Kto należy do Chrystusa, musi przeżyć całe Jego życie

Świętość krzyża rozpamiętuj,
któryś obrał drogę świętą, serce mu nakłaniaj.
(...) w krzyżu myślą toń bez miary, bez opamiętania.”

Kiedy Edyta Stein wstąpiła do Karmelu w Kolonii otrzymała imię Teresy Benedykty od Krzyża – imię, o które sama prosiła, bo zgodnie z wewnętrznym przekonaniem, jej życie miało być naznaczone krzyżem. Tak samo jak i życie każdego z nas, jeśli chcemy być podobni do Pana… To podobieństwo do Chrystusa ma sięgać aż po gotowość najwyższej ofiary z siebie, choć nie każdemu z nas dana będzie łaska męczeństwa.

Kiedy w swej zuchwałości mówimy, że chcemy kochać tak jak Chrystus, to musimy mieć świadomość, że kochać tak może tylko serce, które zostało przebite. W tej perspektywie prośba „Jezu cichy i pokornego serca, uczyń serca nasze według serca Twego”, staje się zgodą na krzyż, zgodą na przebicie serca.

Jeśli chcemy być blisko Boga, to – tak jak św. Teresa Benedykta – nie powinniśmy spuszczać wzroku z krzyża. Znak, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan, dla nas ma być mocą i mądrością Bożą. I ta Boża moc, która objawia się na nim, ma być obecna w naszej codzienności, bez tego nigdy nie staniemy się braćmi Chrystusa i dziećmi Ojca. To wszystko, co w naszym życiu trudne, niezrozumiałe, co boli, ma się stać okazją do zacieśnienia relacji z Panem Bogiem, do głębszego zjednoczenia z Nim. Pan Bóg dopuszcza różne cierpienia dla naszego oczyszczenia… Kto należy do Chrystusa, musi przeżyć całe Jego życie. Musi dojrzewać do wieku Chrystusowego, musi z Nim wejść na drogę krzyżową, przejść przez Ogrójec i wstąpić na Golgotę. – pisała święta Teresa (II czyt. z dzisiejszej Godziny Czytań). Te słowa zyskują szczególny wymiar w kontekście jej męczeńskiej śmierci w obozie w Auschwitz. Po aresztowaniu Teresy, w jej celi znaleziono obrazek, na odwrocie którego napisała akt ofiarowania życia za nawrócenie Żydów. W ostatnim liście do Matki Przełożonej prosiła o przysłanie do obozu kolejnego tomu brewiarza, by mogła kontynuować tę modlitwę.

Jej przykład pozwala wierzyć, że życie krzyżem to coś więcej niż posłuszna i pokorna zgoda na to, co nas spotyka; to pragnienie miłości, która nie ma granic, która wydaje siebie w ofierze, na wzór Chrystusa. Chrześcijaństwo jest oddawaniem życia w akcie dobrowolnej miłości, która czasem oznacza rezygnację z dochodzenia tego, co w oczach ludzi sprawiedliwe, zaś świętość, o którą tak często prosimy, jest ukrzyżowana…

Prośmy za wstawiennictwem świętej Teresy Benedykty, by krzyż był naszą chlubą i miłością.

*

Była w chórze pierwsza, wyprzedzała nawet nowicjuszki.
W niedziele i dni świąteczne całe godziny spędzała przed tabernakulum.
W dniach skupienia nie opuszczała chóru, trwając – gdy tylko się dało – tuż przy Najświętszym Sakramencie.
W czasie nalotów bombowych myśmy się trzęsły ze strachu, a ona cicho klęczała z rozkrzyżowanymi rękoma.

(ze wspomnień Sióstr Karmelitanek)

Zobacz także