Komentarze do Ewangelii IV niedzieli Adwentu

Powoli dobiega kresu czas Adwentu… Czas się wypełnia. Jeszcze tylko chwila, a Zbawienie - do tej pory dane w obietnicy - stanie się Faktem, płaczącym w ciszy nocy w Betlejem…


Za chwilę, za moment Pan przybędzie…  Ten pośpiech jest wskazany i potrzebny… Za mgnienie oka, już prawie, dokona się Misterium…  Nie można w ostatnią niedzielę Adwentu nie doświadczyć  lekkiej zadyszki… Wszytko nabiera tempa, bo pada – owo upragnione przez cały oczekujący wypełnienia tej obietnicy świat – słowo „TAK”, które otwiera Bogu drogę do naszej historii… SŁOWO ODWIECZNE STAJE SIĘ CIAŁEM – Bóg zamieszkuje między nami, staje się człowiekiem – rozbija swój namiot wśród nas.

To jest sens, a zarazem paradoksalnie tło, czytań tej niedzieli, bo pojawia się w nich jeszcze jeden, moim zdaniem, istotny wątek: pytanie o dom – kto komu dom buduje? Popatrzmy na sytuację Dawida. On, król Izraela, mieszka w pałacu, a Arka Pana  w namiocie – po ludzku skandal, któremu Dawid musi przeciwdziałać budując świątynię. I tu Bóg mówi: „STOP” – „Nie ty Mi, ale Ja tobie zbuduję dom…”.  „Ty mi, Dawidzie, nie możesz zbudować domu, bo Ja sam jestem domem… Jestem Ojcem, który daje dom swoim dzieciom… Jestem Ojcem i daję wam Brata, byście mogli w Mym domu zamieszkać… Może Go nie rozpoznacie, zagubicie wśród budowania swoich domów, ale On jest… On otworzył i otwiera Mój dom dla was… Otwiera, ale nie zmusza nikogo, by do niego wszedł…   Buduję Ci dom, abyś przenigdy nie był bezdomny”. Niestety, my czasami chcemy  być bezdomni  w naszych własnych, własnymi rękami zbudowanych domach.

Niech te nadchodzące dni przypomną nam o Domu Ojca, o otwartych drzwiach, ciepłym świetle i Tajemnicy Miłości.

 

 

Zobacz także