Komentarz do Ewangelii XI Niedzieli Zwykłej, rok B

Przypowieść to niezwykły sposób wyrazu czegoś, czego nie można powiedzieć wprost. Nie z braku chęci wyjaśniania, ale z powodu natury tego, co ma być opisane. Jak przedstawić „Królestwo Boże”?

Tego państwa nie ma na mapach świata, w atlasach czy w Internecie. Nie ma ono własnych granic, wskaźników wzrostu lub recesji, nie mieści się też w światowych rankingach. Nawet Palestyna (ta w czasach Jezusa) nie jest królestwem Bożym. Czym zatem jest to Królestwo? Jakie jest? Jak opisać jego dynamikę?

Jezus nie bawi się w statystykę, ale ukazuje istotę tego Królestwa – jest ono jak ziarno, które wrzucone w ziemię rośnie. Samo z siebie, bez ingerencji siewcy, niezależnie od jego snu czy czuwania rozwija się i wydaje plon. Samo z siebie rośnie – ale, ktoś musiał je wrzucić w ziemię, ktoś we właściwej porze musi też zapuścić sierp. Dziwne jest to Królestwo – wymaga bowiem ryzyka podjęcia działania i wycofania, bo można zniszczyć nadzieję na plon, gdy będzie się sprawdzało, czy ziarno ma już korzeń (częsta praktyka dzieci i ich wielkie rozczarowanie). Wymaga – owo Królestwo – zgody na niespodziankę. Małe ziarno może okazać się wielkim drzewem, gdy pozwoli mu się rosnąć. Minimalna zgoda na Boga może zrodzić potężny owoc nawrócenia.

To Królestwo jest też paradoksalną pułapką. Tym, który zakłada sidła jest Jezus, a człowiek ma w nie wpaść. Jezus prowokuje człowieka, zmusza go do zatrzymania i „przeprowadza swoje” – niejako poza nim, delikatnie w sercu zapuszcza korzenie i czeka na owoc. Jednocześnie nie zadaje gwałtu, pozwala by człowiek powoli dojrzewał, stawał się uprawną ziemią, zgadza się też na człowiecze „nie”, bo to Królestwo nie prowadzi wojen, nie ma więzień, czy miejsc odosobnienia.

 

 

Zobacz także