Laicki katolicyzm

W ostatnim czasie jest głośno o sprawach, które wydają się bardzo bliskie katolikom w Polsce. Od kilku miesięcy toczy się debata o zapłodnieniu in vitro, dużo miejsca poświęca się zniesieniu ekskomuniki z biskupów Bractwa św. Piusa X, w końcu dyskutuje się o eutanazji dokonanej na Eluanie Englero. W tak zwanym międzyczasie cerkiew rosyjska wybrała nowego patriarchę, podobnie katolicki kościół syryjski. Co jakiś czas do opinii publicznej docierają nowe dokumenty z IPN dowodzące współpracy kolejnych księży z bezpieką. Starsi bracia w wierze zdążyli zerwać i ponowić dialog z Watykanem, który nota bene obchodził 80 rocznicę założenia. A jako wisienkę na torcie Milka położyła swój nieuczciwy konkurs, w którym ocenzurowała wygrywające walentynki o treści religijnej...

Jeśli ktoś śledzi te wydarzenia, może odnieść wrażenie, że Kościół jest jednym z tematów, które cieszą się (?) zainteresowaniem mediów. W tych dyskusjach prym wiodą tak zwane media laickie, niemniej jednak na te same tematy wypowiadają się katolicy – równie często, jeśli nie częściej. Wydawało mi się, że oczywistym jest fakt, iż inaczej wygląda debata publiczna, a inaczej debata w gronie wyznawców. Zakładałem, że media katolickie są w pierwszym rzędzie kierowane do tych drugich. Dlatego dziwi mnie, gdy katolicy komentujący wydarzenia wewnątrz-kościelne (patrz, np. najnowszy numer Tygodnika Powszechnego), przyjmują styl argumentacji, a więc myślenia, z forum laickiego.

Po którymś z rzędu przypadku, zacząłem się zastanawiać, czy taka postawa nie wynika z braku jasnego poczucia własnej tożsamości. Z jednej strony komentatorzy katoliccy chętnie bronią idei godności osoby ludzkiej, z drugiej równie łatwo krytykują papieskie decyzje. Argumenty za jednym, jak i za drugim są pozbawione odniesień religijnych. Jeśli pojawia się hasło z języka religijnego (np. przebaczenie), wówczas rozumiane jest w ramach światopoglądu laickiego (np. pomija się wątek rozeznania, uznania i wyznania winy; miłosierdzie należne katom to nic innego jak zapomnienie, przemilczenie, brak dociekania).

Chyba coś się pomieszało. Przez szereg lat od 1989 roku promowano w debacie publicznej tak zwane wartości chrześcijańskie. Mały problem z tymiż jest taki, że w oderwaniu od chrześcijaństwa ich uzasadnienie jest mało przekonujące. Dlatego tak słabo się przyjęły w świecie laickim. Duży problem z wartościami chrześcijańskimi polega jednak na czymś innym. Na tym mianowicie, że katolicy wyłącznie lub prawie wyłącznie przez ich pryzmat postrzegają moralną wartość swoich czynów. Osąd moralny wynikający z wiary, a więc realnej relacji z Bogiem powoli znika. Zaufanie do Kościoła maleje. Definicje miłości bliźniego sprowadza się do tolerancji. Sumienie zastępuje się odczuciem, wartością wolności wyboru, indywidualnym podejściem do problemu itp.

Nie wspomnę już o tym, że naprawdę wielkie sprawy (choćby wspomniany wybór patriarchów, czy też zdjęcie kary, a więc umożliwienie biskupom prośby o rozgrzeszenie) z trudem są zauważane.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Tomasz Grabowski OP

Tomasz Grabowski OP na Liturgia.pl

Od początku zaangażowany w działalność Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego, w latach 2005-2010 jego dyrektor, a od przekształcenia w Fundację – prezes w latach 2010-2016. Od września 2016 r. prezes Wydawnictwa Polskiej Prowincji Zakonu Kaznodziejskiego „W drodze” w Poznaniu i stały współpracownik Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.