Ks. Rupert Berger, „Eucharystia – święto wspólnoty”

Książka księdza Ruperta Bergera, zatytułowana Eucharystia – święto wspólnoty. Wprowadzenie do Mszy Świętej, budzi mieszane uczucia.

Z jednej strony, niewiele jest takich pozycji na rynku polskim. Wydana została przez Wydawnictwo Homo Dei, publikujące także kwartalnik „Homo Dei” – nie znam statystyk, ale wydaje mi się, że obok „Pastores” jest to najbardziej poczytne czasopismo „branżowe” wśród polskich księży. A jednocześnie w książce znaleźć można olbrzymią liczbę błędów rzeczowych, nie edytorskich. Spróbuję zatem dokonać przeglądu niektórych błędów, ale i wskazać zalety tej publikacji. Być może takie porównanie pozwoli każdemu na własną ocenę wartości książki.

Zacznijmy od zalet. Unikatowa jest struktura, wokół której nabudowane są rozważania Bergera. Autor wychodzi od modlitwy eucharystycznej jako centrum mszy, a następnie przechodzi do pozostałych części, ukazując ich powiązanie z modlitwą eucharystyczną. Całość poprzedzona jest krótką historią Eucharystii w świetle danych biblijnych i patrystycznych. Myślę, że zaproponowane rozwiązanie jest znacznie ciekawsze niż tradycyjne, chronologiczne: obrzędy wstępne, liturgia słowa, liturgia eucharystyczna, obrzędy komunii, obrzędy zakończenia. Rupert Berger wskazuje wewnętrzne zależności liturgii mszy, jednocześnie pokazując, jak tworzą one organiczną i logiczną całość.

Duży plus należy się tej publikacji również za język: prosty, jasny, bez niepotrzebnego patosu i kościelnej nowomowy, trafiający do współczesnego czytelnika, a jednocześnie precyzyjny i teologiczny. Dobrą stronę publikacji stanowią liczne odwołania do starożytności chrześcijańskiej; nie jest to oczywiście dokładne studium, lecz widać, że autor sumiennie rekonstruuje najważniejsze dokumenty liturgiczne (i poświęcone tematom liturgicznym) wczesnego chrześcijaństwa – tak w odniesieniu do całości mszy, jak i w rozwoju poszczególnych jej elementów.

Docenić chciałem również dwa fragmenty książki. Pierwszym z nich jest tekst poświęcony modlitwie uwielbienia, jako fundamentalnej dla mszy świętej (s. 43–46). Zauważyć należy także rozdział poświęcony znakowi pokoju (s. 94–98). Krótki, a jednocześnie wyjaśniający znaczenie tego obrzędu i uzasadniający jego umieszczenie w odnowionym porządku mszy. W tych dwóch fragmentach najlepiej ujawnia się zamiar autora, który można by określić jako egzegetyczno–egzystencjalistyczny: wyjaśniający teologiczne znaczenie danego obrzędu i jednocześnie umiejscawiający go w ludzkim doświadczeniu. Dzięki temu książka księdza Ruperta Bergera stanowi swoistą medytację nad Eucharystią – do tego wątku trzeba będzie powrócić w podsumowaniu.

Znacznie więcej miejsca zajmie wyliczenie błędów, których w swej pracy Berger dopuścił się Berger. Nie wymieniam ich, by wykazywać się wiedzą; Chciałbym raczej przestrzec przed zbyt lekkim traktowaniem zagadnienia, jakim jest liturgia i tradycja Kościoła rzymskiego. Zacznijmy od kwestii, które powtarzają się wielokrotnie, a zatem są nie tyle przeoczeniem, co raczej programowym spojrzeniem autora na liturgię. Pierwszą rzeczą, której nie sposób nie dostrzec, jest niemal całkowite pomijanie ofiarniczego charakteru Eucharystii (wyjątki na stronach: 22, 35, 36, 48n, 56nn, 143). Co prawda, Berger tłumaczy się z tego na stronie 101: „właściwie rozumiane akcentowanie charakteru Eucharystii jako uczty nie wypiera ani nie zaciemnia jej ofiarniczego charakteru, wręcz przeciwnie – rzuca nań pozytywne światło”. Wydaje się to jednak nieprzekonującą, wyłącznie werbalną deklaracją. Oczywiste jest przecież, że Eucharystia jest zarazem ucztą i ofiarą. Jak jednak rozumieć fakt, że o aspekcie ucztowania znaleźć możemy informacje niemal na każdej stronicy, a o ofierze – jedynie na kilku?

Drugim niepokojącym faktem jest to, iż w książce w zasadzie (oprócz Ekskursu) nie ma nic na temat średniowiecznych zmian dokonywanych w liturgii. Laikowi (w potocznym sensie tego słowa) po lekturze książki może się wydywać, że pomiędzy okresem patrystycznym a XX wiekiem nic w liturgii się nie wydarzyło, żadne zmiany nie następowały. Istnieje oczywiście kilka wzmianek o Soborze Trydenckim, lecz giną one pośród setek innych informacji. Ciekawe jest również wprowadzenie na stronie 31. terminu „Msza”, które ni stąd, ni z owąd zaczyna w książce funkcjonować jako zamiennik słowa Eucharystia; brakuje jakiegokolwiek wyjaśnienia czy uzasadnienia. I wreszcie, czwartą kwestią – słabością książki, choć trudno to za błąd uznać – jest kwestia komunii „na rękę”. Autor porusza ten wątek na stronie 113, ale uzasadnienie dla tej praktyki, jakie podaje w zaledwie trzech zdaniach, jest całkowicie niewystarczające i nieprzekonujące, co razi zwłaszcza przy dwóch stronach poświęconych formom znaku pokoju.

Przejdźmy zatem do poważnych błędów, jakie udało mi się znaleźć w książce. Będę je przedstawiał chronologicznie (w kolejności stron), mając świadomość różnej ich wagi. Na stronie 15. Berger pisze, iż kwestia charakteru Ostatniej Wieczerzy (wieczerza Paschalna czy przedpaschalna?) „nie ma istotnego znaczenia dla interpretacji Eucharystii”, podczas gdy Benedykt XVI w drugiej części Jezusa z Nazaretu wiele stron poświęcił rozstrzyganiu tego pytania. Pisząc, że w czasach apostołów Eucharystie „odbywały się kolejno w domach poszczególnych członków gminy”, autor sugeruje, że nie istniały szczególne miejsca spotkań liturgicznych, wprowadzając wręcz dyżurność miejsc liturgii. Na stronie 37. Berger objawia, iż „podstawowym ukierunkowaniem podczas Mszy św. jest zawsze ukierunkowanie ku drugiemu”, uzupełniając to stwierdzenie odkrywczym „jeszcze nikt nigdy nie rozdzielał komunii św. zwrócony plecami do przyjmującego”. Ciekawe, skąd autor wyprowadził ten wniosek i czy rzeczywiście nie dostrzega różnicy pomiedzy sprawowaniem Eucharystii a rozdzielaniem komunii?

Pisząc o wyciągnięciu przez koncelebransów rąk w momencie konsekracji, Berger twierdzi, iż „często widzi się w tym gest wskazujący, ale należy go rozumieć jako wzywające ducha nałożenie rąk” (s. 51) – nie znajdziemy potwierdzenia tych słów w żadnych dokumentach. Na ile znam dokumenty, to główny celebrans rozpoczyna aklamację po konsekracji, a nie (jak stwierdza Berger) „kapłan lub diakon” (s. 68). Nieprawdą jest, iż puryfikacji „najlepiej” dokonać „dopiero po zakończeniu Mszy” (s. 123) – dopuszczone jest to jako wyjątek, nie zalecenie. Na stronie 136. Berger pisze o „dodatkowym uczczeniu poprzez okadzenie” darów chleba i wina złożonych na ołtarzu przed modlitwą nad darami – podczas, gdy liturgiczne okadzenie nie służy „uczczeniu”, lecz posiada bardzo bogate znaczenie symboliczne.

Szczególne zamieszanie pojawia się u Bergera przy kwestii ofiarowania (s. 127–142). Wielokrotnie, wręcz uporczywie, podważa on zasadność określania części mszy odbywającej się pomiędzy modlitwą powszechną a prefacją jako „ofiarowania darów”. Twierdzi, iż jedyne i rzeczywiste ofiarowanie dokonuje się w modlitwie eucharystycznej i jest to ofiarowanie się Chrystusa Ojcu. W Tradycji ofiarowanie chleba i wina jest (toute proportion gardée) także ofiarowaniem – na miarę człowieka. Skąd więc ta niechęć Bergera do ludzkiego wysiłku, ofiary z tego, co posiada?

Na stronie 154. autor zdaje się sugerować, iż nabożeństwa protestanckie mogą mieć charakter sakramentu („wspólnoty ewangelickie uświadamiają sobie coraz wyraźniej, że niedzielne nabożeństwo wspólnoty chrześcijańskiej ma postać Mszy, że musi ono łączyć słowo i sakrament w jednolitym akcie kultu”), dodając jednocześnie nieortodoksyjne określenie „Kościoły luterańskie”. Nie mam pojęcia, skąd autor wziął stwierdzenie, iż „choć homilia to sprawa kapłana, jednak, jako świadectwo życiowe, nie jest ona monologiem. W małych grupach to życiowe świadectwo mogą składać także inni, a nawet wszyscy obecni («rozmowa kaznodziejska»)” (s. 175) – jest to sprzeczne ze wszystkimi znanymi mi przepisami liturgicznymi. Nieuzasadniona jest teza, iż wbrew tradycyjnemu rozumieniu, „należy stwierdzić, że Kyrie odnosi się wyłącznie do Chrystusa” (s. 191). Za mało ortodoksyjne lub dyskusyjne należy uznać również fragmenty obecne na stronach: 10, 24–26, 71, 76, 78, 163.

En bloc książka Eucharystia – święto wspólnoty. Wprowadzenie do Mszy Świętej jest niewątpliwie pozycją wartościową. Należy ją traktować znacznie bardziej jako (co zostało już wspomniane) osobistą medytację nad liturgią, refleksję prezbitera celebrującego Eucharystię od sześcdziesięciu lat, niż jako (nie daj Boże!) podręcznik do liturgiki. Książkę Ruperta Bergera mogę polecić jedynie w komplecie z pozycjami w rodzaju Historii Mszy świętej. Przewodnika po dziejach liturgii rzymskiej Pawła Milcarka, która być może nie zachwyca lekkością języka i może męczyć tomistyczną formą, a jednak zachowuje w pełni ortodoksję katolicką. Obie się uzupełniają, a jednocześnie praca Bergera bez wsparcia w postaci rzetelnego wykładu liturgiki nie jest warta lektury.

 

Zobacz także

Sebastian Gałecki

Sebastian Gałecki na Liturgia.pl

Filozof, etyk i bioetyk, chrześcijanin, teolog-amator, motocyklista, z urodzenia częstochowianin, poszukiwacz pytań i odpowiedzi.