Komentarz na I niedzielę Adwentu, rok B

Słyszałem kiedyś historię o ekspedycji naukowej, która wybrała się do Afryki w celu prowadzenia badań ludów pierwotnych. Po wylądowaniu na miejscu, naukowcy wynajęli spośród tubylców tragarzy.


Ponieważ białym bardzo się spieszyło i nie mogli się doczekać, kiedy dotrą na wyznaczone miejsce i rozpoczną badania, narzucili szybkie tempo. Przez trzy dni popędzali swoich tragarzy do szybkiego marszu bez odpoczynku. Po trzech dniach morderczej wędrówki tragarze odmówili dalszej współpracy. Kiedy kierownik ekspedycji zapytał przywódcę tragarzy o powody przestoju, w odpowiedzi usłyszał: „nasze ciała przez ostatnie kilka dni tak szybko biegły, że teraz muszą poczekać, aby dogoniły nas nasze dusze”.

Głęboka mądrość prostych ludzi potrafi zadziwić nawet uczonych. Niestety współczesnemu człowiekowi tak głęboka mądrość nie grozi. Zapatrzony w życie doczesne biegnie na oślep przed siebie goniąc za pracą, zarobkiem, czy rozrywką za wszelką cenę. To, co do tej pory uważał za środek do osiągnięcia celu (szczęścia) staje się dla niego celem samym w sobie. Bardzo często taka pogoń kończy się tragedią. Kościół w swojej mądrości pragnie pomóc współczesnemu człowiekowi zatrzymać się w pędzie codziennego życia i zastanowić nad tym, co naprawdę jest istotne. Dlatego Kościół proponuje ludziom wierzącym dwa ważne okresy w roku liturgicznym: Adwent przed świętami Bożego Narodzenia i Wielki Post przed Wielkanocą.

Czytania pierwszej niedzieli Adwentu chcą nam pomóc „wyhamować” na progu Bożego Narodzenia, abyśmy się mogli zastanowić nad tajemnicą przyjścia Pana, najpierw w postaci Bożego Dzieciątka, a potem także w postaci Sędziego na końcu czasów.

Tekst pierwszego czytania jest modlitwą proroka Izajasza zanoszoną do Boga w imieniu Narodu Wybranego. Po powrocie z niewoli Babilońskiej Izraelici, widząc spustoszenie, jakie dotknęło Jerozolimę i Świątynię zdali sobie sprawę, że przyczyną nieszczęść, jakie ich spotkały, było odwrócenie się Boga od swojego ludu na skutek jego grzechów. Wyznając swą winę, Izraelici proszą Boga o zmiłowanie, a cała lamentacja kończy się błaganiem o przyjście Zbawiciela.

Z kolei św. Paweł w pierwszym liście do Koryntian chce nas przekonać, że to Jezus Chrystus jest Zbawicielem, o którego przyjście prosił Naród Wybrany. Zbawicielem, który będzie nas wspierał swoimi łaskami, aż do końca czasów, tak abyśmy mogli stanąć przed Bogiem w Dniu Ostatecznym „bez zarzutu”.

Ponieważ jednak nikt z nas nie wie, kiedy nastąpi koniec tego świata i Sąd Ostateczny, musimy być na ten dzień przygotowani i czuwać. I właśnie o czuwaniu mówi w dzisiejszej Ewangelii Chrystus: „Uważajcie, czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie”.

W stosunku do Izraelitów z czasów proroka Izajasza, jak i pierwszych chrześcijan z czasów św. Pawła, jesteśmy bogatsi o wiedzę i doświadczenie wydarzeń, które potem nastąpiły. Pytanie tylko, czy jesteśmy przez to mądrzejsi? Osobiście śmiem wątpić. Współczesny człowiek w klęskach żywiołowych, nieuleczalnych chorobach czy zbrojnych konfliktach nie chce już widzieć znaków mówiącego do ludzi Boga. Woli je sobie tłumaczyć przy pomocy nauki i własnego intelektu. Prawdę o powtórnym przyjściu Jezusa na końcu czasów woli zaś włożyć między bajki lub w najlepszym razie odesłać filozofom, aby zastanawiali się nad ich znaczeniem. Dlatego współczesny człowiek nie chce również czuwać, no bo po co i w imię czego, skoro Chrystus jest tylko mitem, a fala tsunami wynikiem tektonicznych ruchów skorupy ziemskiej?

Jednak Kościół mądry Bożą mądrością, pomimo zmieniającej się mentalności tego świata, nadal głosi prawdy Boże i pozostaje im wierny. Dlatego również w tym roku rozpoczynamy Adwent, być może czas ten pomoże komuś zatrzymać się w biegu codziennego życia, i pozwoli, aby jego dusza mogła dogonić jego ciało.

 

Zobacz także