Komentarz do Ewangelii 2. niedzieli wielkiego postu

W liturgii 2. niedzieli wielkiego postu czytamy ewangelię o przemienieniu Pana Jezusa dokonującym się na odosobnionej górze, jak przyjmuje tradycja na górze Tabor. Może nam się to wydarzenie mało kojarzyć z obecnym okresem liturgicznym. A jednak jest to ważne wydarzenie w kontekście zmierzania Pana Jezusa do Jerozolimy, gdzie będzie ukrzyżowany.

W taki sposób Jezus pragnie przygotować trzech najbliższych Mu uczniów na właściwe przeżycie czasu Jego Męki i oczekiwania na Jego Zmartwychwstanie w chwale.

Jezus bierze z sobą tylko trójkę najbliższych Mu apostołów, by zaprowadzić ich tam gdzie ma się dokonać coś ważnego, czego oni mają być świadkami. Tym razem są świadkami Jego osobistej modlitwy na wysokiej górze, na osobności, z dala od ludzi. Wcześniej najczęściej posyłał ich na jezioro, kiedy sam szedł się modlić nocą na górę. Tym razem są z Nim trzej wybrani i tam doświadczają, jak ta modlitwa Go przemienia. Nie tylko Jego odzienie stało się lśniąco białe, ale przemianie ulega także Jego twarz. I potem dopiero pojawiają się Eliasz z Mojżeszem, którzy też ukazali się w pełnej chwale i mówili o Jego odejściu, które miało się dokonać w Jerozolimie. Ich obecność miała potwierdzić, że wszystko zapowiadane u Proroków i w Prawie wypełnia się w Jezusie.

Czy pozwalamy Jezusowi, by także nas wyprowadzał na miejsce osobne? Czy tam dokonuje się w nas taka głęboka przemiana, że można ją wyczytać nawet na naszych twarzach? Czy w okresie Wielkiego Postu planujemy taki czas, taki dzień pójścia na miejsce osobne, by się otworzyć na bliskość Boga?

Piotr i pozostali dwaj apostołowie byli zmożeni snem podczas modlitwy Jezusa i gdy się ocknęli – i zobaczyli co zaszło w międzyczasie – reagują spontanicznie proponując, że postawią tam trzy namioty: jeden dla samego Jezusa, a pozostałe dla Jego gości Mojżesza i dla Eliasza. Choć nie wspominają o namiotach dla siebie, to zapewne nie planowali wracać na dół do pozostałych apostołów. Lepiej było by pozostać z Jezusem na górze niż ruszać z Jezusem w kierunku Jerozolimy.

Nasze doświadczenia na modlitwie mogą także dawać takie poczucie bliskości z Jezusem, że chętnie chcielibyśmy zatrzymać je na dłużej, wyznając jak Piotr ”Mistrzu, dobrze, że tu jesteśmy”. Musimy być jednak gotowi na to, że nie da się takich chwil zatrzymać, lecz trzeba schodzić do codziennego życia, choć te chwile zapadają w sercu tak głęboko, że możemy podobnie jak Piotr do nich wracać [por. 2 P 1,16–18]. Kiedy mieliśmy ostatnio takie doświadczenie bliskości Jezusa, które chcielibyśmy zatrzymać i przedłużyć? Co wtedy doświadczaliśmy?

Podczas gdy Piotr przedstawiał Jezusowi swoją propozycję stawiania namiotów, obłok świetlany osłonił ich wszystkich, a z tego obłoku przemówił głos Boga Ojca: ”To jest Syn mój, Wybrany, Jego słuchajcie!”. Wtedy zniknęli Mojżesz z Eliaszem i apostołowie pozostali sami z Jezusem, oczekując co On im teraz powie. Swoje doświadczenie z góry zgodnie z zaleceniem Jezusa pozostawili wyłącznie dla siebie i podzieli się nim z innymi dopiero po zmartwychwstaniu Jezusa, choć w czasie Męki o tym wszystkim jak gdyby zapomnieli, nie oczekując na Jego zmartwychwstanie, które choć tyle razy zapowiadane, będzie i dla nich zaskoczeniem. Czy my słyszymy głęboko w sercu słowa Ojca, byśmy byli posłuszni słowom Jego Syna? Jakie jest nasze posłuszeństwo wobec tych słów?

 

Tekst Ewangelii tej niedzieli dostępny na brewiarz.pl.

Teksty pozostałych komentarzy również na brewiarz.pl.

 

 

Zobacz także