Kilka myśli o granicy sacrum-profanum (3/8)

Wyobraźmy sobie miejsce, w którym Bóg mieszka pomiędzy ludźmi, w którym niebo schodzi na ziemię w najbardziej sensualistyczny, a więc doświadczalny wszystkimi zmysłami, sposób.

I uczynią Mi święty przybytek, abym mógł zamieszkać pośród was.  Budowę zaś przybytku i wykonanie wszelkich jego sprzętów przeprowadzicie dokładnie według tego, co ci ukażę… (Wj 25, 8–9).

Wyobraźmy sobie miejsce, w którym Bóg mieszka pomiędzy ludźmi, w którym niebo schodzi na ziemię w najbardziej sensualistyczny, a więc doświadczalny wszystkimi zmysłami, sposób, gdzie rzeczywistość ziemska przenika się z niebiańską, gdzie Chrystusowy Kościół to jedność, wszystko w sobie zawierająca i gotowa przeniknąć każdą z widzialnych sfer świata, gdzie przed oczami wierzących widnieją kolejne poziomy mistagogii wprowadzającej w misterium Jezusa Chrystusa.

To zdanie nie jest wytworem idealistycznej wizji. Jest niewiarygodnie zwięzłym opisem tego, co już zostało stworzone półtorej tysiąca lat temu, w miejscu gdzie Europa dotyka Azji, gdzie Zachód ulega mistyce Wschodu. Po Rzymie i Syrii zaglądniemy w samo serce Bizancjum i spróbujemy prześledzić kolejne ogromne przeobrażenie przestrzeni architektoniczno-liturgicznej Kościoła, które piętnaście wieków temu zadziwiło świat, i które może zdumiewać do dziś.

Zanim przyglądniemy się konkretnym efektom tego przeobrażenia, powinniśmy poznać społeczno-polityczną sytuację cesarstwa u progu VI wieku. Bez zarysowania tego tła, trudno byłoby nam bowiem zrozumieć specyfikę zmian, które dokonały się, mimo wszystko, niezwykle gwałtowanie.

Okres, o którym mówimy, rozpoczął się wstąpieniem na tron cesarski Justyniana I, koronowanego przez patriarchę Konstantynopola 1 sierpnia 527 roku w bazylice Hagia Sofia. Wszechstronnie wykształcony i obeznany z polityką panującą na ówczesnym dworze cesarskim, Justynian rozpoczął swoje panowanie w chwili, kiedy rozkład dawnego imperium osiągnął już krytyczny poziom. Utracona na rzecz Gotów Italia pogłębiała się w kryzysie, prowincje północnoafrykańskie pozostawały pod panowaniem Wandalów, a południowo – wschodnim granicom cesarstwa zagrażali Persowie. Justynian doskonale zdawał sobie sprawę z groźby permanentnego, wielostronnego konfliktu i oddalającej się niebezpiecznie możliwości odzyskania kontroli nad prowincjami zachodnimi. Nie pozostawał jednak bierny wobec tej sytuacji. W chwili objęcia tronu wiedział już, że będzie gotów podporządkować wszystko spełnieniu swojej wizji powrotu do idei Imperium Romanum. Przyjął tytuł basileusa, co w praktyce oznaczało rządy autokratyczne, nie cofnął się również przed wprowadzeniem cezaropapizmu, dającego mu możliwość mianowania biskupów, zwoływania soborów i decydowania o dogmatach. W jego rękach spoczęła pełnia władzy. Panowanie Justyniana jest okresem, pierwszej po Konstantynie, tak obfitej działalności fundacyjnej ukierunkowanej na architekturę sakralną. Ma to silny związek z prowadzoną przez władcę polityką, kreującą go na świętego władcę, imperatora namaszczonego przez Boga, któremu powierzona została troska o Imperium. Epoki tej, noszącej miano justyniańskiej, nie ominęły krwawe bunty i powstania. Jednak tym, co zdecydowanie przykuwało uwagę był niebywały splendor obecny we wszystkich sferach kształtujących obraz Cesarstwa Bizantyńskiego VI wieku. Justynian był świadom swojej roli, niewątpliwie widział siebie jako nowego Konstantyna, a wizja ta znalazła swój wyraz w architekturze.

Obserwując specyfikę sakralnej architektury pierwszych gmin chrześcijańskich w Rzymie i Syrii, mieliśmy do czynienia z wyraźnym wykorzystaniem antycznych wzorów architektury sakralnej i adaptacją ich do nowej roli w służbie Kościołowi. Tym razem sytuacja rysuje się inaczej. Rzymskie i syryjskie (choć w mniejszym stopniu) bazyliki, wymogły na liturgii dostosowanie się do konkretnej przestrzeni architektonicznej, co jak wiadomo, zafunkcjonowało w efekcie doskonale, ukierunkowując w wyraźny sposób rozwój układów liturgicznych. Bizantyńscy teoretycy architektury wskazują jednak na odmienny kierunek kształtowania się przestrzeni architektoniczno-liturgicznej. Sakralna architektura bizantyńska nie jest bowiem efektem przejęcia gotowych, przedchrześcijańskich wzorów, ale wyrazem ewolucji form pierwotnej liturgii Kościoła, dla której architektura stała się jedynie utrwalonym kształtem określającym granice przestrzeni mieszczącej to jedyne w swoim rodzaju zgromadzenie, o jakim wspomniałem na samym początku. Można więc z pełną odpowiedzialnością, ale i zadowoleniem, przyjąć i podkreślić, że to liturgia Kościoła nadała kształt jego architekturze. 

Teologia bizantyńska mówi wprost o świątyni jako obrazie wszechświata, miejscu, w którym niebo istnieje na ziemi. Ta symbolika nieba czy, jak mówią inni, mikrokosmosu miała odzwierciedlać się w niebieskiej liturgii. Ta zaś, w świetle teologii Wschodu, odnajdywała swoje źródła w symbolice królestwa, idąc dalej – udział w liturgii Kościoła symbolizował moment wstępowania do Królestwa Bożego. Co niezwykle istotne, teoria ta pozostała nie tylko teorią. Architektura została niejako „zaprojektowana” przez teologię. Spojrzenie na konkretne realizacje architektoniczne pozwoli nam lepiej zrozumieć to zagadnienie.

Proponuję, abyśmy przyjrzeli się konstantynopolitańskiej Świątyni Mądrości Bożej. Przyglądnijmy się jej z zewnątrz. Jeśli odrzucimy tureckie nawarstwienia z czterema minaretami i kilkunastoma oplatającymi dawną bazylikę mauzoleami, naszym oczom zarysuje się niezwykle masywna i przysadzista bryła, stopniowo smuklejąca ku górze. Zwartą, centralizującą konstrukcję, o czterech niezwykle masywnych, mających kształt ogromnych, jakby niedokończonych wież, szkarpach zamyka swego rodzaju ażurowa korona, z której wyłania się subtelny zarys kopuły, niegdyś zwieńczonej ogromnym, połyskującym złotem krzyżem.

[flickr-photo:id=5515032784

Jak przekonujemy się już w chwili wejścia do wnętrza, Hagia Sofia uzyskała formę pośrednią pomiędzy znanymi nam już podłużnymi bazylikami Rzymu i Syrii a centralną bryłą zbliżającą się kształtem do sześcianu. Przestrzeń świątyni składa się z kilku następujących po sobie stref, związanych z poszczególnymi etapami liturgii i przeznaczonych dla konkretnych grup wiernych. Do wnętrza, od zachodu prowadzi ogromny, rozbudowany portyk o trzech bramach, za którym kryją się egzonarteks i narteks właściwy, czyli dwa przedsionki przeznaczone odpowiednio dla katechumenów i wiernych, poprzedzające wielkie wrota. W chwili przekroczenia progu tzw. cesarskich drzwi, przed oczami wiernego ukazuje się niemal niemożliwa do ogarnięcia przestrzeń.

Nie znajdziemy tu już ani rzędów smukłych kolumn, ani nawet filarów, biegnących dziesiątkami ku orientowanej absydzie. W jednej chwili stajemy się częścią ogromnej całości, punktem pośrodku wszechświata. Ponad nami wznosi się przeogromna kopuła. Umieszczone u jej nasady, niewielkich rozmiarów okna sprawiają, że przestrzeń zdaje się wirować, ogarniając nawę i zamykając ją w sobie. Hemisferyczny kształt kopuły dzięki czterem pendentywom subtelnie przechodzi w kwadratowy zarys naosu. To w tej przestrzeni gromadzili się wierni, najbliżej prezbiterium arystokracja, dalej mężczyźni, kobiety zamężne i wdowy. Ciężar konstrukcji kopuły wspiera się na czterech masywnych filarach. Zarówno od wschodu, jak i od zachodu, do kwadratowej przestrzeni bezpośrednio pod czaszą kopuły przylegają dwie zakończone półkoliście przestrzenie przedłużające naos, i zamknięte hemisferycznie. Boczne nawy ukształtowane zostały w formie wąskich przestrzeni, ponad którymi wznoszą się galerie, przeznaczone dla orszaków: cesarzowej z jednej i cesarza z drugiej strony. To jednak nie wszystko, bowiem najdalej na wschód wybiega Święte Świętych – półkolista, zamknięta kolejną półkopułą właściwa absyda ołtarzowa.

Ten zarysowany pokrótce układ jest doskonałym zobrazowaniem teorii teologów bizantyńskich, określających świątynię mianem obrazu wszechświata. Przyglądnijmy się jej bliżej. Zarysowana ogromną hemisferą kopuła, wypełniona złotymi mozaikami, symbolizującymi niebiańską rzeczywistość i doskonałość, stanowi obraz sklepienia niebieskiego, wspierającego się na posadach świata. Niebo stopniowo obejmuje ziemię, by w końcu dotknąć jej i stworzyć z nią jedność zamkniętą w bryle świątyni, która z jednej strony jest prefiguracją Królestwa Niebieskiego na ziemi, z drugiej zaś obrazuje istotę Kościoła jako przestrzeni współistnienia stworzenia i Stwórcy. Tę wizję świątyni jako modelu wszechświata podkreśla ikonografia. Jest ona podporządkowana konkretnym schematom, według których możliwe jest odczytanie pełni jej treści. 

U szczytu kopuły znajdujemy obraz odwołujący się do Boga Wszechmogącego, od którego wszystko bierze swój początek. W blasku mozaik połyskuje więc ogromny, złoty, zdobiony gemmami krzyż (jak było to pierwotnie w kopule Hagia Sofia) bądź też Chrystus Pantokrator (w innych kościołach bizantyńskich). Gdy spojrzymy na wspierające czaszę kopuły cztery trójkątne pendentywy, naszym oczom ukażą się przedstawienia czterech ogromnych Cherubinów – potężnych bytów niebiańskich, stojących tuż przy tronie Najwyższego, a o których Ezechiel mówi:

Nad głowami tych istot żyjących było coś jakby sklepienie niebieskie, jakby kryształ lśniący, rozpostarty ponad ich głowami, ku górze. Pod sklepieniem skrzydła ich były wzniesione, jedno obok drugiego; każde miało ich po dwa, którymi pokrywały swoje tułowie.  Gdy szły, słyszałem poszum ich skrzydeł jak szum wielu wód, jak głos Wszechmogącego, odgłos ogłuszający jak zgiełk obozu żołnierskiego; natomiast gdy stały, skrzydła miały opuszczone. Nad sklepieniem które było nad ich głowami, rozlegał się głos; gdy stały, skrzydła miały opuszczone (Ez 1, 22-25).

W półkopule wielkiej wschodniej absydy odnajdziemy obraz Bogarodzicy w pozie orantki, po jej bokach umieszczono wyobrażenia proroków, patriarchów, apostołów i orszaku świętych, stojących na granicy rzeczywistości ziemskiej i niebiańskiej niebieskiej. Bogarodzica jest tą, która pośredniczy pomiędzy ludźmi a Chrystusem. W absydzie na wysokim wzniesieniu, poprzedzonym wielkimi schodami odnajdziemy ołtarz, ponad którym znajduje się mozaika obrazująca Ostatnią Wieczerzę, jako prefigurację Eucharystii. Na całej długości ścian bocznych kościoła dostrzeżemy zaś dwa orszaki: dziewic z jednej strony i męczenników z drugiej. Niosą oni swoją najwyższą ofiarę na ołtarz w niebie. Pochody te łączy celebrans, który jako alter Christus, sprawuje Najświętszą Ofiarę. Symeon z Tesaloniki mówi, że prezbiterium jest obrazem świata nadprzyrodzonego, ołtarz jest tronem Boga, a celebrujący kapłan samym Chrystusem. 

Spójrzmy na układ wnętrza. Jak już wspomniałem na początku, właściwy naos poprzedzony jest dwoma narteksami, po jego środku znajduje się znana już z Rzymu i Syrii bima, której rola została jednak dość wyraźnie ograniczona na rzecz innego rodzaju podwyższenia. Nieco przed prezbiterium pojawia się solea, przeznaczona do lekcji lektury Ewangelii, chociaż pozostałe teksty liturgii słowa nadal odczytywane były z bimy. Dalej biegną już tylko schody wiodące przed ołtarz. Za ołtarzem, wzdłuż ścian absydy wznosi się kamienna ława z wielkim tronem po środku, jest to tak zwany synthronon, na którym miejsca zajmuje duchowieństwo: patriarcha pośrodku, diakoni i celebransi po jego bokach. Prezbiterium oddzielone jest od nawy balustradą z czterema kolumnami, zamkniętymi od góry prostym belkowaniem, z którego zwisa wykonana z czystego bisioru zasłona ołtarzowa, na nim zaś ustawione są ikony w układzie Deesis wraz z aniołami, apostołami i prorokami.

Liturgia bizantyńska ma w swoim charakterze cechy dramatu, który rozgrywa się na scenie świątyni. Role aktorów pełnią: kapłan sprawujący liturgię, diakon, który jest uosobieniem bożego posłańca oraz chór, którego rolą jest ogłoszenie nowiny, z jaką Bóg przychodzi do człowieka. Należy pamiętać, że to w orbicie tych postaci rozgrywa się zasadnicza akcja liturgiczna. Wierni są oczywiście jej naturalną i nieodłączną częścią. Jednakże nie biorą oni aktywnego udziału w liturgii, raczej ją kontemplując. Pełnią oni również symboliczną rolę cherubinów nieustannie adorujących Najwyższego hymnem Święty, Święty. Pomóc ma im w tym zarówno wymowa ideowa świątyni, teksty modlitw i pieśni oraz, w równym stopniu, elementy silnie zmysłowe jak piękno architektonicznej dekoracji, światło i zapach kadzidła. Niezwykle wymownym elementem liturgii bizantyńskiej jest tak zwane Wielkie Wejście poprzedzające liturgię eucharystyczną. Dary ofiarne przygotowane są przez diakonów, którzy na wzór świętych i sprawiedliwych kroczą przed cherubinami poprzedzani, uosabiającym obecność Ducha Świętego, kadzidłem. Przygotowanie darów odbywa się zwyczajowo w znajdującym się po północnej stronie prezbiterium protesis. W Konstantynopolu dary przygotowywano jednak w odrębnym, leżącym na zewnątrz świątyni, centralnym budynku o dwunastu oknach Skeuophylakionie.  Stamtąd wyrusza uroczysta procesja Wielkiego Wejścia, która przez Cesarskie (środkowe) wrota, wkracza do wnętrza, kierując się przez naos do absydy, gdzie celebrans dokonuje Anamnezy, po której następuje Komunia. Liturgia i tym razem kieruje twarze wiernych ku wschodowi, skąd przychodzi Słońce Sprawiedliwości i gdzie, jak mówi Psalm 68, wędrówkę rozpoczyna Pan przemierzający niebiosa.

Bogactwo liturgii bizantyńskiej w jej korelacji ze splendorem architektury całkowicie jej oddanej i podporządkowanej nie przestaje zdumiewać. Mistagogia misterium Jezusa Chrystusa, pociąga i obezwładnia, pozwalając z wolna i pokornie, ale w towarzystwie chwały i dostojeństwa Królestwa Niebieskiego, zanurzać się w tajemnicach liturgii chrześcijańskiej. Bizantyńska przestrzeń architektoniczno-liturgiczna, pozwala na doświadczenie nieba zamkniętego w sprawiających wrażenie zdolnych je ogarnąć murach świątyni. Nie przestaje zadziwiać mnie cudowność tej, jedynej w swoim rodzaju, relacji między tym, co pochodzi z nieba, a tym, co jest wytworem ludzkich rąk. Architektura pokornie służy liturgii, nie wyzbywając się swoich niezaprzeczalnych walorów i staje się całkowicie poddana misji stworzenia przestrzeni, w której Bóg dotyka człowieka.

[slickr-flickr search=”sets” set=”72157626105227351″ type=”gallery” size=”large”

Pomocą w lekturze tekstów mogą się okazać wyjaśnienia niektórych słów (zaznaczonych szarą ramką), dostępne po najechaniu na nie kursorem.

 

Zobacz także

Piotr Oleś OP

Piotr Oleś OP na Liturgia.pl

Dominikanin, święcenia prezbiteratu w 2018 r., absolwent Kolegium Filozoficzno-Teologicznego Polskiej Prowincji Dominikanów, z wykształcenia historyk sztuki. Pasjonuje się architekturą sakralną, zwłaszcza Rzymu oraz miejscem symbolu w przestrzeni architektoniczno-liturgicznej, szczególnie w okresie pierwszego tysiąclecia.