Kilka myśli o granicy sacrum-profanum – Syria (2/8)

W pierwszej części swojej serii podjąłem się próby opisania (w skondensowanej formie) relacji pomiędzy architekturą i liturgią w pierwszych bazylikach chrześcijańskich Rzymu. Znaleźliśmy się wówczas w IV wieku, u progu wolnej sztuki Kościoła, na jego zachodnim obszarze. Dzisiaj, wędrując w wiek V, przeniesiemy się na wschodnie terytoria chrześcijaństwa, do leżącej w obszarze patriarchatu Antiochii Syrii.

Tym, co w pierwszych wiekach chrześcijaństwa niezmiennie mnie zadziwia, jest różnorodność w pewnej, mającej znaczenie o wiele głębsze, niż mogłoby się wydawać, jedności. W pierwszej części swojej serii podjąłem się próby opisania (w skondensowanej formie) relacji pomiędzy architekturą i liturgią w pierwszych bazylikach chrześcijańskich Rzymu. Znaleźliśmy się wówczas w IV wieku, u progu wolnej sztuki Kościoła, na jego zachodnim obszarze. Dzisiaj, wędrując w wiek V, przeniesiemy się na wschodnie terytoria chrześcijaństwa, do leżącej w obszarze patriarchatu Antiochii Syrii.

Chciałbym jednak, żebyśmy na samym początku spróbowali przyjrzeć się temu, co stało się z cesarstwem rzymskim po śmierci Teodozjusza Wielkiego w 395 roku. Od razu uprzedzę pytanie o powód, dla którego w tekście o przestrzeni architektoniczno-liturgicznej zaglądamy do historii cesarstwa. Powód jest prosty – ówczesne relacje społeczno-polityczne miały dość silny związek z organizacją pierwszych gmin chrześcijańskich, a co za tym idzie z ugruntowaniem się form przestrzeni architektoniczno-liturgicznej kościołów. Podział cesarstwa, który ostatecznie przypieczętowała śmierć Teodozjusza, pogłębiał się coraz bardziej przy narastającej wzajemnej wrogości obu części imperium. Cesarstwo zachodnie zmagało się z nieustannymi najazdami z północy, nękane przez Swebów, Wandalów, Wizygotów i Ostrogotów, którzy ostatecznie przejęli faktyczną kontrolę nad zachodem wraz z końcem V wieku. Cesarstwo wschodnie zaś przeżywało względny okres stabilizacji, spychane jednak na zachód przez plemiona Hunów, które pod wodzą Attyli dokonały ogromnych zniszczeń północnych prowincji obu części cesarstwa. W świetle tak powszechnego chaosu na zachodzie, dominującą rolę zaczął tam odgrywać Kościół. Na wschodzie hierarchia kościelna znakomicie koegzystowała z władzą cesarską, co z kolei zaowocowało z jednej strony wysunięciem na czoło patriarchy Konstantynopola, któremu przysługiwał przywilej koronacji cesarskiej, z drugiej zaś licznymi cesarskimi fundacjami kościelnymi. W obliczu wszystkich tych podziałów architektura pierwszych wieków chrześcijaństwa prezentowała pewien niezaburzony porządek, jednorodność funkcjonującą jednak w oparciu o liczne regionalne odmiany, związane z charakterem poszczególnych gmin chrześcijańskich.

Syria, jako jedna z najbogatszych i najważniejszych prowincji imperium tak przed jego podziałem, jak i po nim, stała się w V wieku areną niespotykanej jak dotąd – użyję mocnego słowa – erupcji chrześcijańskiego budownictwa. Stale rozwijająca się struktura Kościoła, skupiającego prężnie działające gminy, wymogła powstawanie nowych katedr i mniejszych kościołów miejskich jako prototypów parafii. Ogromne znaczenie uzyskały również związane z kultem męczenników martyria, wokół których ewoluował ruch monastyczny, przybierając niezwykle różnorodne formy, od indywidualnej ascezy słupników, po doskonale zorganizowane wspólnoty klasztorne. W takim kontekście bujnie rozwinął się szczególny, silnie związany z rytem liturgicznym typ kościoła, dzięki zaaranżowaniu wnętrza charakterystyczny właśnie dla Syrii, ale powtarzający ogólne założenia, którym przyjrzeliśmy się już w Rzymie.

Mimo pewnych różnic, dających się zaobserwować w rodzaju materiału, z jakiego wznoszono kościoły, mamy w Syrii do czynienia z kamiennymi bazylikami o trzech nawach, bez nawy poprzecznej. Gdyby przyjrzeć się rozplanowaniu bazyliki syryjskiej, w oczy rzuciłaby się jej wyraźnie uproszczona forma, szczególnie dostrzegalna w zestawieniu z rzymskimi bazylikami konstantyńskimi. Całość zamyka się w nieznacznie tylko wydłużonym prostokącie, którego nie poprzedza ani narteks, ani tym bardziej atrium. Nie znajdziemy tu też monumentalnej bramy i szeregu krużganków. Kościół syryjski ewoluował, ale w swojej pierwotnej formie bardzo silnie związany był z kształtem tamtejszych domów, nie tyle jednak w formie, co w kształcie układu komunikacyjnego. Jednocześnie jednak chciałbym podkreślić, że równolegle do skromnej, aczkolwiek nie pozbawionej wyraźnego monumentalizmu, architektury sporej ilości prowincjonalnych kościołów, powstają również ogromne, przebogato kształtowane, monumentalne już w samym założeniu kompleksy katedr i martyriów (głównie w północnej Syrii). Przykładem takiego założenia jest, do dziś szczątkowo zachowane, sanktuarium św. Szymona Słupnika, obejmujące poczwórną bazylikę wraz z towarzyszącymi jej budynkami klasztoru, domu dla pielgrzymów i rozległego szpitala w Qalat Seman, nieopodal Antiochii i Aleppo. Przeważają jednak liczne kościoły miejskie o niewielkiej skali, zachowane do dziś w formie trwałej ruiny pośród niezwykle licznych (szczególnie w północno-zachodniej części kraju) tak zwanych „umarłych miast”.

Stańmy wobec tego przed jednym z takich kościołów. Niech będzie nim zachodni kościół w Behyo na północy Syrii, powstały w V wieku. Otwiera się przed nami prosta, kamienna fasada, która od razu zdradza nam układ wnętrza. Widzimy wyraźnie wyższą część środkową, odpowiadającą nawie głównej i dwie niższe, związane z nawami bocznymi. Ściana jest prosta, niemalże gładka. Po środku, ponad niewielkim wejściem znalazło się potrójne okno, które w późniejszej architekturze uzyska określenie triforium. Z lewej strony przylega do kościoła kolumnada, za którą znajduje się niewielki, prostokątny dziedziniec. Boczne elewacje prezentują się raczej skromnie – rząd niewielkich rozmiarów półkoliście zamkniętych okien, doświetlających nawę główną, obiega, podobnie jak całą ścianę, szczególny typ dekoracyjnego fryzu nazwanego syryjskim. Wschodnia część świątyni jest jeszcze bardziej uproszczona. W Behyo prezbiterium zamyka prosta ściana, nie znajdziemy tu apsydy – ta rozwinie się w innych kościołach Syrii do granic artystycznego majstersztyku. Jej subtelna dekoracja i zdobienie niewielkimi półkolumienkami, dźwigającymi łuki płaskorzeźbionych arkad, oddzielającymi od siebie poszczególne okna, dadzą początek wykwintnym formom średniowiecznej architektury romańskiej. A jak wygląda wnętrze?

Zwraca się ono na wschód, z którego nadejdzie światło uosabiające Niebieskie Jeruzalem – nową rzeczywistość oświetloną Słońcem Sprawiedliwości, wyśpiewanym przez Zachariasza. Przestrzeń znów „pędzi” w jego kierunku, ale jakby wolniej. Nie ma już lasu smukłych, marmurowych kolumn, ich miejsce zajmuje dwanaście masywnych, prostopadłościennych filarów dźwigających rozległe łuki. Każdy z nich nosi na kapitelu ukształtowany na różne sposoby znak zbawienia, wpleciony w wieniec winorośli. Są jak apostołowie wspierający Kościół, zgromadzony wokół Słowa, które znajduje swoje miejsce po środku, na podwyższeniu półokrągłej bimy, tuż przed miejscem, z którego, spod smukłego, zamkniętego piramidalnym dachem baldachimu, liturgii przewodniczy biskup, wraz z prezbiterami i diakonami. Chrystus obecny w przedwiecznym Słowie, złożonym na pulpicie, wchodzi jako doskonała ofiara w rzeczywistość realnej obecności na ołtarzu, przysłoniętym ciężką, bogato zdobioną kotarą, podwieszoną na marmurowej belce u nasady wielkiego łuku tryumfalnego, otwierającego przestrzeń prezbiterium do nawy. Ten sam łuk oplatają płaskorzeźbione wici winnej latorośli, biegnące wzdłuż nawy nieprzerwanym ciągiem, a zbiegające się u jego zwieńczenia w czaszy kielicha, który uosabia źródło życia wiecznego, obrazując symboliczne znaczenie ofiary składanej na ołtarzu. Kielich krwi ożywia latorośl, która rozkwita i biegnie w każdą ze stron. Płaskorzeźba nie jest tu już samą tylko dekoracją – jest obrazem życia, wylewającego się ze śmierci Chrystusa. Kotara, przesączona dymem kadzideł, przysłania jej tajemnicę, uchylając niewielką cząstkę misterium.

Sam ołtarz jest jedynym elementem wypełniającym przestrzeń apsydy. Kształtem nawiązuje do greckiej litery sigma, ramionami otwartej w stronę zgromadzenia. Prowadzą do niego niewielkie schody, na których szczycie wznosi się kamienna, bogato dekorowana płaskorzeźbami, odwołującymi się do symboliki ofiary eucharystycznej, balustrada, po środku której umieszczone jest wąskie przejście. Eucharystia kieruje celebransa w górę, ponad zgromadzenie – Chrystus stając się obecnym zostaje wywyższony, wskazany jako Wschodzące Słońce Sprawiedliwości. We wnętrzu każdy najdrobniejszy fragment przestrzeni nosi swoje konkretne, głębokie znaczenie. Wierni zajmują miejsca w określonym porządku. Kobiety w przestrzeni najbliższej apsydzie – pomiędzy bimą a prezbiterium, dalej na bokach i przed bemą mężczyźni, katechumeni zaś najbliżej zachodniej części kościoła. Procesja liturgiczna – jak podają Didaskalia, wychodzi z leżącej po północnej stronie prezbiterium zakrystii, skąd, pozbawioną okien, ciemną, odwołującą się do otchłani, północną nawą, podąża stamtąd do zachodniej części kościoła biskup w towarzystwie jednego z diakonów i kieruje się na położony pośrodku bemy trybunał. Będzie stamtąd przewodzić pierwszej części liturgii, skierowanej w sposób szczególny do katechumenów. Drugi z diakonów pozostaje u wejścia do świątyni, by dbać o porządek w trakcie trwania liturgii, każdego z wchodzących do świątyni, kierując na odpowiednie dla niego miejsce.

Ten sam ruch podążania za światłem prowadzi z mroku północy i zachodu w dające życie jasność i blask wschodu, gdzie wszystko ma swój przedwieczny początek. Po południowej stronie prezbiterium znajduje się pomieszczenie o kształcie analogicznym do tego, który posiada zakrystia, noszące nazwę martyrium. Jego znaczenie w liturgii jest niezwykle istotne dzięki temu, co znajduje się wewnątrz. Znajdują się tam kamienne relikwiarze w kształcie obszernych sarkofagów, mieszczące doczesne szczątki męczenników za wiarę. Przez relikwiarze nieustannie przepływa oliwa, która, przesączając się przez relikwie, wydostaje się na zewnątrz ulokowanym z boku otworem. Tuż po skończonej liturgii procesja udaje się do martyrium, przechodząc przez rozległy portal w formie łuku tryumfalnego, powtarzającego – aczkolwiek w mniejszej skali – łuk prezbiterium. Tam relikwiom oddawany jest hołd, wieńczący uroczystą celebrację liturgii. Piszę o tym nie bez przyczyny, gdyż element ten, z pozoru nie sprawiający wrażenia najistotniejszego w kontekście całości budowli, stał się wyznacznikiem sakralnej architektury syryjskiej. Został też przejęty niemalże dosłownie i poddany ewolucji najpierw przez architekturę bizantyńską, a później przez budownictwo zachodnioeuropejskie, choć już w całkowicie odmiennym charakterze.

Podsumowując, chciałbym żebyśmy spojrzeli na architekturę kościołów syryjskich pierwszych wieków chrześcijaństwa nieco jakby z góry. Z pozoru zapomniane i nierzadko pomijane w dziejach rozwoju budownictwa sakralnego, wpłynęły na europejską architekturę w o wiele większym stopniu niż moglibyśmy przypuszczać. Znany z pochodzącej z V wieku bazyliki w Turmanin dwuwieżowy masyw zachodni, stał się, podobnie jak arkadowy układ wnętrza oparty o system prostokątnych filarów, prototypem wielkich założeń wczesnej i dojrzałej architektury romańskiej. Pełna głębokiej symboliki znaczeniowej, opartej na zaleceniach autora Didaskaliów, architektura syryjska nie daje się pominąć w łańcuchu ewolucyjnym architektury sakralnej w jej dzisiejszym rozumieniu.

Kończąc tę część, zastanawiam się jeszcze głębiej nad kwestią, o której napomknąłem już ostatnim razem – mianowicie: czy możliwe jest mówienie o architekturze sakralnej bez kontekstu liturgii? Architektura sama w sobie – co kościoły syryjskie pokazują doskonale – ma wartość estetyczną, posługuje się rozumianą na różnorakie sposoby koncepcją piękna, wykorzystując przy tym doznania zmysłowe. Ale jaka jest wobec tego rola liturgii, jeśli piękno jest dostrzegalne już w aspekcie poznawczym z poziomu odczuwania estetyki?

Nie będę oryginalny jeśli odpowiem, że to liturgia nadaje architekturze życie. To ona jest przecież nośnikiem znaczeń i symboli, ona konstruuje rzeczywisty wymiar przestrzeni sakralnej, ona definiuje nadanie jej charakteru sacrum, który przecież na zmysły oddziałuje w znacznie głębszej mierze.

Warto spojrzeć na tradycję, sięgając do samych źródeł chrześcijaństwa – tam z całą pewnością uda się nam jeszcze dostrzec to, co przez wieki uległo zatarciu.

[slickr-flickr search=”sets” set=”72157625566333405″ type=”gallery” size=”large”

Pomocą w lekturze tekstów mogą się okazać wyjaśnienia niektórych słów (zaznaczonych szarą ramką), dostępne po najechaniu na nie kursorem.

 

Zobacz także

Piotr Oleś OP

Piotr Oleś OP na Liturgia.pl

Dominikanin, święcenia prezbiteratu w 2018 r., absolwent Kolegium Filozoficzno-Teologicznego Polskiej Prowincji Dominikanów, z wykształcenia historyk sztuki. Pasjonuje się architekturą sakralną, zwłaszcza Rzymu oraz miejscem symbolu w przestrzeni architektoniczno-liturgicznej, szczególnie w okresie pierwszego tysiąclecia.