Komentarz do Ewangelii XIX Niedzieli zwykłej, rok A

To rozważanie przygotowywałem w wypełnionym po brzegi pociągu. Mam wrażenie, że podróż trwa zamiast siedmiu, siedemdziesiąt godzin. Jedyne, co mogę zrobić to wytrzymać.

To rozważanie przygotowywałem w wypełnionym po brzegi pociągu. Nic dziwnego – wakacyjny weekend, trasa nad morze, i jak to często bywa: za mało wagonów. Wszystko przeszkadza: hałas, zapach, ludzie siedzący obok, temperatura. Wskazówki zegarka prawie że się nie poruszają. Mam wrażenie, że podróż trwa zamiast siedmiu, siedemdziesiąt godzin. Jedyne, co mogę zrobić to wytrzymać. Dojechać do celu. Wytrzymać to wszystko, co przeszkadza.

W takich warunkach zabieram się za lekturę i rozważanie czytań na niedzielę.

W historii Eliasza czytam słowa, by wyszedł z groty i stanął przed Panem. Bóg chce go wyciągnąć na zewnątrz. Z groty, która daje mu bezpieczeństwo, wyprowadza go na górę. Prorok ma porzucić samotność, i stanąć przed Kimś. Zanim jednak dojdzie do spotkania, Eliasz musi wytrzymać to wszystko, co poprzedza Boga, a Nim nie jest. Gwałtowną wichurę, trzęsienie ziemi i ogień. Mogę dopowiedzieć od siebie: rozproszenia, wyobraźnię, pokusy, pożądliwość. To wszystko, co przeszkadza mojej modlitwie jest do wytrzymania, do przeczekania. Chodzi więc o to, żebym nie zapomniał na co czekam, co ma być po tych wszystkich burzach. Żebym czekał na spotkanie z Kimś.

O tym, że przed Panem będzie kroczyć sprawiedliwość, czytam w Psalmie. Staram się nie ignorować tego, że w historii Eliasza tuż przed Jahwe idzie ogień. Więc rozumiem tę sprawiedliwość jako ogień, w którym wszystko staje się prawdziwe, takie, jakie być powinno. Bo ogień to światło, ciepło, ale też i wytrawienie, próba wytrwałości. Przed Panem kroczy ogień sprawiedliwości. Ten ogień oczyszcza mnie, więc też moje myślenie i przeżywanie, na spotkanie z Nim. Bym był prawdziwy (sprawiedliwy) i nikogo nie udawał na modlitwie. Ten ogień też muszę wytrzymać. Psalm uczy mnie, że to wytrzymanie nazywa się wiernością: wierność z ziemi wyrośnie, a sprawiedliwość spojrzy z nieba.

W Ewangelii słyszę ten sam głos, który wyciągał Eliasza z groty. Tym razem Bóg mówi do Piotra: Przyjdź! Wyjdź z Twojej łodzi, właśnie teraz, gdy wokół ciebie tylko woda! Przyjdź, by stanąć przede Mną, by się przekonać, że to Ja jestem! Co musiał wytrzymać Piotr? Każdy krok stawiany na tafli jeziora musiał być próbą dla jego rozumu i jego wiary. Piotr musiał wytrzymać absurd swoich kroków. Pójście w stronę Jezusa jest dla mnie stawianiem kroków, którym sprzeciwia się moje ciało, mój kalkulujący wszystko rozum, moja rozpieszczona wola. Przyjdź Jezusa oznacza dla mnie: wytrzymaj próbę. Nawet wtedy, jeśli wiara będzie mi się wydawała aż nadto absurdalna. Zaglądam na koniec jeszcze raz do Psalmu. Czytam o tym, że śladami kroków Pana będzie kroczyć zbawienie. Więc jest ono dla tych, którzy wyruszą za Jezusem, którzy pójdą Jego śladami, choćby śladami na wodzie.

Wytrzymać wszystko dla zbawienia. Tak w zatłoczonym pociągu zrozumiałem te czytania. 

 

Zobacz także