Kościół umiera. W odpowiedzi na tekst M. Jakimowicza

Zainspirowany tekstem Marcina Jakimowicza „Kościół umiera” postanowiłem napisać coś na poruszony przez niego temat. Z pewnością jest tak, że wiele ciekawych i błogosławionych inicjatyw dzieje się w Kościele w Polsce. Jeśli ktoś poświęci chwilę czasu na to, by się im przyjrzeć, może odnieść wrażenie, że boom charyzmatyczny powrócił. Ci, którzy pamiętają początek lat dziewięćdziesiątych, wiedzą, że wówczas działy się niesamowitości w ruchu Odnowy w Polsce. Mnie jednak nie napawa ta sytuacja optymizmem. Dlaczego?

Ruch charyzmatyczny – jak każdy ruch – ma tę właściwość, że jest pospolitym ruszeniem. Z „wielkiego przebudzenia” 1990-1995 na kościelnej mapie pozostało kilka do kilkunastu inicjatyw. Niektóre z nich powstały znacznie wcześniej i trwają do dziś. Wówczas przeżywały swój wzrost. W sumie jednak ruch jako taki okazał się niezdolny do stworzenia instytucji, które realnie wpłynęłyby na oblicze Kościoła w Polsce. Utrzymało się kilka szkół ewangelizacji, jedna lub dwie wspólnoty życia, jedno, może dwa wydawnictwa. Na takie podsumowanie owoców Odnowy, spodziewam się zarzutu, że to nie było i nie jest celem ruchu. Celem ruchu jest ewangelizacja, której nie da się mierzyć w kategoriach instytucjonalnych. Przebudzenie to doświadczenie indywidualne.

Takie postawienie sprawy sugeruje, że tego czy ruch spełnia swoją rolę, w ogóle nie da się zbadać. Jestem zdania odwrotnego. Po pierwsze, można mierzyć trwałość nawróceń. Szybko się okaże, że bez struktur sięgających poza Odnowę, nie ma większych szans na to, by nawróceni wytrwali w wierze. Odnowa i ludzie w nią zaangażowani muszą sobie uświadomić, że nie wystarczy cieszyć się tysiącami ludzi na konferencjach i poruszonymi sercami na spotkaniach z skądinąd bardzo pobożnymi księżmi z zagranicy. (Sam fakt, że by zgromadzić ludzi i przeprowadzić dzieła ewangelizacyjne potrzebujemy kaznodziejów z importu, jest wysoce niepokojący. Ile forów charyzmatycznych dzieje się bez udziału zagranicznych gości? Dlaczego wciąż musimy zapraszać księży z Brazylii via Włochy, Kongo, USA etc.?) Po drugie, można mierzyć realne zmiany w życiu nawróconych: zmianę pracy, podjęcie nowych zadań społecznych, biznesowych, intelektualnych…

Dość jednak o tym. Wzamian proponuję krytycznie przyjrzeć się temu, co się dzieje w naszym kraju i zapytać: jakich owoców przebudzenia potrzebujemy w Kościele w Polsce. Moim zdaniem kilku:

1) Katechizacja dorosłych (od studentów w górę). Wciąż nie widać inicjatywy, która na poważnie podjęła wyzwanie katechezy dorosłych. Wielu pobożnych i związanych z Kościołem katolików jest bezradna w sporze o wiarę. Brakuje znajomości Pisma Świętego, depozytu wiary, znajomości tradycji, umiejętności korzystania ze skarbów liturgii. Literatura chrześcijańska choć powszechnie dostępna sprzedaje się beznadziejnie albo słabo. Nie wystarczy powiedzieć, że to wynik ogólnego spadku czytelnictwa. To wynik ogólnego braku zainteresowania pogłębianiem samego siebie. Dlaczego tandetne duchowości sprzedają się lepiej niż klasyczne teksty o duchowości katolickiej? Ponieważ wierzący nie wiedzą, że wiara wymaga paliwa intelektualnego, a nie jedynie otwartego ogólnohumanistycznego światopoglądu. Potrzebujemy intelektualnie kompetentnej katechezy dorosłych.

2) Działanie w obszarze kultury. Kościół nie jest już wielkim mecenasem ale stał się – wbrew swojej woli – utrzymankiem kultury. Może to tylko mój problem, że nie potrafię wymienić po pięciu dramaturgów, reżyserów, poetów, literatów, kompozytorów, którzy realnie oddziaływaliby na kulturę masową, a w swoich sztukach, filmach, wierszach, książkach, muzyce inspirowali się żywą wiarą. Nie widać nowych Greenów, Mauriaców, Chestertonów, Kilarów, Tarkowskich… Ogólna tendencja? Kultura przeszła od wysokiej do niskiej? No dobrze, to może w popkulturze znajdziemy po pięciu dramaturgów, reżyserów, poetów, literatów, kompozytorów… Nie znajdziemy. O malarzach, rzeźbiarzach, architektach nie wspomnę. Jeśli tego nie zmieni ruch Odnowy Kościoła, nawracani będą skazani na życie w obcym sobie świecie. Potrzebujemy nowoczesnej kultury chrześcijańskiej.

3) Massmedia i PR. Kolejny obszar całkowicie oddany pod zarząd niekatolikom. Wyjątkowy sukces Radia Maryja, TV Trwam i Gościa Niedzielnego nie zmienia obrazu całości. Katolicy z ruchów odnowy Kościoła wyraźnie oddali sferę publiczną w posiadanie ludzi co najwyżej obojętnych na idee chrześcijańskie. Wiem, uogólniam. Możemy poszczycić się kilkoma, może kilkunastoma (choć wątpię) osobami publicznymi, które tworzą PR Kościoła. Łatwiej jednak wymienić – skądinąd potrzebnych – „janczarów”, którzy na zadany temat chętnie wykonają podjazd. To jednak zawsze jest taniec do cudzej muzyki. Jeśli ktoś z publicystów potrzebuje gorącej debaty, wie kogo zaprosić, by wypowiedział kontrowersyjne tezy katolickie i w ten sposób odpowiednio podgrzał atmosferę. To się nazywa wojną defensywną. A Kościołowi potrzeba ofensywy medialnej i pr-owej. Mamy czym się pochwalić. Zwykłem powtarzać, że Ewangelia to najlepszy produkt z najgorszym marketingiem. Dzieła charytatywne Kościoła, bohaterowie walki o wolność, oddani księża, udane rodziny, uczciwy biznes – tematy pr-owe jak się patrzy. Nie podjęte. Potrzebujemy marketingu chrześciajańskiego, tak by w każdym produkcie było widać w co wierzymy.

4) Działalność polityczna. Kto patrzy, ten widzi: wrogość wobec katolików jest tolerowana. Takie zjawisko to bardzo prosty sposób na stworzenie mechanizmu kozła ofiarnego. Rosnące rozgoryczenie społeczeństwa trzeba będzie w końcu skierować w stronę jakiejś grupy społecznej. Mohery, katobeton, księża – to najprostszy punkt kondensacji niechęci i rozgoryczenia: dostępny dla każdego i pozostawiony bez obrony. Jeśli chcemy uniknąć roli kozła ofiarnego, już dziś muszą powstać organizacje prawników, którzy będą piętnować nadużycia w tym względzie: medialne pomówienia, oskarżenia bez pokrycia etc. Ktoś musi stanąć w obronie moherów pod pałacem prezydenta, na youtubie i multipleksie. Inaczej społeczeństwo kupi scenariusz, w którym wolno dyskryminować wolność słowa, bo jego źródło jest związane z Kościołem. Potrzeba dziennikarzy i publicystów, którzy odważnie będą patrzeć na ręce władzy i kolegom z branży. Katolicy muszą się nauczyć bronić swoich wartości i świętości w sądach, a nie puszczać mimo uszu kolejne bluźnierstwa i prowokacje. Potrzebujemy nowego pokolenia osób zaangażowanych w debatę społeczną.

5) Mógłbym dalej wymieniać kolejne obszary, w których nic albo niewiele zmieniło się od lat dziewięćdziesiątych: uniwersytety, szkoły, katolickie placówki użyteczności publicznej (szpitale, domy opieki, domy dziecka – choć w tym przypadku i w przypadku hospicjów jest nieco lepiej – chwała Fundacji św. Mikołaja), komunikacja społeczna, produkty zaangażowane społecznie… i wiele wiele innych.

Można mi zarzucić, że nie mam wiary i nie wierzę w dzieło odnowy, które widzi p. Marcin. Można mi zarzucić, że nie wierzę w moc Ducha Świętego i myślę utartym schematem XIX-wiecznym, w którym próbowano przywrócić katolickie christianitas. Może… Choć sam myślę, że dużo łatwiej jest udowodnić niepoprawnie optymistyczny spirytualizm tym, którzy sądzą, że we współczesnym świecie walka duchowa nie wymaga działań na wskrość widzialnych i cielesnych. Gadanie o tym, że Duch Święty rozsadza stare struktury ma tyle wspólnego z dobrą teologią, co horoskop z rzeczywistością. Drodzy Państwo, nie meetingi i koncerty, nie akcje i pojedyncze wydarzenia zmieniają świat, ale stała, ciężka i wytrwała praca, której celem jest zmiana społeczeństwa, w któym się żyje. Bez tego radość z dzieła Odnowy trwać będzie krótko, ot do dwóch miesięcy od minionej konferencji z zaproszonym gościem.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Tomasz Grabowski OP

Tomasz Grabowski OP na Liturgia.pl

Od początku zaangażowany w działalność Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego, w latach 2005-2010 jego dyrektor, a od przekształcenia w Fundację – prezes w latach 2010-2016. Od września 2016 r. prezes Wydawnictwa Polskiej Prowincji Zakonu Kaznodziejskiego „W drodze” w Poznaniu i stały współpracownik Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.