Komentarz do Ewangelii XXXI niedzieli zwykłej, rok C

Łukasz bardzo delikatnie nazywa grzech Zacheusza, wkładając wyznanie winy w usta jego samego:  „jeśli kogo w czym skrzywdziłem”.

Zakłada, że Zacheusz zdaje sobie sprawę, że to nie tylko przypuszczenie, ale że tak właśnie było – skrzywdził. Sam Zacheusz nazywa tę krzywdę dosadnie – używa określenia, które istnieje również w języku polskim – esykofantesa. Zacheusz jest nieczysty, nie tylko dlatego, że jest celnikiem – jest gorzej – jest sykofantem – kimś kto zarabia na donosicielstwie, jest oszczercą, płaszczącym się pochlebcą, zdolnym do poniżania i szantażu – byleby wysunąć się na pierwsze miejsce, byleby zostać zauważonym.

To jest Łukaszowy opis postaci Zacheusza. Takim człowiekiem można tylko gardzić. Zacheusz zdaje sobie sprawę z tej pogardy i robi wszystko co może, żeby urosnąć w oczach innych i swoich własnych. Chce być lepszy, ale im bardziej się stara, stosując swoje metody – metody sykofanta, tym większą pogardę wzbudza zarówno w innych, jak i w samym sobie.

Spotykamy go kiedy znów robi co może, by wykorzystać nadarzającą się sytuację. Chcąc ujrzeć Jezusa uprzedza wydarzenia, biegnie naprzód i wspina się na sykomorę.

Tymczasem to Jezus dostrzega Zacheusza – prawdziwego Zacheusza dodajmy, bowiem Zacheusz znaczy ‘czysty’, ‘niewinny’. W przypadku naszego Zacheusza to imię brzmi jak drwina lub jak wyrzut sumienia. Jezus mówi do niego: „Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu”. Spróbujmy usłyszeć to, co dotarło do serca Zacheusza, co go przeszyło do szpiku kości: „Czysty, zejdź prędko…”. Zacheusz pełen zdumienia słyszy, że w słowach Jezusa nie ma drwiny, aluzji. Czuje na sobie przeszywający do głębi wzrok. Jezus zobaczył w Zacheuszu czystość, o której już dawno wszyscy zapomnieli, o której zapomniał nawet on sam.

Jezus zobaczył przyczynę zachowania Zacheusza, powód, dla którego jego życie stało się tak godne pogardy, tak nieczyste, tak nieszczęśliwe. Zobaczył w sercu Zacheusza, jego najgłębszą tajemnicę – tęsknotę bycia akceptowanym. Zobaczył jego pragnienie spotkania kogoś, kto będzie go kochał bez żadnych warunków, przy kim będzie mógł przestać się ścigać o pierwsze miejsce, bo poczuje, że już nie musi, że ma niezastąpione miejsce w czyimś sercu.

I Zacheusz spotyka taką Osobę – w oczach Jezusa widzi, że na dnie serca jest rzeczywiście czysty. Widzi, że jego pragnienie, które właśnie zostaje zaspokojone niepotępiającą miłością Jezusa, jest dobre i piękne. Razem ze słowami Jezusa przyjmuje odpowiedź na pytanie, które rodzi się w jego sercu – dlaczego mnie kochasz, dlaczego patrząc na mnie dojrzałeś tę ukrytą i zapomnianą prawdę? Odpowiedź jest jedna: tylko dlatego, że tak bardzo tego potrzebujesz, tak bardzo pragniesz przez całe swe smutne, grzeszne życie.

Taka jest logika Boga. Gdy jest coś czego pragniesz, nie musisz szukać sposobów, aby skutecznie to wyprosić, przekonać, że rzeczywiście jest Ci potrzebne, że naprawdę na to zasługujesz. On daje, bo potrzebujesz – to jedyny powód.

 

Zobacz także