Kodeks świętości

Okazuje się, że normą dla człowieka nie jest żaden ideał brany z refleksji nad istotą człowieka, z zasad życia, czy porównania z czymś innym, ani żaden człowiek, nawet „doskonały”, ale Bóg. On jest punktem odniesienia.

Poniedziałek I tyg. wielkiego postu, lit. słowa: Kpł 19, 1–2.11–18; Mt 25, 31–46

Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan, Bóg wasz! (Kpł 19,2).

Tym zdaniem rozpoczyna się tak zwany „kodeks świętości”. Jest to bardzo głębokie wezwanie, sięgające samego źródła naszego życia.

Przede wszystkim zakorzenienia nas w tajemnicy stworzenia na „obraz i podobieństwo Boga”: „bądźcie wy… bo Ja jestem”. Okazuje się, że normą dla człowieka nie jest żaden ideał brany z refleksji nad istotą człowieka, z zasad życia, czy porównania z czymś innym, ani żaden człowiek, nawet „doskonały”, ale Bóg. On jest punktem odniesienia. Gdzie zatem mamy szukać wzoru? Nie w człowieku, nie w porównywaniu się z innymi, ale w Bogu, co konkretnie wyraża istniejące w nas sumienie, czyli tajemnica Jego głosu wewnątrz nas.

Drugim ważnym wnioskiem, jaki wynika z owego kodeksu, jest zrozumienie, na czym polega świętość. Kodeks mówi: Nie będziecie kraść, nie będziecie kłamać, nie będziecie oszukiwać jeden drugiego (…) Nie będziesz uciskał bliźniego, nie będziesz go wyzyskiwał (…) Nie będziesz żywił w sercu nienawiści do brata (Kpł 19,11.13.17).

Przypomina się tutaj „złota zasada” mówiąca: „nie czyń bliźniemu, co tobie niemiłe” (por. Mt 7,12). Wymienione nakazy są eksplikacją tej zasady. Chodzi o pewną wrażliwość na drugiego, wynikającą ze współodczuwania, solidarności. Można by powiedzieć, że człowiek nie może stawać się podobny do Boga, jeżeli nie jest wrażliwy na potrzeby bliźniego, jeżeli nie ma w sobie właściwej wrażliwości w konkretnych sytuacjach, jeżeli nie otwiera się na głos sumienia, aby pójść za nim.

Ewangelia odsłania jeszcze głębszą perspektywę naszej wrażliwości na bliźniego. Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili (Mt 25,40). Można by powiedzieć – analogicznie do „złotej zasady” – „Nie czyń drugiemu, co krzywdzi Chrystusa!”. I takie sformułowanie zasady jest poprawniejsze, niż klasyczne. Każdy z nas może mieć w pewnych dziedzinach złe ukierunkowania, upodobania i dlatego nieczynienie czegoś, co dla nas niemiłe, wcale nie musi oznaczać, że wówczas nie czynimy zła. Wobec Chrystusa, który jest prawdą i dobrem, ta zasada jest jednoznaczna: chodzi o dobro i zło prawdziwe, obiektywne, a nie o nasze subiektywne odczucia.

Nie to jednak wydaje mi się najważniejsze z zacytowanego fragmentu Ewangelii. Istotniejsze jest to, że Bóg solidaryzuje się z człowiekiem i to człowiekiem potrzebującym i cierpiącym. Na pytanie o postawę Boga wobec cierpienia człowieka odpowiedzią jest przyjęcie przez Niego krzyża i przez to solidarność z cierpiącym. Krzyż dał Chrystusowi prawo do pełnej solidarności z cierpiącym i do powiedzenia: coście uczynili jednemu z tych moich braci najmniejszych, Mnieście uczynili.

Dotykamy tutaj ponadto tajemnicy początku: stworzenia człowieka na obraz i podobieństwo Boże. Z jednej strony prawdziwym i doskonałym obrazem Boga jest Chrystus – Bóg i Człowiek, a z drugiej strony wyżej wspomniane utożsamienie wskazuje na konkretność tego obrazu: czyn dobry lub zły wobec człowieka staje się czynem wobec Boga, bo człowiek nie tylko jest Jego obrazem, ale w Chrystusie stał się Jego bratem. W Chrystusie została odnowiona żywa więź człowieka z Bogiem, więź, którą utraciliśmy przez grzech.

Otwarcie się na sumienie, do czego wzywa nas pierwsze czytanie, prowadzi do rozpoznania Chrystusa w sobie, do wrażliwości na Jego realną obecność. Eucharystia jest tego misterium i szkołą.

Włodzimierz Zatorski OSB

Fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”, t. 3, Tyniec 2010. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.

 

Zobacz także