadę autobusem…

... między wersetami psalmów wyglądam przez okno i ze smutkiem patrzę na długie szeregi samochodów, jadących obok. (Czasami nie jadą, ale stoją. Ludzie mówią wtedy, że jest korek.)

W prawie każdym samochodzie tylko jedna osoba, czyli kierowca. Kiedyś próbowałem policzyć, w ilu samochodach oprócz kierowcy siedzi ktoś jeszcze: w czasie prawie pół godziny jazdy przez centrum Warszawy naliczyłem takich samochodów tylko szesnaście. Pośród – stu? dwustu?

Podobno w niektórych krajach są specjalne pasy na autostradach, dla samochodów, w których jadą przynajmniej cztery osoby. Ludzie dowożą się wzajemnie do pracy: w tym tygodniu swoim samochodem wiezie nas Gregory*), w przyszłym Lisa, a w następnym ja. Może u nas tak kiedyś będzie? Gdyby tak było, samochodów na ulicach byłoby mniej. Nie byłoby wspomnianych wyżej korków. Powietrze byłoby czystsze, śnieg zimą dłużej byłby biały. Środowisko byłoby bezpieczniejsze. Ziemia mogłaby odetchnąć.

Wiem, wiem, zaraz usłyszę, że znowu piszę o mało ważnych sprawach, które nie mają nic wspólnego z liturgią, teologią, moralnością i w ogóle ludzkością, bo są za mało duchowe, a za bardzo przy-ziemne.  Może i tak, ale na te sprawy zwraca też uwagę Benedykt XVI, chociaż w Kościele jest chyba głosem wołającym na pustyni. Niedługo owa pustynia będzie jak najbardziej dosłowna. A dziś dzień św. Franciszka z Asyżu (kard. Schönborn napisał, że duchowość franciszkańska jest bliska Ojcu św.), patrona ekologów. Franciszek dobrze rozumiał, że człowiek stoi przed Panem w imieniu całego stworzenia, zarówno po to, aby w jego imieniu oddawać Panu cześć i uwielbienie, jak i po to, aby za stworzenie odpowiadać.

Od czasów mojego dzieciństwa jesteś mi przyjacielem, Franciszku. Porusz tych, którzy nie potrafią patrzeć tak, jak ty patrzyłeś, myśleć tak, jak ty myślałeś, kochać, jak ty kochałeś, cieszyć się, jak ty się cieszyłeś.

Franciscus

Ks. J.Twardowski
Nie tylko my

Czytamy – Bóg umiłował świat…
a więc nie tylko ludzi
ale i pliszkę
odymioną pszczołę
jeża eleganta wprost spod igły
nawet muła ni to ni owo
bo ani to koń ani osioł
(żal że go człowiek stwarzał
żyje jak kawaler co się nie rozmnaża)
gruszę co kwitnie zaraz przed jabłonią
liście konwalii prawie bez ogonka
cielę co za matką się wlecze

a my tak czulimy się do Boga
jakby On miał nas tylko kochać na świecie

 

*) Tak naprawdę, Gregory jeździ na motorze… Ale możecie sobie wstawić jakiekolwiek imię, np. James. On ma samochód.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marcin L. Morawski

Marcin L. Morawski na Liturgia.pl

Filolog (ale nie lingwista) o mentalności Anglosasa z czasów Bedy. Szczególnie bliska jest mu teologia Wielkiej Soboty. Miłośnik Tolkiena, angielskiej herbaty, Loreeny McKennitt i psów wszelkich ras. Uczy greki, łaciny i gockiego. Czasami coś tłumaczy, zdarza mu się i wiersz napisać. Interesuje się greką biblijną oraz średniowieczną literaturą łacińską i angielską. Członek International Society of Anglo-Saxonists, Henry Bradshaw Society.