Kilka słów o ikonach

Nie lubię zbyt wzniosłych słów o ikonach. Nie lubię słów, które odrywają się od kontaktu z rzeczywistością, nie lubię idealizującego nadmuchiwania teorii sztuki. Ikonopisanie jest bardzo pokorne i rzemieślnicze; osadzone w regułach i schematach, nadzwyczajnie uporządkowane. Na początku trzeba wiernie kopiować, uczyć się rysunku, proporcji, koloru, światła, właściwości pigmentów, trudnej sztuki złocenia, po wielokroć psując efekty długotrwałych wysiłków. Ikonopisanie jest zmaganiem z materią, z rzeczywistością, jest sztuką uczenia się współpracy z nią.

Ikona karmelitanekKiedy rozpoczęłam współpracę z ikonami, kiedy moja starsza siostra uczyła mnie warsztatu, podstawowym było doświadczenie powrotu do dzieciństwa. Myślę, że ludzka twórczość w ogóle zawiera w sobie ten element. Rodzi w umyśle zaangażowanie z pasją, tak że świat znika sprzed oczu. Pozostaje autor i jego dzieło. Ale czy naprawdę tylko ci dwaj aktorzy? Oto ów autor zdaje się mieć najwyżej pięć albo sześć lat, wypieki na policzkach, przyspieszony oddech, emocje ogarniają go z mocą. Jakaś wielka determinacja pcha go ku celowi. Co chciałby osiągnąć i dlaczego tak się stara? Chciałby uchwycić, chciałby móc przedstawić to, za czym tęskni. Jak małe dzieci malują przedmioty swoich pragnień i marzeń, tak dorosły będzie czynił podobnie. Będzie się starał przedstawić nade wszystko osoby najważniejsze i będzie to czynił dla tych najbardziej znaczących, by móc im przynieść i pokazać swoje dzieło. Nie tylko dla otrzymania zachwytu oraz uznania, które jak wiadomo otrzymane w odpowiednim miejscu i czasie służą człowieczemu rozwojowi, ale także po to, aby rodzic jako przedmiot przedstawienia mógł zobaczyć, jak bardzo jest ważny, kochany i kontemplowany. Dziecko się bawi. Nie jest pozornie niczym ważnym, to co czyni. Dorośli lekceważą zwykle jego artystyczne wysiłki, gdyż pełne są nieudolności. Istota dzieła jest jednak godna uwagi. Wyraz otrzymywania i przekazywania miłości, umiejętności widzenia tego drugiego, innego i najważniejszego.

Myślę, że tak właśnie rzecz się ma z ikonami. Są przejawem tęsknoty za tym, co w wierze dotykane, ale przez zasłonę. Przejawem miłosnej zależności od Ojca. Tworzenie dla Niego w oparciu o wszystko, co objawił, co o Nim wiem. Pisanie także w Jego przenikającej rzeczywistość obecności i razem z Nim, z Jego pomocą.

IkonaW takim ujęciu braki, których ikonograf doświadcza w swoim warsztacie służą pokorze-prawdzie i modlitwie, wydawaniu się Ojcu w każdej czynności. W ten sposób Bóg uczestniczy w tworzeniu. Ilekroć doświadczam tremy, lęku, zmagania związanego z pracą nad ikonami, tylekroć proszę Ojca o pomoc, aby pracował razem ze mną, aby to co będzie owocem moich i Jego wysiłków posłużyło komuś ku spotkaniu w modlitwie.

A kiedy jestem zadowolona z efektów pracy, kiedy moje siostry cieszą się nową ikoną, cieszę się z nimi, ale nie dlatego powstają ikony. Ich tworzenie jest uwarunkowane jedyną życiodajną więzią, która wyłącznie i prawdziwie wartościuje życie i po wielokroć przekracza samą ikonografię, więzią z Bogiem: Ojcem, Synem i Duchem, Panem wszystkiego, co jest.

Ikonopisanie ma tę zaletę, że łatwiej rozbudza umysł do poszukiwania doświadczenia Bożej obecności. Daje oczom i przez nie umysłowi konkretny pokarm drogą naturalną, dobrze znaną. Wydaje się jednak, że każde działanie człowieka może służyć nieustannej bliskości z Panem. Wszystko zależy od wiary osoby, która działa. Ludzkie działanie zaś jest zaledwie częścią naszego bycia, które dopiero całe przeniknięte żywą współpracującą z Bogiem wiarą stanowi prawdziwe ikonopisanie. Dokonuje się w człowieczym sercu wypatrującym z tęsknotą w wierze Chrystusa i w takiej miłości upodabniającym się do Niego.

mniszka karmelitanka bosa
Karmel Słowa Bożego i Świętych Aniołów

Wesprzyj budowę karmelu

 

 

Zobacz także