Lady who dies not

Dominikanie dzielą się generalnie na dwie grupy: takich, którzy znają Tolkiena, i takich, którzy Tolkiena nie znają. Przekonałem się o tym, wykorzystując dwa fragmenty "Władcy Pierścieni", mówiące o elfim fëa i hröa, przy tłumaczeniu znaczenia greckiego doksadzo w Ewangelii według Jana. Z reguły znajomość Tolkiena zmieniała się z rocznikami braci studentów: jeśli jeden znał "Władcę Pierścieni", to kolejny nie znał, i tak na zmianę.

Uważny czytelnik "Władcy Pierścieni" pewnie się zastanawia, gdzie w książce pojawiają się jakieś fëahröa. Fakt, z imienia te określenia ducha i ciała nie są wymienione, aczkolwiek w dwóch przynajmniej scenach odgrywają dosyć ważną rolę, i są wyraźnie dostrzegalne (w znaczeniu jak najbardziej dosłownym). Powinienem właściwie napisać o znajomości "Władcy Pierścieni", gdyż do tego na ogół ogranicza się znajomość Tolkiena. Niektórzy może czytali jeszcze "Silmarillion" czy "Hobbita", co bardziej ambitni sięgnęli do "Listów". W drugim roczniku, który uczyłem, było dwóch zapaleńców, którzy właśnie w "Silmarillionie" się rozczytywali, i zainteresowani byli tym, co tak ważne jest u Tolkiena – językami elfów. (Bo tak naprawdę nie można czytać Tolkiena bez odniesienia do tych języków, z których po części całe Śródziemie powstało.) Niestety, owi dwaj bracia po dwóch latach studiów opuścili zakon. (Teoria dwójkowa?)

A przecież Tolkien to nie tylko "Władca Pierścieni" i "Silmarillion". Mamy jeszcze "Niedokończone Opowieści", z której wiele się można dowiedzieć o historii chociażby Istarich, czy Galadrieli i Celeborna. Mamy całe dwanaście tomów "History of Middle-earth", wydanych przez Christophera Tolkiena. I tak naprawdę, dopiero te tomy pozwalają nam głebiej zajrzeć w Ea, w ten świat tolkienowski, zrozumieć go lepiej, dostrzec ewolucję całej mitologii. To w 10. tomie "Historii Śródziemia" znajdziemy rozmowę Finroda – tego, który ocalił Berena w lochach Saurona, za cenę własnego życia – z Andreth, mądrą kobietą z rodu Bëora. Fragment tej rozmowy, dotyczącej życia i nieśmiertelności, jest szczególnie ciekawy. Poniżej podaję go w moim niezdarnym tłumaczeniu (prosząc jednocześnie wszystkich tolkienistów o wyrozumiałość; tekst tak naprawdę trzeba czytać po angielsku, żeby wszystkie jego niuanse wychwycić):

‚Czymże jest nadzieja?’, powiedziała [Andreth]. ‚Oczekiwaniem dobra, które, chociaż niepewne, opiera się na tym, co jest znane? W takim razie nie mamy żadnej nadziei.’
‚To jest jedna rzecz, którą Ludzie nazywają "nadzieją"’, powiedział Finrod. ‚My zwiemy ją amdir, "wyglądaniem" (dosł. patrzeniem w górę). Ale jest jeszcze inna, która ma głębsze podstawy. Zwiemy ją estel, to znaczy "ufność". Nie może jej pokonać to, co się dzieje na świecie, gdyż nie pochodzi ona z doświadczenia, ale z samej naszej natury i najgłębszej istoty. Jeśli rzeczywiście jesteśmy Eruhin, Dziećmi Jedynego, to On nie da się pozbawić tego, co do Niego należy, ani przez Nieprzyjaciela, ani nawet przez nas samych. To jest ostateczna podstawa nadziei zwanej estel, ktorą zachowujemy nawet wtedy, kiedy myślimy o Końcu: wszystkie Jego zamiary muszą zmierzać ku radości Jego Dzieci.’
 
Kiedy pytano Tolkiena, o czym tak naprawdę jest "Władca Pierścieni", odpowiadał, że o Śmierci i Nieśmiertelności, o pułapkach, jakie ze sobą niosą.
 
I na koniec jeden fragment, o owej tytułowej Pani* (do której Tolkien miał, jak to określił Tom Shippey, wyraźną słabość):
 

Od wielu lat rozmyślam, czego bym dokazała, gdybym dostała w  swoje ręce
Wielki Pierścień, i oto przyniosłeś go! Wystarczyłoby mi po niego sięgnąć! Zło, z dawna uknute, działa na rozmaite sposoby, niezależnie od tego, czy Sauron tryumfuje, czy upada. Przyznaj, że byłby to szlachetny czyn do policzenia między zasługi Pierścienia, gdybym go przemocą albo postrachem odebrała mojemu gościowi! Nareszcie się stało! Chcesz dobrowolnie oddać mi Pierścień! Na miejscu Czarnego Władcy postawić
królową! A ja nie będę ponura, lecz piękna i straszna jak świt i jak noc. Czarodziejska jak morze, słońce i śnieg na szczytach. Groźna jak burza, jak grom. Potężniejsza niż fundamenty ziemi. Wszyscy kochaliby mnie z rozpaczą!


Podniosła ręce i od pierścienia, który miała na palcu, strzelił jasny blask, rozświetlając tylko jej postać, a wszystko inne pogrążając w ciemności. Wydała się teraz Frodowi wysoka ponad wszelką miarę i nieodparcie piękna, straszna i godna czci. Opuściła ramiona, światło przygasło, Galdriela zaśmiała się znowu i – o dziwo! – skurczyła się,
zmalała; stała przed hobbitem znów smukła pani elfów, w prostej, białej sukni, a głos jej brzmiał łagodnie i smutno.
– Wytrzymałam próbę – rzekła. – Wyrzeknę się wielkości, odejdę na 
zachód, pozostanę Galadrielą.

* Tytuł tego wpisu jest cytatem z "Władcy Pierścieni"; są to słowa postaci, którą Tolkien szczególnie lubił, i z którą był w pewien sposób osobiście związany.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marcin L. Morawski

Marcin L. Morawski na Liturgia.pl

Filolog (ale nie lingwista) o mentalności Anglosasa z czasów Bedy. Szczególnie bliska jest mu teologia Wielkiej Soboty. Miłośnik Tolkiena, angielskiej herbaty, Loreeny McKennitt i psów wszelkich ras. Uczy greki, łaciny i gockiego. Czasami coś tłumaczy, zdarza mu się i wiersz napisać. Interesuje się greką biblijną oraz średniowieczną literaturą łacińską i angielską. Członek International Society of Anglo-Saxonists, Henry Bradshaw Society.