Liturgia i rekonstrukcja – o mszach pod Grunwaldem

Bitwa pod Grunwaldem to jedna z największych bitew średniowiecznej Europy. Z okazji każdej rocznicy tego wydarzenia na polach grunwaldzkich wyrastają setki płóciennych namiotów, wśród których powiewają chorągwie, płoną ogniska i słychać szczęk oręża. Inscenizacja bitwy gromadzi kilka tysięcy zaangażowanych w rekonstrukcję historyczną osób, których pasją jest odtwarzanie dawnych strojów, uzbrojenia i przedmiotów codziennego użytku.

Przez około tydzień wielki obóz żyje rytmem wyznaczonym przez wschody i zachody słońca. Mieszkańcy obozu skrzętnie ukrywają telefony, plastikowe butelki i wszelkie ślady współczesności, psujące średniowieczną scenerię miejsca.

Msza pod Grunwaldem / fot. Aleksandra Brandys
Fotogaleria: Msza św. pod Grunwaldem / fot. Piotr Koc

W takim otoczeniu, by zadbać o duchowe potrzeby rekonstruktorów, a także mając na względzie realia piętnastowiecznego obozowiska rycerskiego, wzniesiono na terenie obozu Wielkiego Mistrza kaplicę, zwaną oratorium, pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny.

Kaplica jest dużym namiotem z białego płótna z dostawioną do jednego z dłuższych boków wiatą na drewnianych tyczkach, stanowiącą rodzaj nawy. Całość jest orientowana. Wewnątrz zbudowano drewniany ołtarz ustawiony na jednostopniowym podwyższeniu. Zdobi go malowane antependium wzorowane na zabytku z XIII wieku.

Od kilku lat oprawą mszy świętych sprawowanych w obozie pod Grunwaldem oraz organizacją kilkudniowych warsztatów chorału gregoriańskiego zajmuje się Piotr Koc, który wieczorem, gdy ucichł już zgiełk bitewny, dał się namówić na rozmowę o historii, liturgii, rekonstrukcji i tradycji oraz ich wzajemnych związkach i zależnościach.

Aleksandra Brandys: Kiedy postanowiłeś zająć się organizacją mszy oraz ich oprawą na Grunwaldzie?

Piotr Koc: Po raz pierwszy wybraliśmy się na Grunwald w 2006 roku i już wtedy zależało nam, by w program rocznicy bitwy grunwaldzkiej wpisać msze święte odprawiane w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego. W 2006 roku wyglądało to tak, że pierwsza msza była w ruinach kaplicy krzyżackiej, celebrował ją ksiądz Wojciech Grygiel z Krakowa. Główną motywacją był fakt, że okoliczności odtwórstwa historycznego pasują dobrze do tradycyjnej liturgii. W zasadzie tzw. msza trydencka nie jest mszą „trydencką”, tylko posiada metrykę znacznie dawniejszą, starożytną – ostatecznie ukształtowaną w średniowieczu. Celem było jakby połączenie niejako dwóch rodzajów konserwatyzmu: liturgicznego z „sentymentalnym”, który można nazwać odtwórstwem historycznym.

AB: Rozumiem więc, że istotne były przede wszystkim kwestie formy. Powiedziałeś, że stara forma pasuje do odtwórstwa historycznego, czyli odtwarzamy średniowiecze, więc…

PK: …starajmy się też odtwarzać kulturę duchową średniowiecza, która w dużej mierze różni się od współczesnej, co między innymi wyraża się właśnie w liturgii. Z drugiej strony zależało nam, żeby nie była to „inscenizacja”. Żeby to, co robimy nie było przedstawieniem, które pokazuje jak wyglądała msza, tylko żeby była to po prostu msza.

AB: Wobec tego, jaki jest stosunek odprawianych tutaj mszy do rytu trydenckiego, sprawowanego obecnie w coraz większej ilości miejsc, do tego, jak to wyglądało w średniowieczu? Co jest dodane, co ujęte, czym się różni – i czy w ogóle może się różnić?

PK: W istocie swej ryt mszy zmieniał się tylko nieznacznie od starożytności aż do grudnia ’69 roku. Zmiany w liturgii od czasów apostolskich do tej daty były niewielkie, w związku z czym, jeśli mówimy o mszy według mszału z roku 1962, czy o mszy trydenckiej, o mszy średniowiecznej lub tej z końca starożytności, to mówimy prawie o tym samym. Bo wszystkie one charakteryzują się szeregiem cech wspólnych: językiem celebracji jest łacina, śpiewany jest chorał gregoriański, istnieje cisza kanonu i zwrócenie się ad orientem. Tak więc do pewnego stopnia, pomimo subtelnych odmienności, nie ma potrzeby ich rozróżniania. Gdybyśmy chcieli dokładnie odtworzyć liturgię średniowieczną, to rzecz jasna w szczegółach wyglądałoby to nieco inaczej.

AB: Właśnie – jakie są te różnice?

PK: Należy zaznaczyć, że liturgia średniowieczna była czymś zdecydowanie innym niż współczesna nam zwyczajna forma rytu rzymskiego. Jak już zostało powiedziane, forma nadzwyczajna, ryt trydencki, w jakim odprawiane są obecnie msze w obozie grunwaldzkim, jest znacznie bliższy temu, jaki mógł odprawiać ksiądz Bartłomiej przy Jagielle w 1410 roku. Podobnie jak dziś, tak i wtedy, w warunkach polowych, ksiądz Bartłomiej, kapelan króla, odprawił tu mszę rankiem 15 lipca. Wiemy, że tego dnia przed bitwą odprawiono pod Grunwaldem dwie msze. W naszym obozie została odprawiona jedna msza, i ze względów organizacyjnych mamy dziś 17, a nie 15 lipca (inscenizacja Bitwy pod Grunwaldem odbywa się z zasady w sobotę po 15 lipca – dop. AB). Czy więc mogło to wyglądać bardzo odmiennie? Przypuszczam, że liturgia odbyła się w jakimś namiocie kaplicznym, być może trochę większym niż ten nasz, być może podobnym. Tutaj więc nie ma szczególnej różnicy. Sądzę także, że to mogła być msza cicha, a nie śpiewana. Odprawiana tylko przez celebransa. Z kontemplatywnym udziałem króla i jego najbliższego otoczenia.

Był to ten sam formularz mszalny, który mieliśmy dzisiaj, a więc De Divisione Apostolorum.

AB: Skąd o tym wiemy?

PK: Jan Długosz pisze o tym wyraźnie z swoich kronikach. Zaznacza, że bitwa odbyła się w dniu Rozesłania Apostołów, taka liturgia była tego poranka, więc wiemy o tym z pewnością. Wiemy też, że istniało takie święto w średniowieczu. Zostało zniesione przez Sobór Trydencki, a zachowane na zasadzie przywileju dla niektórych diecezji polskich między innymi tutejszej oraz krakowskiej. Dlatego też kuria olsztyńska łatwo wyraziła zgodę, by korzystać z tego specyficznego formularza, bo wiadomo, że pozwala na to dawny przywilej.

AB: Mimo, że ów formularz nie jest uwzględniony w mszale?

PK: Nie, jest on w mszale, który miał dzisiaj ksiądz Wojciech na ołtarzu, który jest teraz schowany w koszu w naszym namiocie. Formularz ten, jako wotywa, przeznaczony jest dla tych określonych diecezji polskich.

AB: Czyli znajduje się w każdym innym mszale rzymskim, ale poza tymi diecezjami nie można go używać?

PK: Tak, jest w każdym mszale rzymskim wydanym dla diecezji polskich. W starym mszale trydenckim można znaleźć De Divisione Apostolorum i inne święta obchodzone w diecezjach polskich. Jest to więc formularz mszalny, który doskonale pasuje do dzisiejszych okoliczności. Jest to ten sam tekst, którego użył ksiądz Bartłomiej w 1410 roku. Liturgiści średniowieczni i trydenccy mieli bardzo pasywne podejście do swojej pracy.

AB: Dla porządku może warto byłoby powiedzieć, czym jest formularz jako taki i czym się różni od reszty zawartości mszału.

PK: Stary mszał składa się z części stałych i z części zmiennych. Części stałe: Kyrie, Gloria, Credo itd. są zawsze te same. Części zmienne dotyczą tego, co występuje w danym dniu liturgicznym danego kalendarza. Formularz może być na Boże Narodzenie, może być na Rozesłanie Apostołów czy też Wniebowstąpienie. I wtedy na ten dzień jest odpowiednia lekcja, ewangelia, i pozostałe oracje, pieśń na wejście, graduał, alleluja, komunia… Dzisiaj one nie były śpiewane, ale recytowane przez księdza Wojciecha.

Co ciekawe, dzisiejsze święto, Rozesłanie Apostołów, jest świętem, które w tajemniczych okolicznościach znikło. Jak spojrzymy na dzisiejszą lekcję i ewangelię, to tym bardziej wydaje się to dziwne, bo to ważne święto, mające można powiedzieć charakter misyjny. Bardzo ciekawym byłoby dowiedzieć się, dlaczego Sobór Trydencki skasował święto, które rzeczywiście wydaje się dość istotne.

AB: Dlaczego to święto zostało zachowane tylko w wybranych diecezjach polskich?

PK: Ponieważ korelowało dobrze z tym, co wydarzyło się pod Grunwaldem, tak można przypuszczać. Bezpośrednio po zwycięstwie grunwaldzkim Polacy czcili tę rocznicę 15 lipca, czyli w święto Rozesłania Apostołów. Po tym jak Sobór Trydencki zniósł to święto w całym Kościele, zachowano je przypuszczalnie na prośbę polskich biskupów, żeby Polakom zrobić pewną uprzejmość. Celowym było, by rocznica patriotyczna było również związane ze świętem, które zafunkcjonuje także w księgach liturgicznych dla diecezji polskich. Bo, jak wiadomo, wcześniej Rozesłanie Apostołów było świętowanie w całym Kościele.

AB: W jakim okresie?

PK: To pytanie dla historyków liturgii. Nie wiem kiedy się pojawił się ten formularz…

AB: Kolejnym ciekawym zagadnieniem jest to, że msze są przez Was organizowane w obozie Wielkiego Mistrza – czy w związku z tym w jakikolwiek sposób widoczna jest „krzyżackość” liturgii? Wiadomo bowiem, że była ona nieco inna, bo zakon krzyżacki korzystał z rytu dominikańskiego, który Krzyżacy przejęli w połowie XIII wieku.

PK: Kwestia jest tutaj wyłącznie organizacyjna. Pan Jarosław Struczyński, który w czasie inscenizacji odgrywa rolę Wielkiego Mistrza Krzyżackiego jest pobożnym, dobrym człowiekiem, którzy sprzyja tego typu inicjatywom. Namiot pełniący funkcję kaplicy stoi na terenie jego obozu i organizacja mszy akurat tam wynika po prostu z uprzejmości jednego z organizatorów.

AB: W takim razie, jeśli chcielibyśmy odtwarzać tutaj nabożeństwa ściśle historycznie, to powinniśmy zorganizować je w którejś z Chorągwi Krakowskich?

PK: Rzeczywiście. Z drugiej strony jednak nie chcemy sprowadzać liturgii do odtwórstwa. Po prostu pan Struczyński ma tam swój namiot i akurat jest Wielkim Mistrzem, a przy tym także polskim patriotą. Sprawa lokalizacji kaplicy jest zupełnie przypadkowa.

AB: Czyli taki drobny ahistoryczny paradoks – śpiewamy Gaude Mater Polonia i Bogurodzicę w obozie Wielkiego Mistrza z udziałem Wielkiego Mistrza.

PK: Tak, chociaż któregoś roku zdarzyło się, że na mszy obecna była grupa Niemców, których namówiliśmy by zaśpiewali Christ ist erstanden. Skoro byli, to ich poprosiliśmy, ale kiedy nie ma takiej możliwości, to nie chcemy popadać w jakiś formalizm, bo to po prostu jest msza.

AB: Właśnie, istotą tego co robimy jest msza i udział w niej. Jednak, czy w takich okolicznościach, w jakich tu jesteśmy nie istnieje obawa, że zostanie potraktowana jak element rekonstrukcji historycznej? Jak się ma celebracja mszy świętej do rekonstrukcji?

PK: Jest tu kilka tysięcy ludzi, jutro niedziela i wydaje się, że racjonalne by było, by tym ludziom w niedzielę i być może także dni poprzedzające zapewnić możliwość uczestnictwa w mszy świętej. Więc powód jest czysto praktyczny. I w tym kontekście można zapytać, jak ta liturgia powinna wyglądać.

Wydaje się, że dobrze by było by została dopasowana go okoliczności, czyli jak to się mówi w języku posoborowym – powinna być inkulturowana. Więc nasza liturgia jest przejawem inkulturacji w pewnym sensie. Proponujemy odtwórcom historii liturgię średniowieczną, „inkulturowaną”.

AB: A czy nie sądzisz, że istnieje pewnego rodzaju niebezpieczeństwo, że dla niektórych osób, w tym uczestników taka „rekonstruktorska” msza będzie tylko barwnym elementem scenografii?

PK: Ja nie odczuwam dylematu poznawczego, bo ja na taką samą mszę uczęszczam co niedzielę. To jest po prostu zwyczajna, pobożnie sprawowana msza, a to, że jest ładne gotyckie antependium, to lepiej niż gorzej. Co do pozostałych uczestników – są dwie możliwości. Albo ktoś przyjdzie na tę msze po to, by z niej korzystać w sposób rzeczywiście pobożny i to dobrze. Albo tylko dlatego, żeby zobaczyć, jak wygląda stara liturgia. I tutaj też są dwie możliwości – albo popatrzy i sobie pójdzie, albo go to zainteresuje i jego pobożność też na tym skorzysta. Więc jeśli z powodu odtwórstwa historycznego ktoś przyjdzie na ładnie i godnie odprawianą mszę, to moim zdaniem dobrze.

AB: Czyli ogólnie rzecz ujmując – ufamy z działającą w Kościele moc Ducha Świętego.

PK: Tak – tak, jak zawsze było – Mozart pisał muzykę do mszy i niektórzy ludzie przychodzili na Mozarta, a przy okazji czasem się któryś nawrócił.

 

Zobacz także