Komboskini

Podczas modlitw i w chwilach spędzanych w odosobnieniu, mnisi ze Świętej Góry, rzadko kiedy rozstają się z plecionymi sznurami modlitewnymi. Gdy wejdziesz do cerkwi, zauważysz, że wielu ojców w dłoniach przesuwa kolejne węzełki. Nie poruszają wargami, nie błądzą wzrokiem, miarą czasu, w którym przebywają jest oddech i towarzyszące mu wezwanie.

Modlitwa Jezusowa, czyli ponawiane wezwanie "Panie Jezu Chryste, Synu Boga żywego, zmiłuj się nade mną grzesznym", to najbardziej znana praktyka duchowa Wschodu. Pamiętam, gdy w nowicjacie zacząłem odkrywać modlitwę hezychastów, z wypiekami na twarzy pochłaniałem "Opowieści pielgrzyma", pisma Grzegorza Palamasa i polskojęzyczne tłumaczenie fragmentów "Φιλοκαλειν". Zbliżanie się do Wschodu przez modlitwę starców wiązało się nie tylko z przyjaźnią brata z Ukrainy, ale przede wszystkim z przekonaniem o tym, że potrzeba mi świetlanej drogi duchowego wzrostu. O słodka naiwności! Gdy myślę o sobie z tamtego czasu, ogarnia mnie zakłopotanie i wstyd. Wówczas często myślałem o tym, co przede mną, dlatego nie zauważałem tego, co we mnie.

W modlitwie Jezusowej, tej, którą odmawiają mnisi ze Świętej Góry, nie chodzi o wzrost duchowy. Nie chodzi też o zdobycie umiejętności hezychazmu – praktyki, której celem jest złączenie formuły modlitewnej z rytmem oddechu i biciem serca, tak, że modlitwa staje się tożsama z jedną z funkcji ciała. Nie chodzi o naśladowanie starców i mistyków, których na Górze spotykasz co chwila w najmniej spodziewanym momencie, bo raz przy obieraniu cebuli, a kiedy indziej przy zajadaniu słodyczy w skicie św. Andrzeja. Modlitwa Jezusowa jest prostym wyznaniem grzechu i nadziei na miłosierdzie. Choć lepiej powiedzieć po prostu: jest pokorą. Stanięciem w miejscu, w którym się stoi. Przyjęciem prawdy o sobie, jak powiedziałaby św. Katarzyna ze Sieny. Przyjęciem siebie, jako tego, kim się jest. Oto ja grzesznik, zmiłuj się Ty, który masz moc się zmiłować.

Komboskini nie jest znakiem szczególnej duchowej ścieżki, szczytów mistyki, umiłowania modlitwy nieustannej. Wręcz przeciwnie – jest tylko i wyłącznie znakiem wyznania: zmiłuj się nade mną. Uznaniem, swego miejsca i przypomnieniem o własnym grzechu. Ojcowie noszą je na ręce, w kieszeni, wieszają na małych haczykach przy stallach w cerkwi, by przypominało im o ich grzechu, a nie szczytach duchowych. Plotą je wytrwale i starannie, z uwagą, której wymaga rozpoznanie i przyznanie się do winy.

Nie myśl jednak, że to smutne wyznanie, pełne zachodniego przygnębienia i upokorzenia. Tym (między innymi) różni się Wschód od Zachodu, że Wschód akceptuje to, że jest położony na wschodzie. Akceptacja swojego miejsca napełnia pokojem, a nie przygnębieniem. Nie myśl więc: grzeszny jestem – powinienem być święty. Myśl wyłącznie: grzeszny jestem – zmiłuj się nade mną. Sądzę, że jest to pierwszy krok do zrozumienia przejmującego pokoju, który wypełnia kościół metropolitalny w Thessalonikach, kościół, w którym znajduje się grób Grzegorza Palamasa. Wypełnia go pokój podobny do tego, jaki przenika Cię w obecności starca z Góry Atos. Ginie pośpiech, oddech się wyrównuje i wystarcza. Ustaje gonitwa. Czas mierzy wyłącznie tu i teraz, a nie przestrzeń całego uniwersum. 

Wobec relikwii starca, świętego hezychasty zgodzonego ze swoją kondycją, nie sposób przeżywać czegoś innego, jak tylko pokój, który go wypełnił, dzięki pokornemu przyznaniu się do tego, że jest dłużnikiem. Przeżył życie odmierzając je kolejnymi setkami wezwań modlitwy Jezusowej. Z każdym oddechem przyznawał się, że żyje dzięki darowanemu długowi. Nie wybiegał w przód i nie cofał się do przeszłości. Trwał w pokornym wyznaniu i prośbie o zmiłowanie. Czerpał pokój z właściwie zajętego miejsca w świecie. Komboskini przypominało mu kim jest, a nie kim ma się stać.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Tomasz Grabowski OP

Tomasz Grabowski OP na Liturgia.pl

Od początku zaangażowany w działalność Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego, w latach 2005-2010 jego dyrektor, a od przekształcenia w Fundację – prezes w latach 2010-2016. Od września 2016 r. prezes Wydawnictwa Polskiej Prowincji Zakonu Kaznodziejskiego „W drodze” w Poznaniu i stały współpracownik Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.