Komentarz do Ewangelii XV Niedzieli zwykłej, rok A

Cały plon zależy od jakości gleby, która przyjmuje ziarno.

Kto ma uszy, niechaj słucha (Mt 13,9).

Któż nie ma uszu? Wszyscy mamy. Ale czy uszy do słuchania?
Pan Jezus daje nam wspaniały obraz ziemi, na którą siewca rzuca ziarno. Wyjaśniając, utożsamia ziarno ze słowem, a ziemię z człowiekiem. A mówiąc bardziej precyzyjnie – z sercem człowieka. Cały plon zależy od jakości gleby, która przyjmuje ziarno. Ten obraz niesie w sobie wiele odniesień. Przede wszystkim ziemia jest pokorna w przyjmowaniu ziarna. Jej zasadnicza rola polega na jego jak najgłębszym przyjęciu. Właśnie dlatego ci, którzy nie rozumieją słowa, czyli nie są w stanie przyjąć go do swojego wnętrza, nie mogą przynieść żadnego plonu. Na nich spełniają się kontrowersyjne dla wielu słowa Pana Jezusa z Ewangelii: kto ma, temu będzie dodane, i nadmiar mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą również to, co ma (Mt 13,12). Przylatują ptaki i zabierają to, co zastało mu dane. Możemy zapytać, czy jest to winą człowieka, że nie rozumie. Otóż Pan Jezus odpowiada na to pytanie, wskazując przyczynę braku rozumienia:
 

Bo stwardniało serce tego ludu, ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli, żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, ani swym sercem nie zrozumieli: i nie nawrócili się, abym ich uzdrowił (Mt 13,15).
 

Warto może w tym miejscu powiedzieć, że dla Żydów człowiek myślał sercem. Brak rozumienia był wynikiem zatwardziałości serca.
Dalsze obrazy ukazują inne przyczyny braku pełnego przyjęcia słowa Bożego: brak korzenia, czyli stałości i wytrwałości w wypełnianiu przyjętego słowa. Podobnie zbytnie zatroskanie sprawami doczesnymi powoduje zagłuszenie i niezdolność do wewnętrznego słuchania. Plon przynosi jedynie pełne słuchanie ze zrozumieniem słowa i przyjęcie go we własnym życiu.
Jaki to jest plon? Oczywiście sam wzrost człowieka, jego pełna wewnętrzna harmonia, głęboka radość i szczęście. Ale nie na tym się kończy cała sprawa. W Liście do Rzymian czytamy:
 

Bo stworzenie z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych… w nadziei, że również i ono zostanie wyzwolone z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych (Rz 8,19n).
 

Plon, jaki mamy przynieść, odnosi się nie tylko do nas, ale do całego stworzenia. Okazuje się, że jesteśmy glebą całego stworzenia. Może warto w tym miejscu przypomnieć piękne określenie serca, jakie znajdujemy w Katechizmie Kościoła Katolickiego:
 

"Serce jest mieszkaniem, w którym jestem, gdzie przebywam (według wyrażenia semickiego lub biblijnego: gdzie “zstępuję”). Jest naszym ukrytym centrum, nieuchwytnym dla naszego rozumu ani dla innych; jedynie Duch Boży może je zgłębić i poznać. Jest ono miejscem decyzji w głębi naszych wewnętrznych dążeń. Jest miejscem prawdy, w którym wybieramy życie lub śmierć. Jest miejscem spotkania, albowiem nasze życie, ukształtowane na obraz Boży, ma charakter relacyjny: serce jest miejscem przymierza" (KKK 2563).
 

To właśnie od otwarcia naszego serca na Boże słowo zależy nie tylko nasze zbawienie, ale los całego świata! Może nie zdajemy sobie sprawy z tak daleko sięgającej perspektywy, ale taką nam przedstawia Nowy Testament. Jest to przedziwne, że my, ludzie, tak przecież ułomni i słabi, mamy odegrać tak istotną rolę w całej historii świata. I co może najdziwniejsze w tym wszystkim, to fakt, że rozstrzyga się to w sercu każdego z nas! A wydaje się nam, że nic nie znaczymy. Nie, znaczymy, i to bardzo dużo. Właśnie uświadomienie sobie tego faktu, że w całym naszym życiu chodzi o spotkanie z Bogiem w naszym sercu, powoduje, że zaczynamy rozumieć słowo, jakie Pan kieruje do nas przez Ewangelię, przez innych ludzi, a szczególnie przez sumienie. Obyśmy jak najwcześniej odkryli głębię naszego powołania! Ono naprawdę daje nam życie. Wtedy też dopiero rozumiemy Eucharystię, udział w zbawczej ofierze Chrystusa i udział w komunii z Nim.
 

Fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”, t. 4, Tyniec 2010. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.

 

Zobacz także