Komentarz na III niedzielę Wielkiego Postu

Ewangelia trzeciej niedzieli Wielkiego Postu opowiada o najpiękniejszym chyba spotkaniu Jezusa z człowiekiem, o jakim czytamy w Ewangelii. To spotkanie z Samarytanką przy Studni Jakubowej. Warto z uwagą przyjrzeć się temu spotkaniu, gdyż zawiera ono w sobie ukryty schemat spotkania Boga z każdym człowiekiem, także ze mną.

Tym, który pierwszy rozpoczyna rozmowę jest sam Jezus. To od Niego wychodzi wszelka inicjatywa dialogu z człowiekiem. Niezależnie, czy będzie to tylko modlitwa, czy też rozeznanie życiowego powołania, tym, który wychodzi pierwszy do człowieka jest zawsze Bóg. Warto przy okazji zauważyć, że Bogu nie przeszkadza, kiedy i gdzie nas spotyka. On potrafi wykorzystać każdą sytuację, każde wydarzenie, każdą okazję, aby przemówić do człowieka. My często ograniczamy naszego Stwórcę, rezerwując na spotkanie z Nim określony czas w określonym miejscu. I choć niewątpliwie świątynia jest miejscem uprzywilejowanym, a Eucharystia uprzywilejowanym czasem na spotkanie z Najwyższym, to jednak Jemu zupełnie nie przeszkadza, aby mówić do człowieka w prozie naszego codziennego życia. Na przykład przy czerpaniu wody ze studni.

Kiedy wchodzimy w dialog z Bogiem, często wydaje się nam, że na rozmowie musimy dużo o sobie mówić, wiele wyjaśniać, wszystko tłumaczyć. Rozmowa z Samarytanką uświadamia nam, że Bóg wie o nas znacznie więcej niż my sami o sobie. Zna nasze życie, naszą przeszłość, nasze sukcesy, ale także nasze niepowodzenia i braki. A mimo to niczym się nie gorszy, niczemu nie dziwi, potrafi wybaczyć. Oczekuje tylko, abyśmy stanęli w prawdzie o sobie. Abyśmy nie ukrywali niczego nie tylko przed Nim, ale przede wszystkim przed samym sobą. Zgodnie z tym, co powiedział Jezus, że tylko prawda wyzwala, nawet jeśli jest trudna i bolesna.

Stanięcie w prawdzie, zmierzenie się ze swoją przeszłością, ze swoimi brakami i grzechami owocuje w naszym życiu oczyszczeniem. Tylko z perspektywy prawdy możemy poznać siebie w pełni i do końca, bez światłocienia. I ku naszemu zaskoczeniu dostrzegamy, że dopiero wówczas jesteśmy wolni i zaczynamy w pełni żyć. To, czego obawialiśmy się, że nas ograniczy przynosi nam wyzwolenie. To z kolei prowadzi do gruntownej przemiany naszego życia. Tak, jak to się stało w przypadku Samarytanki.

Jest jeszcze jeden owoc spotkania ze Stwórcą. Po takim spotkaniu człowiek inaczej zaczyna postrzegać Boga i Jego sprawy. Zaczyna rozumieć, że życie z Nim jest pełniejsze i bardziej prawdziwe. Modlitwa przestaje być koniecznością, obowiązkiem, staje się potrzebą serca, koniecznością duszy, która tęskni za prawdą. I wówczas człowiek zaczyna o tym mówić innym, dzielić się z innymi, dawać świadectwo. I taka ewangelizacja bywa najskuteczniejsza.

 

Zobacz także