Komentarz do Ewangelii XIV niedzieli zwykłej, rok C

„Wysłał ich (…) do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał”. Miasto dla Żyda oznaczało jedno – Jerozolimę, a miejsce – Świątynię, miejsce najświętsze – Święte Świętych.

„Dokąd sam przyjść zamierzał” – a właśnie tam zmierzał – do Jerozolimy, do Świątyni. Każde miejsce, każde serce, które przyjmuje Jezusa staje się Jerozolimą – miastem świętym, w którym mieszka Bóg.

Dlaczego jednak miasta mogą nie przyjąć uczniów? Bo zapowiadają przybycie Tego, kto ma, jak można przetłumaczyć z greckiego oryginału, „oblicze skierowane ku Jeruzalem”, ku Świątyni. Tego kto ma stać się Ofiarą, kto jest Barankiem ofiarnym, kto cały jest dla Miłości, kto nie lęka się być Ofiarą, jako jedyny bardziej kocha niż się boi. Jego cel jest jeden: Ojciec – Miłość. Dlatego mogę nie przyjąć posłańców. Czasem nie chcę, by jedynym celem mojego życia stał się Bóg – to niebezpieczne, nieprzewidywalne, wymaga ode mnie ofiary.

W oryginale zdanie, które posłani przez Jezusa uczniowie mają powiedzieć miastu, które ich przyjmie i temu, które ich nie przyjmie, różni się tylko jednym:

Tym, którzy przyjmą was mówcie: Przybliżyło się już DO WAS Królestwo Boże.

Tym, którzy was nie przyjmą mówcie: Przybliżyło się już królestwo Boże.

Subtelna różnica, ale jakie ma ogromne znaczenie dla mojego życia. Nadchodzi dla MNIE czy w ogóle? Ktoś wygra w totolotka czy ja wygram? Ja spotkam Boga, ja dam Mu szansę, dam Mu się dotknąć, uleczyć, zbawić? Czy też ja usłyszę, że można Go spotkać, że ktoś Go spotkał, że ktoś został zbawiony?

„Cieszcie się, że wasze imiona zapisane są w niebie”. Władza, nawet nad złem, nic nie znaczy. Ważne jest dobro. W niebie zapisane jest imię tego, kto odważył się w imię miłości być owcą między wilkami. Imię tego, kto zaufał Miłości, kto bardziej kocha niż się boi.

 

Zobacz także