Mam z tym problem

Różne chodziły mi po głowie tytuły tego tekstu. Myślałem o "Problem nadmiernej manipulacji" albo o "Imperatyw centralizacji - nadmiar manipulacji" i tym podobnych. Brzmią one jednak agresywnie i ustawiają mnie od razu po stronie bezkompromisowego krytyka. A to, o czym chcę napisać to raczej poczucie niepewności i pewnego "dziejowego" lęku. I natrętne przeczucie, że "coś tu nie gra".

Kontekst. Byłem na pielgrzymce. Specyficznej, ponieważ jej korzenie tkwią w słynnych pielgrzymkach "Ludzi różnych dróg" (czyt. hipisów, anarchistów i generalnie misfits), organizowanych i prowadzonych przez salezjanina ks. Szpaka. "Dakota" – tak nazywa się ta moja pielgrzymka ze względu na licznie biorących w niej swego czasu udział indianistów (których już nie ma) – wyodrębniła się od "Szpaka" 19 lat temu i aktualnie jej charakter nie ma już praktycznie nic wspólnego z macierzą, poza kilkoma szczegółami, które są w tym momencie nieistotne. W tej chwili jest to przede wszystkim pielgrzymka rodzin z dziećmi (w tym roku na ok. 70 osób, blisko połowę stanowiły dzieci w wieku od 2 miesięcy do wczesnych lat "nastu"), która co roku wychodzi z innego miejsca i idzie do innego sanktuarium. Uczestnicy pochodzą z bardzo różnych miejsc w całej Polsce, a od paru lat również z zagranicy (przede wszystkim z Niemiec). Śpi się w namiotach, czasem szkołach czy salkach katechetycznych, itd. Zacząłem chodzić na "Dakotę" 13 lat temu, kiedy byłem jeszcze zbuntowanym hipisem. Teraz jestem mężem, ojcem trójki dzieci, o.m.c. doktorem i adminem liturgia.pl (:-))) i chodzę tam dalej z całą rodziną, bo jest to "miejsce" dla mnie (nas) bardzo ważne.

Rzecz, z którą mam problem wiąże się z liturgią. Na "Dakocie" odprawiamy normalną mszę w formie zwyczajnej. Dobór pieśni śpiewanych podczas liturgii jest dość specyficzny, ponieważ stanowi swojego rodzaju konglomerat, w którego skład wchodzą m.in.  kanony z Taize, trochę śpiewów wywodzących się ze środowisk oazowych, charyzmatycznych czy neokatechumenalnych, a od jakiegoś czasu także pieśni dominikańskie. Jako że "Dakota" jest szczególną wspólnotą, która gromadzi się razem tylko na dwa tygodnie w roku, ten zestaw pieśni śpiewanych od lat i ewentualnie rozszerzany, jest czymś w rodzaju tradycji (albo, jeśli kto woli, "tradycyjki") tej grupy, jej "lokalnym" liturgicznym obyczajem. Problem tkwi w tym, że kilka spośród tych pieśni zawiera imię Jahwe, którego, zgodnie z papieskim nakazem bodaj z września ubiegłego roku, nie powinno się używać podczas liturgii. Co ma zrobić wspólnota, której zwyczaje liturgiczne – narosłe przez kilkanaście lat i przez cały ten czas nie wchodzące w konflikt z żadnym kościelnym przepisem – okazały się nagle być jeśli nie nieortodoksyjne (wszak Ojciec Święty uzasadnia swoją decyzję przede wszystkim teologicznie), to jakoś sprzeczne z "właściwym" odnoszeniem się do Boga?

Ktoś może powiedzieć Roma locuta, causa finita (czyt. morda w kubeł!), w końcu cóż znaczą jakieś "tradycyjki" marginalnych wspólnot. Ale czy w takim schemacie, odpowiednio powiększonym i czasowo rozciągniętym, nie odnajdą się np. tradycjonaliści? Krótko mówiąc, ten problem kilku śpiewów (notabene pod względem tekstu całkowicie biblijnych), które nagle stają się niewłaściwe, otwiera w moim umyśle pytanie i wątpliwość: czy nasz Kościół nie zaszedł za daleko w tendencji do odgórnego sterowania i manipulowania organiczną tkanką rytuału? Mam z tym problem, oj mam…


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Tomasz Dekert

Tomasz Dekert na Liturgia.pl

Urodzony w 1979 r., doktor religioznawstwa UJ, wykładowca w Instytucie Kulturoznawstwa Akademii Ignatianum w Krakowie. Główne zainteresowania: literatura judaizmu intertestamentalnego, historia i teologia wczesnego chrześcijaństwa, chrześcijańska literatura apokryficzna, antropologia kulturowa (a zwłaszcza możliwości jej zastosowania do poprzednio wymienionych dziedzin), języki starożytne. Autor książki „Teoria rekapitulacji Ireneusza z Lyonu w świetle starożytnych koncepcji na temat Adama” (WAM, Kraków 2007) i artykułów m.in. w „Teofilu”, „Studia Laurentiana” i „Studia Religiologica”. Mąż, ojciec czterech córek i dwóch synów.