Liturgiczne wariactwo czyli coś a propos teologii dziecięcej

O ruchu liturgicznym może jednak innym razem. Zainspirowany wpisami Tomasza Dekerta chciałem tym razem podzielić się pewnym wspomnieniem swojej własnej "teologii dziecięcej" czy nawet "liturgiki dziecięcej".

W dzieciństwie spędzałem zawsze znaczną część wakacji na leśnej działce k. Wilgi (powiat garwoliński). Kiedy miałem mniej więcej 8 lat, wraz z moim starszym bratem oraz z kuzynem wymyśliliśmy sobie, że cały rejon Wilgi jest państwem, nasza działka jest oczywiście stolicą (nazwaliśmy ją Leśnów), a my oczywiście jesteśmy królami. Precyzyjny podział władzy ustalił mój brat: on jako najstarszy był "królem do spraw politycznych", mój kuzyn, którego od najmłodszych lat fascynowały wszelkie prace budowlane został "królem do spraw budownictwa", a ja, który od zawsze miałem świra na punkcie kolei i pociągów, zostałem "królem do spraw kolejnictwa". Moje urzędowanie jako "króla do spraw kolejnictwa" było chyba całkiem dobre, miałem wyrysowane plany rozwoju sieci kolejowej w całej okolicy, nawet projektowałem połączenie kolejowe z Leśnowa do Warszawy (na ministra transportu chyba bym się nadawał).

Ponieważ królowie często toczą wojny, my również dzielnie broniliśmy naszej Wilgi przed wyimaginowanym ościennym mocarstwem, które nazwaliśmy Wariactwo. Potem zaczęła nas dalej ponosić fantazja i zaczęliśmy sobie wymyslać jak jest zorganizowane owo wrogie państwo. Ponieważ nazywało się Wariactwo, wszystko musiało w nim być jakoś zwariowane i absurdalne.

No i teraz najważniejsze. W pewnym momencie zacząłem rozważać jak w Wariactwie wygląda życie religijne – jakoś musiało wyglądać, bo ateizm był dla mnie, PRL-owskiego dziecka,  zupełnie nie do pojęcia. Pamiętam, że powiedziałem: "W Wariactwie ludzie chodzą do kościoła i tam odprawia się Msza, ale ksiądz w czasie Mszy może odmawiać takie modlitwy, jakie sam chce". No właśnie, to jest ta moja dawna "liturgika dziecięca". Istnienie obowiązującego rytuału to było dla mnie, 8-9 letniego dziecka, coś zrozumiałego samo przez się, zaś liturgia, w czasie której ksiądz jest kreatywny i robi to co sam chce, to nie był żaden szczyt marzeń, tylko jakiś absurd, po prostu Wariactwo.

 


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Maciej Zachara MIC

Maciej Zachara MIC na Liturgia.pl

Urodzony w 1966 r. w Warszawie. Marianin. Rocznik święceń 1992. Absolwent Papieskiego Instytutu Liturgicznego na rzymskim "Anselmianum". W latach 2000-2010 wykładał liturgikę w WSD Księży Marianów w Lublinie, gdzie pełnił również posługę ojca duchownego (2005-2017). W latach 2010-2017 wykładał teologię liturgii w Kolegium OO. Dominikanów w Krakowie. Obecnie pracuje duszpastersko w parafii Niepokalanego Poczęcia NMP przy ul. Bazylianówka w Lublinie. Ponadto jest prezbiterem wspólnoty neokatechumenalnej na lubelskiej Poczekajce, a także odprawia Mszę św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego w rektoralnym kościele Niepokalanego Poczęcia NMP przy ul. Staszica w Lublinie....