Komentarz do XXI niedzieli zwykłej, rok A

Osobiście bardzo lubię tę sytuację z Ewangelii, w których spotyka się Piotr z Jezusem. Większość z nich ma podobną fabułę: początkowo, owe sytuacje czy spotkania, wydają się wprost Piotra nie dotyczyć...

Osobiście bardzo lubię tę sytuację z Ewangelii, w których spotyka się Piotr z Jezusem. Większość z nich ma podobną fabułę: początkowo, owe sytuacje czy spotkania, wydają się wprost Piotra nie dotyczyć, wszak Jezus zadaje jakieś pytanie wszystkim, przypadkowo prosi o użyczenie łodzi, a po chwili okazuje się, że mają one dla niego (Piotra) kluczowe znaczenie, że wymagają pełnego zaangażowania, że są życiowym wyzwaniem. Piotr jest niejako zaskakiwany konsekwencjami spotkania z Jezusem.

Tak też jest w dzisiejszej perykopie (Mt 16,13–20). Jezus pyta swoich uczniów – w tym Piotra, kim On jawi się w oczach tłumu. Apostołowie nie mają problemu z odpowiedziami: Jan Chrzciciel, Eliasz, Jeremiasz, jeden z proroków. Dla tłumów (a może i dla nich samych) jest On kimś, kto jest wyjątkowy, ale zarazem obcy i daleki, kimś, kogo można podziwiać, ale wobec którego, dla własnego dobra, należy zachować bezpieczny dystans. Niestety Jezus zadaje jeszcze jedno pytanie – A wy za kogo mnie uważacie? To pytanie burzy „święty spokój” uczniów. Nie wystarczy przytoczenie opinii innych, ale trzeba zrozumieć i wybrać to, co mówi własne serce, własny rozum, sumienie. Trzeba zadać sobie tyle innych pytań, trzeba dać się zaniepokoić Jezusowi.

Ewangelista nie wspomina, czy zapadło wtedy kłopotliwe milczenie, spuszczanie wzroku, ucieczka… Nie mówi, jak długo Jezus czekał na odpowiedź.

Co działo się w sercach uczniów? Czy to pytanie, które zadał Jezus, można porównać do słów skierowanych kiedyś przez Boga do Abrahama? Czy jak Abraham, Piotr (i pozostali uczniowie z nim) musi powędrować z ziemi rodzinnej do kraju nieznanego, a wskazanego przez Boga? Czy musi wejść w samotność odczytywania Bożego objawienia, które przeczy temu co proste, logiczne i oczywiste? Czy musi dać wiarę temu, co poznaje, a co zmieni całe jego życie i nic już nie będzie takie samo?

Na naszych oczach, w dyskretnym milczeniu Ewangelisty, dokonuje się przemiana wiary Piotra. Piotr w wielkim zaufaniu pozwala poprowadzić się Bogu Ojcu, którego przecież czcił i wyznawał, głębiej, ku przekraczającemu ludzkie pojęcie poznaniu prawdy o tym, kim rzeczywiście jest Jezus. I tylko idąc tą drogą ufności, Piotr mógł powiedzieć: Ty jesteś Mesjaszem, Synem Boga żywego. Wewnętrzne doświadczenie Bożej tajemnicy zostaje potwierdzone, bo słyszy on słowa Jezusa: Błogosławiony jesteś Szymonie synu Jony. Albowiem ciało i krew nie objawiły ci tego, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Dopełnia się spotkanie, nie to widzialne, ale to w wierze. Nie oznacza ono pewności, ale ufność, nie pełnię pokoju, ale konieczność ciągłej wewnętrznej walki. Może Piotr musi powtarzać sobie codziennie, aby nie zwątpić, słowa Jezusa: Błogosławiony jesteś Szymonie synu Jony.

 

 

Zobacz także