Liturgia papieska w Walencji prosta, a przy tym pełna symboli

Liturgia z udziałem i pod przewodnictwem Benedykta XVI w Walencji będzie bardzo prosta, a zarazem pełna głębokiej symboliki i wymowy - poinformował o tym w rozmowie z KAI wkrótce przed rozpoczęciem spotkania mistrz papieskich ceremonii liturgicznych, abp Piero Marini, który od wielu lat przygotowuje oprawę liturgiczną podczas zagranicznych podróży Papieża i w Watykanie.

W ramach obecnej podróży Ojciec Święty spotkał się najpierw z miejscowym Kościołem – jego biskupami, duchowieństwem i wiernymi. Pierwszym punktem programu po przybyciu do Walencji były odwiedziny miejscowej katedry, a w niej Kaplicy Świętego Kielicha. Znajduje się tam kielich, którego – jak głosi dawna tradycja – używał Pan Jezusa podczas Ostatniej Wieczerzy.

Według potwierdzonych danych historycznych naczynie to pochodzi z Rzymu. Początkowo wykorzystywano je podczas liturgii papieskich, po czym przekazano je do Hiszpanii w czasie, gdy papieże pochodzili z tego kraju (m.in. Damazy I, 366-84). Kielich ten znajduje się do dziś w Walencji. Wydaje się, że jego obecność pozostawiła ślady w modlitwie eucharystycznej, tzw. Kanonie Rzymskim, bo tylko tam można znaleźć zdanie: "wziął w swoje ręce ten chwalebny kielich". Zdaniem historyków, odnosi się to do obecności tego kielicha w Rzymie w przeciągu kilku wieków.

Papież odwiedził więc katedrę, gdzie odmówił modlitwę przed wystawionym tam Kielichem, po czym uda się do bazyliki Matki Bożej Opuszczonych, w której najpełniej wyraża się pobożność mieszkańców miasta. Po zwiedzeniu świątyni i modlitwie w niej wyjdzie na plac, na którym powita go oficjalnie arcybiskup Walencji, po czym Ojciec Święty odmówi modlitwę Anioł Pański i pozdrowi wiernych.

Drugi punkt wizyty to udział w V Światowym Spotkaniu Rodzin. Złożyły się na nie dwa elementy: uroczyste spotkanie rodzin, połączone ze świadectwami. W niedzielę w tym samym miejscu o godz. 9.30 rozpoczęła się pod przewodnictwem Benedykta XVI msza święta dla rodzin, którą zakończyła modlitwa Anioł Pański, po czym Papież powrócił do Rzymu.

Te dwa wydarzenia eklezjalne odbyły się w tym samym miejscu, które nazywa się Puente de Monte Olivete na terenie Ciudad de las Artes y las Ciencias (Miasto Sztuk i Nauk).

Na pytanie, czy trudno jest przygotować liturgię dla tak wielu osób uczestniczących w papieskich liturgiach i czy można w tych warunkach zachować pewną intymność modlitwy, ceremoniarz papieski przypomniał, że obrzędy liturgiczne, a zwłaszcza Eucharystia, powstały dla małej grupy osób. – "Gdy zbytnio zwiększamy liczbę zebranych, jest oczywiście, że powstają trudności" – dodał. Wyjaśnił, że pojawia się wówczas problem np. z dobrą widocznością, ponieważ z dużej odległości takie znaki liturgiczne, jak ołtarz, ambona, tron papieski, a tym bardziej osoba Papieża i koncelebransów stają się bardzo małe. Problemem jest też możliwość przyjęcia komunii świętej.

Według abp. Mariniego, przy tak wielkiej liczbie wiernych komunia była rozdawana na przestrzeni dwóch kilometrów. W jednoczeniu się ludzi winien pomóc głos rozchodzący się przez głośniki. Arcybiskup wyraził nadzieję, że w liturgii pontyfikalnej weźmie udział mniej niż milion osób, ale i tak będzie ich wystarczająco wielu, by można było mówić o celebrze niezwykłej i o niezwykłej sytuacji.

Chociaż będzie wielu koncelebransów, to przy udzielaniu komunii świętej mogłyby powstać problemy ze względu na wspomniane odległości. Należy pamiętać, że kapłani koncelebrujący powinni być przy ołtarzu, żeby więc dotrzeć z hostiami do najbardziej oddalonych sektorów, museliby przejść pieszo dwa kilometry, sporo czasu zajęłaby zatem sama droga, a nie samo udzielanie komunii. Dlatego przewidziano użycie środków transportu, aby przewieźć kapłanów do najbardziej oddalonych części. Zaangażowano również świeckich szafarzy tego sakramentu, którzy wykorzystają komunikanty już konsekrowane. Wyszli oni pod przewodnictwem kapłanów z sześciu kościołów, znajdujących się w najbliższym sąsiedztwie miejsca celebry, aby udzielić komunii tym, którzy byli najdalej od ołtarza.

Ceremoniarz papieski uważa, że obecność środków przekazu na liturgii "w zasadzie nie jest problemem". Chodzi tylko o to, by ich rozmieszczenie nie kolidowało z rzeczywistym przebiegiem obrzędów świętych. Jednocześnie należy pamiętać, że dzięki telewizji miliony osób mogą śledzić, a w pewnym sensie brać udział w samej celebrze. Z drugiej strony ważne jest także to, żeby ta obecność mediów nie wpływała na sam przebieg liturgii, która sama z siebie nie jest zbyt widowiskowa. O wiele bardziej widowiskowa jest transmisja mszy świętej. "Każdy wierny, ja także, ma tylko jedną parę oczu, a zatem widzi liturgię ze swego miejsca, swoimi oczyma. Telewizja ma natomiast bardzo wiele oczu, są nimi kamery, rozmieszczone w różnych miejscach, dlatego zawiera ona w sobie pewną, właściwą jej widowiskowość, konieczną dla tych, których nie ma na miejscu" – powiedział abp Marini.

W odpowiedzi na inne pytanie zaznaczył, że najlepiej wspomina Światowe Spotkania Rodzin w Rio de Janeiro (październik 1997) i w Manili (styczeń 2003) – pierwsze i jedyne, w którym nie wziął osobiście udziału Jan Paweł II. Ważne było również spotkanie rodzin w Roku Świętym, podczas którego m.in. zawarto sakrament małżeństwa.

Wszystkie te spotkania przygotowuje Papieska Rada ds. Rodziny we współpracy z Kościołem lokalnym, który bierze na siebie ciężar organizacji, bezpośrednich przygotowań, czasami też pokrywa koszty. To Kościół miejscowy przygotowuje szczegółowy program takiego Spotkania, np. świadectwa rodzin, które w Walencji będą składane w sobotę 8 lipca. Urząd Papieskich Celebracji działa tylko w sprawie przygotowania liturgii.

inf. KAI

Pełny tekst wywiadu zamieszczamy w dziale „Artykuły i polemiki”.

 

 

Zobacz także