Komentarz na V niedzielę wielkanocną roku A

Ewangelia z dzisiejszej niedzieli jest jedną z kilku proponowanych na celebracje pogrzebowe. Bardzo często odprawiając msze za zmarłych, wybieram właśnie ten tekst.

Komentując go, odwołuję się wówczas do Soboru Watykańskiego II, który uczy, że „tajemnica losu ludzkiego ujawnia się najbardziej w obliczu śmierci. Nie tylko boleści i postępujący rozkład ciała dręczą człowieka, lecz także, i to jeszcze bardziej, lęk przed unicestwieniem na zawsze” (KDK 18). Bóg wpisał bowiem w nasze serca pragnienie życia wiecznego i tęsknotę za wiecznością. Nasze prawdziwe mieszkanie jest w niebie, u boku Chrystusa, w ramionach kochającego Ojca. Nasze ziemskie życie i związane z nim ludzkie starania są jedynie epizodem, przygodą, pielgrzymowaniem do domu Ojca.

Każdy człowiek wzdraga się wobec tajemnicy śmierci. Nie chce odchodzić w niepamięć i niebyt. Broni się za wszelką cenę przed całkowitym unicestwieniem. Dlatego tak wiele osób robi wszystko, aby przedłużyć swoje życie tu na ziemi. Jedni próbują je przedłużyć w swoich dzieciach, inni poprzez dzieła własnych rąk, jeszcze inni przez swoje dokonania. Każdy walczy o to, żeby tu na ziemi coś po nim pozostało. Współczesna medycyna wraz z biologią prześcigają się w sposobach przedłużenia ludzkiego życia choćby o kilka chwil. Jeżeli jednak człowiek niepomny na Boże Objawienie będzie polegał jedynie na własnych siłach i ufał tylko swojemu rozumowi – to zawsze, stając w obliczu śmierci, zadrży z lęku i niepewności.

Trudnej sztuki umierania uczył nas nasz wielki rodak Jana Paweł II. Podziwialiśmy go, gdy był młody, słuchaliśmy gdy był w pełni sił i pielgrzymował po świecie, ale najważniejsze przesłanie swego pontyfikaty zostawił nam przez swoje cierpienie i sposób odchodzenia z tego świata. Ojciec święty, dla którego Chrystus był zawsze drogą, prawdą i życiem wypełniwszy swoje zadanie, odszedł z pokojem w sercu do domu Ojca. I choć jego odejście napełniło smutkiem wielu z nas, to jednak z jego śmierci płynęła ogromna nadzieja i niezwykła moc. Niesamowity pokój odchodzącego do wieczności człowieka, który dobrze przeżył swoje życie, który spełnił wolę Bożą do końca i teraz idzie bez lęku, aby zasłużenie odpocząć w ramionach kochającego Boga zrodziła w wielu sercach pytanie: skąd ten spokój? Odpowiedź przynosi dzisiejsza Ewangelia: „W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział”.

Jan Paweł II po prostu w to wierzył. 2 kwietnia 2005 roku tłumom zgromadzonym na Placu św. Piotra Arcybiskup Leonardo Sandri podał następującą wiadomość: „Najdrożsi bracia i siostry, o 21.37 nasz ukochany Ojciec Święty wrócił do domu Ojca. Módlmy się za niego”. Na placu rozległy się długie oklaski, po czym zaległa głęboka i przejmująca cisza…

 

 

Zobacz także