Małżeństwo po włosku

W pierwszą niedzielę Adwentu w Kościele we Włoszech wejdzie w życie znacznie odmieniony rytuał liturgii małżeńskiej. Wszystkie zmiany, zaakceptowane przez Rzym, dają do myślenia. Niektórzy zapewne uznają je za dyskusyjne czy trudne do zaakceptowania, inni już dzisiaj przyjmują je z radością. Jedno jest pewne: w oczach włoskich biskupów współczesna kryzysowa sytuacja instytucji małżeństwa i dzisiejsze nauczanie Kościoła o nim domagają się zmian w sprawowaniu liturgii małżeńskiej we Włoszech.

„Niektóre zmiany są wynikiem głębszego teologicznego rozumienia, podczas gdy inne wiążą się z kulturowymi przeobrażeniami” – powiedział amerykańskiej agencji CNS ks. Sergio Nicolli, zajmujący się sprawami małżeńskimi we włoskim episkopacie. Najbardziej zasadnicza zmiana – z teologicznego punktu widzenia – dotyczy tekstu roty przysięgi małżeńskiej. Tradycyjna formuła tej przysięgi brzmi: „Ja… biorę Ciebie… za żonę (męża) i ślubuję Ci…”. Włoscy biskupi zdecydowali się zastąpić słowa „biorę Ciebie” (prendo te) przez „przyjmuję Cię” (accolgo te). Warto w tym kontekście wiedzieć, że już wcześniej episkopat Francji zaakceptował podobną zmianę, tyle że we Francji dopuszczalne są dwie wersje roty. W jednej pojawiają się słowa „biorę Ciebie”, w drugiej „przyjmuję Cię”.

Ks. Nicolli, jak informuje włoska agencja AGI, powiedział, że zmiana w rocie przysięgi podkreśla aspekt daru, o jaki chodzi w miłości małżeńskiej. We współczesnej kulturze, naznaczonej duchem konsumpcjonizmu i dążeniem do tego, by więcej „mieć”, niż bardziej „być”, słowa „biorę Ciebie” mogą sprawiać wrażenie, że współmałżonek jest rodzajem przedmiotu, którym w jakimś sensie można manipulować. Jeśli można „brać” małżonka, to można również go „wyrzucić” – zauważyli, jak relacjonuje Katolicka Agencja Informacyjna, włoscy biskupi. Tymczasem miłość jest darem Boga, którego Biblia nazywa Miłością. Skoro małżonkowie są Bożym darem dla siebie, a daru nie „bierze się”, ale go „przyjmuje”, to dla ścisłości i głębszego oddania prawdy, o jaką chodzi w nauczaniu Kościoła o sakramencie małżeństwa, warto dokonać małej, ale przecież ważnej zmiany w tradycyjnej formule przysięgi małżonków.

Nowa formuła pozwala wyraźniej niż dotychczas na ukazanie istotnej roli Boga w spotkaniu się miłości kobiety i mężczyzny oraz w zawieraniu przez nich sakramentu małżeństwa. Jaśniej też wyraża wdzięczność współmałżonków za to, że Bóg postawił ich sobie na drodze i wybrał ich dla siebie.

Inna teologicznie zmiana we włoskiej liturgii małżeńskiej dotyczy początku kościelnej procesji małżonków do ołtarza. Tradycyjnie procesja ta zaczyna się od drzwi kościoła. W nowej liturgii małżonkowie mają zaczynać swoją „wędrówkę ku sakramentowi” od chrzcielnicy, idąc z zapalnymi świecami w dłoniach. „W ten sposób – powiedział ks. Nicolli – podkreślony zostaje ścisły związek między małżeństwem i powołaniem, jakiego udziela chrzest”. „Małżeństwo jest odpowiedzią na Boże powołanie” – dodał.

Odnowa włoskiej liturgii małżeńskiej wiąże się także ze współczesnymi kulturowymi przeobrażeniami, z których na czoło wysuwa się zjawisko sekularyzacji społeczeństw. W efekcie we Włoszech, jak i w innych krajach europejskich, stale spada liczba praktykujących katolików, co wcale nie znaczy, że zmniejsza się popularność ślubu kościelnego. Mając to na uwadze, biskupi Italii proponują dwie formy zawierania sakramentu małżeństwa: podczas Eucharystii – dla katolików praktykujących, a dla niezwiązanych z życiem kościelnym – ceremonię skromniejszą, „tylko” podczas liturgii Słowa Bożego. Na zakończenie tej drugiej przewidziano ofiarowanie małżonkom egzemplarza Pisma Świętego.

Niektórzy już dziś zmienioną włoską liturgię małżeńską określają, nie kryjąc niejakiej dezaprobaty, jako „nowy rytuał małżeństwa”. Z taką interpretacją nie zgadzają się jej twórcy. Przekonują, że nie chodzi im o rytuał nowy, ale o odnowę starego, o dostosowanie dotychczasowego rytuału do współczesnej złożonej sytuacji. I zapewnienia te brzmią przekonująco – choćby zmiana „biorę Ciebie" na „przyjmuję Cię” jaśniej i głębiej pozwala oddać to, co i tak kryło się w „starej” formule, a co współcześnie domaga się wyraźniejszego podkreślenia.

Józef Majewski

Artykuł pochodzi z Gościa Niedzielnego.

 

 

Zobacz także