Komentarz na Uroczystość Najświętszej Trójcy

Bardzo trudno jest mówić o uczuciach, o wewnętrznych, osobistych doświadczeniach. Każde słowo zamiast odsłaniać i coś pokazywać w rzeczywistości zasłania i wprowadza dystans, pęknięcie między tym, co w środku, a tym, co ujawnione.

Nawet najbliższa nam osoba często nie jest w stanie odgadnąć, rozpoznać właściwego znaczenia naszych słów. Ta granica przekazu boli, bo dotyka pragnienia współdzielenia i obdarowania drugiej osoby. Pragnienia, by ktoś wreszcie zrozumiał i pojął tajemnicę serca, by samemu przyjąć i zrozumieć innego.

Zastanawiam się, czy Jezus jako człowiek stanął przed takim dylematem. Czy zadawał sobie pytanie: jak w ludzkich i nieprzystających przecież do Boskiej rzeczywistości słowach oddać tajemnicę życia samego Boga, której przecież jest częścią. Jak oddać to wewnętrzne współgranie ICH wzajemnej miłości. Jak ukazać istotę BÓSTWA. I nie chodzi tutaj tylko o słowa, ale o coś więcej. Chodzi o prawdę, że ta tajemnica ma się stać dostępna dla człowieka, ma być dla niego życiodajna.

Trochę o tych sprawach mówi dzisiejsza Ewangelia – jest Jezus i Nikodem, jest noc, cisza i są słowa, te codzienne, a przede wszystkim jest TAJEMNICA. Jezus mówi o miłości Ojca do człowieka, o wybawieniu świata przez Niego (Jezusa) i o wierze – działaniu Ducha. Uchyla drzwi do wewnętrznego świata BOGA, który jest JEDEN W TRZECH OSOBACH. Odsłania coś, czego pojąć nie można, ale można doświadczyć, niejako poza słowami, w głębokim milczeniu modlitwy. Odsłania już teraz to, co jawne i widoczne (przez wiarę), co stało się na Golgocie, w grobie, który okazał się pusty, i w Wieczerniku. Odsłania prawdę, że tajemnica Boga Trójedynego jest tajemnicą miłości – ICH między sobą i tej, która wylewa się na człowieka.

 

 

Zobacz także