Łyżka dziegciu, czyli o scholi oazowej

Od kilku miesięcy mam nieskrywaną przyjemność uczestniczenia w życiu parafii, która tętni duchem ks. Blachnickiego. Począwszy od kapłanów a na dzieciach skończywszy - czuje się tam ogromną troskę i dbałość o liturgię, życie wspólnoty i mienie Kościoła. Zwykła wiejska parafia. Jest mi tam po prostu dobrze.

Takie miejsce, gdzie kapłan uśmiecha się do płonącego paschału jak do serdecznego znajomego. Miejsce, gdzie po skończonej procesji nikt nie powiedział: a teraz Najświętszy Sakrament zostanie przewieziony do świątyni, ale: a teraz Pan Jezus pojedzie autem do kościoła. Miejsce, gdzie wspólnota parafialna (tak, tak) niedługo pozwoliła nam na anonimowość – dzieci zajęły się naszymi dziećmi, dorośli – nami. Delikatnie i serdecznie. Kapłani nie przemykają cichcem pod murami kościoła, ale pozdrawiają nawet z oddali i zagadują choćby o zdrowie dzieci. Nawet podsumowanie roku nie było traumą, ale na długo dało mi do myślenia: "Matka Boża nawiedziła w parafii 200 rodzin, a składkę na prace remontowe złożyło 25 rodzin…" – podsumowała Rada. Proste i mocne. Kilka kręgów Domowego Kościoła, Oaza młodzieży i dzieci, schola parafialna, tabuny ministrantów w przeróżnym wieku i szafarze… Raj na ziemi i narzekać w tym raju byłoby grzechem po prostu. Więc nie narzekam, tylko zastanawiam się. Czy to, co słychać w śpiewie dziewcząt z Oazy, to Kasia Kowalska czy może protestanckie wpływy?

Przyznaję, z trudem wybaczam Oazie to, co robi z muzyką liturgiczną. Patrzę na moją roczną i trzyletnią córkę, jak podrygują w rytmie duetu bębnów i skrzypiec (!) i naprawdę – trudno mi to przełknąć. Już słyszę – a Dawid chwalił śpiewem i tańcem… Ale czy on tańczył przed ukrzyżowanym Panem? Czy godzi się podskakiwać w trakcie Ofiary? A w trakcie dziękczynienia za Ofiarę?

Ale to wątek znacznie szerszy i już się z niego wycofuję. Gryzie mnie ta popowa? rockowa? nuta w głosach dziewcząt. Nie tylko tych z mojej parafii, ale generalnie. Jakby Oaza miała swoją manierę śpiewu. I Krzyżu Święty zaśpiewany tą manierą… nie da się tego opisać, proszę wierzyć. Kasia Kowalska przyszła mi do głowy ot, tak, jako przykład bardzo uogólniony. Znam tyle, co z radia. Ale wyobrażam sobie, że to jest śpiew, którym mogą nasiąkać uszy młodych dziewcząt i że to właśnie kształtuje wyobrażenie pięknego śpiewu, nawet liturgicznego. Może się jednak mylę. I to nie Kasia Kowalska tylko barwa gospel, której sporo w muzyce tzw. chrześcijańskiej… (czego też nie rozumiem).

W parafii zachowany jest rytm: jedna pieśń Oazy, jedna tradycyjna. Tertium non datur. Aż żal. Bo przepaść między pokoleniami rośnie. Bo "nowoczesne" pieśni na tym tracą. Bo "tradycyjne" wymierają wraz z jej wykonawcami.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także