Kościół… zamieszkały

Może to oczywistość, ale godna powtarzania w nieskończoność - warto dbać o piękno. Prawdziwe piękno się nie starzeje i nigdy się nie znudzi. A by było prawdziwe, musi być naturalne - zarówno dla jego twórców, jak i jego uczestników. A najlepiej twórców i uczestników zarazem.

Kościół Gross Sankt Martin, Kolonia

Drugi mocny akcent pejzażu nad Renem, zaraz po katedrze. Wielka kwadratowa wieża z szarego kamienia, z przytulonymi do niej czterema mniejszymi wieżyczkami – chciałoby się powiedzieć, dla zbudowania atmosfery, że się sroży. Ale chodzi o to, że przeciwnie – wieża się nie sroży. Wewnątrz, pod nią właśnie stoi ołtarz, tak bardzo w centrum, jak to tylko możliwe. Romanizm nadreński ze swą przejrzystą przestrzennością pozwala na taką aranżację. Nie ma nic zbędnego. Surowość i prostota nie eliminują jednak poczucia ciepła.

Kościół Sainte Marie-Madeleine, Vezelay

Rozświetlona burgundzkim słońcem fasada i portal z ogromną, zapatrzoną w przestrzeń postacią Chrystusa. Wnętrze powoli wyłania się z mroku, bo oczy muszą przyzwyczaić się do zmiany intensywności oświetlenia. Potem jest już jasno, a wzrok zostaje pociągnięty ku prezbiterium opromienionemu światłem przesączającym się przez gotyckie okna. Średniowieczna zabytkowość miejsca przyciąga rzesze turystów, co nie przeszkadza kościołowi pozostać miejscem modlitwy.

Kościół St Gervais et St Protais, Paryż

Nad Sekwaną, zaraz za monumentalnym Hôtel de Ville przy niewielkim placu wznosi się kościół. Czym bliżej kościoła jesteśmy, tym trudniej objąć ją wzrokiem.  O kolejnych pokoleniach ludzi odwiedzających budowlę i dbających o nią świadczy wyposażenie. Gotyckie wnętrze prócz przytulnego półmroku wypełniają dzieła nowożytnej sztuki. Szczególne miejsce zajmuje krzyż w otoczeniu sześciu świeczników stojący na przedsoborowym ołtarzu, tuż za ołtarzem używanym obecnie. Milcząca tradycja trwa niezapomniana.

Kościół Saint-Gilles, Bruksela

Parvis de Saint-Gilles, Sint-Gillisvoorplein – stacja metra europejskiej stolicy. Metro wyrzuca zabieganego europejczyka wprost na plac przed kościołem. Jesienne promienie słoneczne ładnie podkreślają neogotycką bryłę. Do wnętrza prowadzą szklane drzwi, bardzo przyjazne, bo dają wrażenie nieustannego otwarcia. Cichość, zapach kadzidła, przytłumione kolory XIX-wiecznych malowideł, delikatne światło przesączające się przez witraże… to wszystko sprawia, że można wreszcie się zatrzymać.

Kościół Matki Bożej Jerozolimskiej, Warszawa

Jak ożywić stare-nowe mury kościelne w centrum szaroburej stolicy? Czy surowa cegła i jeszcze surowszy beton mogą kryć w sobie piękno? Piękno często tkwi w prostocie, w świetle. I jeszcze w ludziach. Ale najchętniej bywa w tym wszystkim równocześnie. Prostota nieskażona nadmiarem i dysonansem potrafi być wyjątkowo piękna i bardzo zapadać w pamięć. Prócz wzroku mamy jeszcze inne zmysły, które wszystkie razem budują wrażenie, które zapamiętujemy i które sprawia, że miejsce staje się bliskie.

(Poniższe nagranie jest zapisem modlitwy popołudniowej Monastycznych Wspólnot Jerozolimskich, których kościół i klasztor przy ul. Łazienkowskiej 14 w Warszawie serdecznie polecamy odwiedzić – przyp. red.)

Modlitwa popołudniowa, Warszawa
/zasoby/uploads/files/audio/9859_1.mp3

Nie są to przypadkowe kościoły, wyrwane z kontekstu tylko po to, żeby zaspokoić potrzebę napisania czegoś o sztuce. Nie tym razem. Będzie o sztuce, rzecz jasna, ale w sposób szczególny, czego powyższe kościoły są zapowiedzią.

Jakiś czas temu coraz częściej zaczęły się pojawiać w polu mego widzenia informacje, w których niebezpiecznie często występowało słowo „piękno”, odmieniane przez wszystkie przypadki. Owe informacje doprowadziły mnie do ich, można powiedzieć, internetowego źródła, w którym piękno pojawiało się równie często, jednakże już bez przypadków, gdyż język francuski przypadkami nie dysponuje.

Tak więc trafiłam na stronę internetową[1] Monastycznych Wspólnot Jerozolimskich, a niewiele później na książkę ich założyciela, o. Pierre’a-Marie Delfieux „Mnich w mieście”. W ramach wprowadzenia w to, o czym chcę opowiedzieć, powołam się na autora wstępu do tej książki, o. Raniero Cantalamessę, kaznodzieję Domu Papieskiego, który napisał:

Wydaje się, że charyzmatem Monastycznych Wspólnot Jerozolimskich jest ewangelizacja przez piękno. Strój liturgiczny braci i sióstr, liturgie, polifoniczny śpiew, miejsca im powierzone – a są to często arcydzieła sztuki sakralnej – wszystko mówi o via pulchritudinis. (…) [Misja Wspólnot] to misja największej wagi – jest to dawanie świadectwa w dzisiejszym świecie, że życie monastyczne, i ogólnie życie chrześcijańskie, to nie przede wszystkim wyrzeczenie lub – jeszcze gorzej – pogarda wobec tego świata, ale że jest to prorocze zwiastowanie nowego nieba i nowej ziemi, „gdzie mieszka sprawiedliwość” i… piękno! To zwiastowanie, że chrześcijaństwo nie jest religią „nie” (wobec świata, radości i miłości), ale że jest religią „tak”: tak dla prawdziwej radości, prawdziwego piękna, prawdziwej miłości.

Alabastrowa Madonna Jackowa z kościoła oo. Dominikanów we LwowieKiedy pierwszy raz zobaczyłam w kościele mnichów i mniszki pomyślałam o alabastrze. Alabaster jest wyjątkowym kamieniem, to skrystalizowany gips o biało kremowej barwie. Jest lekko przejrzysty i… ciepły. Warto to sprawdzić – wystarczy znaleźć odpowiedni nowożytny nagrobek i dotknąć jedną ręką alabastru a drugą innego kamienia. Alabaster nie jest kamieniem rzadkim, ale występuje w przyrodzie w niewielkich kawałkach – dlatego trudno zrobić z niego wielką rzeźbę. Alabastrowe rzeźby są więc najczęściej drobne i delikatne. Naruszony alabaster kruszy się łatwiej niż inne kamienie. Warto też wiedzieć, że alabastrowe figury najczęściej tylko uzupełniały większe kompozycje. Ilekroć widzę taką rzeźbę, zawsze mam ochotę jej dotknąć , wydaje się miękka dzięki łagodnym liniom i światłu przenikającemu przez kamień.

Wchodząc do kościoła lubimy czuć się tam chciani i na swoim miejscu. Pomaga w tym obecność innych, pod warunkiem, że ci inni nie są tam tylko turystami. Dobrze też nie mieć poczucia, że wkraczamy na nieswój teren, że zza rogu wychynie srogi kościelny, nieprzyjazny proboszcz, czy ponury kustosz zabytkowego obiektu. 

Livre de vie[2] o. Pierre Marie pisze: „Naszą regułą jest, że także jako wspólnota nigdy niczego nie mamy na własność. Nie mamy dziedzictwa na tym świecie (…)”. Także kościoły nie należą na własność do Wspólnot, jednak dzięki stałej obecności braci i sióstr nie sposób oprzeć się wrażeniu, że nierzadko bardzo stare kościoły są żywe i zamieszkałe. „Nasze powołanie mnisze między tylu innymi powołaniami w sercu miasta czyni z ciebie, z twych braci i sióstr, żywych i pokornych świadków ukrytego Boga, przyjmujących każdego człowieka dobrej woli, który tego pragnie, aby codziennie rano, w południe i wieczorem uczestniczył wraz z Tobą w kontemplacji Boga (…). Nie czyń sobie nieprzyjaciół, nie dzieląc się Wodą bijącą ze skały. Prawdziwy mnich nie boi się, że będzie mu to przeszkadzało”. To i wiele innych zdań reguły Wspólnot mówią o gościnności, otwarciu i dzieleniu się liturgią. To ważne wobec faktu, że w wielkich miastach kościoły na ogół dzielą się na te, które są zamknięte i te, w których kłębią się zwiedzający.

Myślę, że teraz już wszyscy czujemy się zaproszeni. By z tego skorzystać, chciałabym zachęcić do posłuchania nagrań liturgii z paryskiego kościoła Saint-Gervais, które można znaleźć na stronie Kościoła Katolickiego we Francji (www.ktotv.com). Śpiewane oficja i msze bez wątpienia cechą wyróżniającą Wspólnoty. Można byłoby napisać na ten temat wiele słów, jednak ja proponuję po prostu posłuchać.

Alabastrowa Madonna Jackowa z kościoła oo. Dominikanów we Lwowie Nie mury kościelne stanowią o jego wnętrzu i atmosferze. To nie mury wskazują na to, co jest ważne. Gdy przyjdziemy na wieczorną modlitwę niespóźnieni, tylko nieco wcześniej, mnisi i mniszki najpewniej już tam będą. Pogrążeni w cichej modlitwie siedząc lub klęcząc u stóp ołtarza. Nie w stallach, nie w ławkach. Po prostu – na podłodze. To bardzo znamienne, bo przywołuje na myśl postawę dzieci, która tym samym porządkuje przestrzeń i sytuuje nas we właściwym miejscu. Mamy, jako ludzie, czuć się maleńcy. Ale zarazem zajmujemy miejsce u stóp – czyli bardzo blisko. Właśnie tę maleńkość i kruchość, jasność i ciepło wskazuje porównanie do alabastru. Stroje liturgiczne – kapy sióstr i tuniki braci – są właśnie takie, alabastrowo białe, układające się w miękkie fałdy jakby wyjęte ze średniowiecznej miniatury.

Wpływ na formę liturgii ma fakt, że Wspólnoty Jerozolimskie inspirują się szeroko ogromną przecież tradycją Kościoła. W pobliżu ołtarza w każdym z kościołów ustawiona została ikona, która wnoszona jest w procesji. Nie jest to jednak jedyny akcent zaczerpnięty ze Wschodu. Warto zauważyć, że mnisi i mniszki, przez cały czas trwania liturgii (wyjąwszy czytania) stoją. Jednym z gestów liturgicznych, nieużywanych na Zachodzie, a często w ogóle nieznanych, jest metania, czyli głęboki ukłon połączony z dotknięciem dłonią ziemi[3]. Dla nas, ludzi Zachodu, dla których znak krzyża jest często szczytem możliwości jeśli chodzi o pobożne gesty, metania może wydawać się czymś niezrozumiałym. Gesty w modlitwie mają jednak istotne znaczenie, bo to one sprawiają, że przypominamy sobie, że mamy także ciało, które na równi z umysłem mamy włączać w modlitwę. Drugim elementem, który znajdziemy w każdym z kościołów Wspólnot jest siedmioramienny świecznik. Znak, nie pozwalający zapomnieć o Jeruzalem, mieście, którego imię noszą Wspólnoty. Jedno jest początkiem, drugie celem. Nie sposób przywołać tu wszystkich odniesień, jednak trzeba pamiętać, że Kościół przez wieki odwoływał się do Świątyni Jerozolimskiej. Także na Zachodzie siedmioramienny świecznik stanowił wspomnienie Starego Przemierza, ale zapowiadał również Nowe Jeruzalem.

Prócz umiejętnego czerpania z tradycji niezwykle ważna jest także świadomość specyfiki własnych czasów i ich potrzeb. Ta właśnie świadomość stała się głównym powodem powołania Wspólnot Jerozolimskich w 1975 roku. Przejawia się ona także w formie i dbałości o najdrobniejsze elementy. Aż chciałoby się powiedzieć, że „diabeł tkwi w szczegółach”, ale w kontekście tego tekstu – jak by nie patrzeć – nie przystoi. Wszystkie naczynia i paramenty charakteryzują się prostotą i elegancją. Nie ma w nich nadmiernej ozdobności, a jest staranne wykonanie i dobre wzornictwo.

Kielichy, zgodnie z tym, co konieczne, by były tym czym są, składają się z czary i stopy. Czara wykuta jest z metalu, zgodnie z zaleceniami mszału, a stopa wykonana jest z drewna, oczywiście szlachetnego gatunku, co także nie zaprzecza kościelnym wskazaniom. Kielichów używa się co najmniej kilku, ponieważ w czasie każdej mszy Komunia udzielana jest wszystkim wiernym pod dwoma postaciami.

Także forma monstrancji wydaje się być odpowiedzią na obecne potrzeby oraz dzisiejsze rozumienie godnej oprawy dla Najświętszego Sakramentu. Nie udawajmy, że nowe złote monstrancje są złote, tym bardziej nie wmawiajmy nikomu, że są bardzo cenne i piękne. Abstrahując od ich przeznaczenia, a skupiając się wyłącznie na wyglądzie – czy ktokolwiek postawiłby sobie taki przedmiot na kominku? Nie sądzę. Wspólnoty Jerozolimskie wybrały prostą formę srebrnego egipskiego krzyża, który jest odwołaniem do jednego z najstarszych Kościołów chrześcijańskich, Kościoła Koptyjskiego.

Na koniec kilka słów o kadzidle, które używane jest codziennie, nie tylko w czasie większych uroczystości. Dobrze, że są kościoły w których pachnie kadzidłem – znam też takie, w których pachnie pastą do podłogi. Jak wiadomo, człowiek odbiera świat zmysłami, a kiedy jeden z jego zmysłów zostanie zaatakowany pastą do podłogi, to choćby zachowano staranność na pozostałych polach, to… wciąż będzie czegoś brakowało. Poza symboliką kadzidła i jego historią, jest ono kolejnym znakiem, który pomaga się odnaleźć w innej rzeczywistości. Również kadzielnica nie jest kopią tych z poprzednich epok. Ma kształt mosiężnej kuli z czworolistnym wycięciem w górnej części. I jak wszystkie pozostałe elementy podkreśla aktualność sprawowanej liturgii.

Może to oczywistość, ale godna powtarzania w nieskończoność – warto dbać o piękno. Prawdziwe piękno się nie starzeje i nigdy się nie znudzi. A by było prawdziwe, musi być naturalne – zarówno dla jego twórców, jak i jego uczestników. A najlepiej twórców i uczestników zarazem.


[1] www.jerusalem.cef.fr

[2] Fraternites Monastiques de Jerusalem. Livre de vie to reguła Monastycznych Wspólnot Jerozolimskich. W Polsce ukazała się w 1991 roku pod zmienionym tytułem Źródło na pustyni miast.

[3] Por. G. Bunge OSB, Gliniane naczynia. Praktyka osobistej modlitwy, Kraków 2002.

 

Zobacz także