Kormorany, czas i wieczność

Obiecałem, że będę się tu dzielić tym, co pięknego, dobrego i mądrego udało mi się odkryć. Dziś polecam muzykę teatralną zespołu Kormorany. Przy okazji parę słów o ulubionej muzycznej metodzie czasów baroku.

Pod koniec lipca zeszłego roku dane mi było w niezwykły sposób doświadczyć mocy żywego słowa. Zestawienie sprzecznych na pozór elementów złożyło się na potężną całość, dodatkową wzmocnioną okolicznościami. Te elementy to: Księga Koheleta w przekładzie Wujka; wyrazista, momentami drapieżna recytacja Eryka Lubosa; granie Kormoranów – to wciągające medytacyjną monotonią, to znów uderzające niczym grzmot. Okoliczności: pod gołym niebem, późny wieczór, dziedziniec Muzeum Powstania Warszawskiego. Wszystko się łączyło: starożytna medytacja, staropolski przekład, dobitnie wypowiedziane słowo, wspomnienie ostatniej wojny, widok niebotycznych nowoczesnych budowli. Marność nad marnościami. Ale i nadzieja.

Księga Eklezjastesa została wyjęta ze spektaklu Historia Jakuba w reżyserii Piotra Cieplaka. Można obejrzeć kilka zdjęć z lipcowego misterium. Bardzo chciałem wrócić do tego doświadczenia. W dużej mierze stało się to możliwe dzięki wydanemu niedawno albumowi Kormoranów – La musica teatrale. Na jednej z pięciu płyt najdłuższy utwór liczy 25 minut i jest to właśnie zapis Księgi.

Kormorany bardzo chętnie sięgają po ostinato – monotonnie powtarzany niezmienny krótki motyw, służący jako osnowa wariacji. Zupełnie jak w baroku. W Księdze Eklezjastesa zmierza to bardziej w stronę minimal music (zamiast wariacji jest szereg niezmiennych powtórzeń), gdzie indziej jest stały fundament i wariacje na nim zbudowane. Przykład na pierwszej płycie ze wspomnianego zestawu: Farelka. Słychać słowa Jezusa z Historyi o chwalebnym zmartwychwstaniu (znów tekst staropolski), a w muzyce prosty motyw objawia swoje bogactwo.

Na tym właśnie polega ostinato: na ujawnianiu bogactwa ukrytego w niepozornym motywie. Niby wciąż to samo, ale można dostrzec wciąż nowe pokłady skarbów. Minimal music traktuje tę myśl w sposób skrajny, faktycznie dając do słuchania wciąż ten sam materiał. Barok (ale i Kormorany) – inaczej. Tutaj każdy przebieg przynosi faktycznie coś nowego przy niezmiennej podstawie w głosie basowym. Ten sposób rozwijania formy muzycznej kojarzy mi się i z czasem, i z wiecznością. Bardzo pięknie się dzieje, kiedy koniec wędrówki prowadzi do początku. To przypadek z Sonat różańcowych Bibera – Sonata na czwartą tajemnicę radosną.

Kto chciałby lepiej zrozumieć, o czym mowa, niech poszuka przykładów muzycznych opatrzonych tytułami passacaglia, passacaille, chaconne, ciaccona, ground. A na Freta posłuchamy sobie muzyki wieczności w najbliższą środę o 19.15 w sali im. Frassatiego.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Błażej Matusiak OP

Błażej Matusiak OP na Liturgia.pl

Obecnie w dominikańskim klasztorze w Pradze. Publikacje: Hildegarda z Bingen. Teologia muzyki (Kraków 2003); recenzje płytowe w Canorze, cykl audycji „Musica in Ecclesia” w Radiu Józef.