Komentarz na uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny

O ile Jezus Chrystus, wcielony Syn Boży, po swojej śmierci i zmartwychwstaniu wstąpił do nieba, wracając tam, gdzie był, zanim na ziemię zstąpił, o tyle Ona jest tylko człowiekiem i została wzięta do nieba, osiągnęła to, co my mamy obiecane.

Liturgia Słowa na święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny:

Ap 11,19a;12,1.3–6a.10ab; 1Kor 15,20–26; Łk 1,39–56

Przeżywamy jedną z najpiękniejszych i najbardziej radosnych uroczystości. Najświętsza Maryja Panna została wzięta do nieba. Co to znaczy dla nas? Dla Niej, która się już cieszy radością wieczną, jest to już rzeczywistość, a nie, jak dla nas, zapowiedź. Ta uroczystość jest dana nam, a nie Jej, bo Ona już ma udział w życiu wiecznym i chwale królestwa Bożego. O ile Jezus Chrystus, wcielony Syn Boży, po swojej śmierci i zmartwychwstaniu wstąpił do nieba, wracając tam, gdzie był, zanim na ziemię zstąpił, o tyle Ona jest tylko człowiekiem i została wzięta do nieba, osiągnęła to, co my mamy obiecane. W ten sposób wniebowstąpienie jest swoistym dopełnieniem tajemnicy zmartwychwstania. Zgodnie z zapowiedzią Jezusa my mamy mieć udział w Jego zmartwychwstaniu. Zapowiada to dzisiejsze drugie czytanie:

Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli… Chrystus jako pierwszy, potem ci, co należą do Chrystusa, w czasie Jego przyjścia (1 Kor 15,20.23).

Maryja jest pierwszą z tych, którzy mają udział w zmartwychwstaniu Chrystusa. Dzisiejsza uroczystość wyraża pełnię naszej wiary i nadziei: wierzymy, że i my będziemy mieli udział w zmartwychwstaniu Chrystusa. Chrześcijanin jest człowiekiem, który żyje tą tajemnicą nadchodzącego nowego czasu. Tę nadzieję już zaczynamy widzieć. Nie jest to jedynie jakaś idea, marzenie, ale ufność, której pierwsze owoce wyznajemy jako zrealizowane. Wiara nasza już zaczyna widzieć to, co nas czeka w przyszłości. Święty Jan w swoim liście pisze o naszej wierze:

Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest (1 J 3,2)

„Już… choć jeszcze nie” jest logiką chrześcijańskiego życia. Już wiemy, kim jesteśmy, ale jeszcze się to w pełni nie objawiło. Dzisiejsza uroczystość jest szczególnym momentem przeżywania tej chrześcijańskiej dynamiki życia. Wszystkie dzisiejsze czytania wskazują na spojrzenie eschatologiczne. Maryja po pozdrowieniu Elżbiety i usłyszeniu: Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana (Łk 1,45), odpowiada uwielbieniem Boga za „wielkie rzeczy, które Jej uczynił”. Z dalszego Jej życia wiemy, że nie uzyskała tutaj, na ziemi, sławy, majątku, znaczenia. Życie jej przebiegło w ubóstwie i doświadczyła ogromnego cierpienia. Na Jej oczach zabito w okrutny sposób Jej Syna. A jednak dziękuje Bogu za „wielkie rzeczy”.

Jakie trzeba mieć oczy, aby zobaczyć te wielkie rzeczy! Dalej mówi o tym, że Strącił władców z tronu, a wywyższył pokornych. Głodnych nasycił dobrami, a bogatych z niczym odprawił (Łk 1,52n). Trudno nam to dzisiaj zobaczyć. Przecież na świecie do dzisiaj ci, którzy się wynoszą, zdobywają władzę, zaszczyty, pieniądze, a człowiek skromny bywa uciskany. Nie widać uniżenia pysznych i wywyższenia pokornych! Ona jednak wiedziała, że wszelka ziemska wyniosłość jest jedynie chwilowa. To jak fajerwerki wypuszczane na sylwestra na chwilę rozbłyskują, dając wspaniałe kolory, ale za chwilę ich światło znika. I choćby tych fajerwerków było wiele, to każdy z nich kończy tak samo. Prawdziwą ozdobą nieba są gwiazdy, które dzisiaj są takie same, jak były przed 2000 lat i za następne 2000 lat będą takie same. Maryja zna prawdziwą wartość i nie daje się zwieść chwilowym efektom.

Maryja jest dla nas nauczycielką patrzenia. Trzeba nam się uczyć od niej patrzeć na to, co ma prawdziwą wartość, na to, co pochodzi od Boga i pozostaje w Bogu.

W pierwszym czytaniu z Apokalipsy otrzymujemy w obrazie skrót historii zbawienia. Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu (Ap 12,1). Posiada cechy Najświętszej Maryi Panny, ale wizja nie sprowadza się jedynie do Jej postaci. Jest to obraz Kościoła. Niewiasta ma porodzić, ale na Jej dziecię czyha wielki Smok ognisty, który chce pożreć Dziecię, gdy się urodzi. Jednak Bóg porywa Dziecko do nieba, a Niewieście daje miejsce na pustyni, gdzie jest bezpieczna od napaści Smoka. Smok zaczyna dalej walczyć z dziećmi Niewiasty, czyli ze wszystkimi wierzącymi, uczniami Chrystusa. Dziecię urodzone to Jezus Chrystus, a Jego porwanie do nieba jest najkrótszym opisem tajemnicy Jego wcielenia, zmartwychwstania i wniebowstąpienia. Ten obraz mówi o obecnej już w Kościele tajemnicy zbawienia. Smokowi nie udało się pożreć Dziecka.

Jednak ten obraz jest także symbolem tajemnicy rozgrywającej się w sercu każdego z nas. Przez chrzest zostaliśmy włączeni w Chrystusa i On w nas mieszka. Eucharystia, do której przystępu– jemy, oznacza przyjęcie Go do serca. Każdy otrzymuje Chrystusa, aby On się w nas urodził. Ale także wobec każdego z nas staje Smok, który chce nam wyrwać Chrystusa z serca. W przypowieści o siewcy Pan Jezus mówi o takich zakusach Złego. Niektóre ziarna padaja na drogę i ptaki przylatują, wydziobując je. To obraz człowieka, który przyjął Jezusa, ale nie pozwolił się Mu zakorzenić w sercu. Dlatego musimy strzec tego daru najcenniejszego, wiedząc, że przez jedność z Chrystusem mamy już obecnie udział w Jego życiu. Nasza nadzieja musi być silna wiarą w obecne już zwycięstwo, które przez dzisiejszą uroczystość wyznajemy.

Włodzimierz Zatorski OSB

Fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”, t. 4, Tyniec 2010. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.

 

 

Zobacz także