Mamy już to, czego potrzebujemy

Komentarz do Ewangelii XXVI Niedzieli zwykłej, rok C

ŁazarzTymczasem wszystko co jest nam potrzebne do wierzenia, do otwarcia się na łaskę, do znalezienia drogi zbawienia, Pan Bóg dał nam już w swoim Słowie i w swoim Kościele, do którego zostaliśmy włączeni przez chrzest. Przez wieki tenże Kościół wypracował metody przekazywania Dobrej Nowiny i przez wieki czynił to z dobrym skutkiem.

„Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą”.

Od piętnastu lat jako kapłan obserwuję polską pobożność i zadziwia mnie pewne zjawisko. Wiara wielu katolików w naszym kraju opiera się gównie na emocjach. Można to zaobserwować szczególnie u osób starszych. Gdy pojawią się informacje o miejscach nowych objawień, czy dziwnych zjawiskach, lotem błyskawicy obiegają cały kraj i owocują licznymi pielgrzymkami do owych „niezwykłych miejsc”. Media, szczególnie te liberalne, mają wówczas używanie, szydząc z „ciemnoty ludu wierzącego”. Zastanawia mnie, że często trud pielgrzymowania do tych „cudowności” podejmują ludzie, których na co dzień trudno zobaczyć w kościele. Msza święta, spowiedź, komunia, są dla nich mało atrakcyjne. Oni potrzebują mocniejszych bodźców i silniejszych wrażeń aby uwierzyć. Tyle tylko, że gdy emocje opadają, ich wiara słabnie lub w ogóle zanika.

Kwestia emocjonalności wiary nie dotyczy bynajmniej tylko starszego pokolenia. Coraz częściej problem ten dotyka ludzi młodych. Często z ich ust można usłyszeć stwierdzenia, że „Kościół jest martwy”, że „nie ma w nim życia”. Tak naprawdę jest to wołanie o wiarę, która nimi wstrząśnie, poruszy ich wnętrze, zaskoczy czymś niecodziennym i niezapomnianym. Dlatego tak często młodzi poszukują doznań w ruchach charyzmatycznych, grupach protestantyzujących, niekonwencjonalnych sposobach przeżywania modlitwy. Niestety, także my kapłani wpisujemy się w ten nurt, prześcigając się w udziwnianiu nabożeństw, organizowaniu niestandardowych rekolekcji, szokowaniu sposobem głoszenia kazań. Nie ma się co dziwić. Granie na emocjach przynosi szybkie efekty. Tyle tylko, że często są to efekty krótkotrwałe tzw. „słomiany zapał”. Po powrocie do domów, czy rodzinnych parafii, młodzi ludzie nie potrafią już przeżywać zwykłej mszy, nie zadawala ich adoracja w ciszy czy tradycyjne nabożeństwo gorzkich żali. W skrajnych wypadkach mówią, że Kościół jest martwy i odchodzą, w przypadkach mniej drastycznych po prostu przestają praktykować, zapadają w duchowy letarg, czekając do następnego pełnego emocji spotkania.

Tymczasem wszystko co jest nam potrzebne do wierzenia, do otwarcia się na łaskę, do znalezienia drogi zbawienia, Pan Bóg dał nam już w swoim Słowie i w swoim Kościele, do którego zostaliśmy włączeni przez chrzest. Przez wieki tenże Kościół wypracował metody przekazywania Dobrej Nowiny i przez wieki czynił to z dobrym skutkiem. Ludzie Kościoła nie muszą więc dziś eksperymentować, wystarczy że dobrze zrobią to, co do nich należy. Tak naprawdę codzienne przeżywanie naszej wiary nie zależy od takiego czy innego proboszcza, od takiego czy innego kazania, od takiej czy innej formy nabożeństwa, ale od tego w jakim stopniu ja sam, jako człowiek, otworzę się na działanie łaski i pozwolę się jej przemieniać.

Parafrazując słowa Chrystusa z dzisiejszej przypowieści „O bogaczu i Łazarzu” można zakończyć to krótkie rozważanie sentencją: „Jeśli nie czytają Słowa Bożego i nie słuchają Kościoła, który je interpretuje, to choćby objawiła się im Matka Boża w otoczeniu chórów anielskich  – nie uwierzą”… A jeśli uwierzą, to na krótko i powierzchownie.

Piotr Cuber OFMConv.

 

Zobacz także

Tomasz Dekert

Tomasz Dekert na Liturgia.pl

Urodzony w 1979 r., doktor religioznawstwa UJ, wykładowca w Instytucie Kulturoznawstwa Akademii Ignatianum w Krakowie. Główne zainteresowania: literatura judaizmu intertestamentalnego, historia i teologia wczesnego chrześcijaństwa, chrześcijańska literatura apokryficzna, antropologia kulturowa (a zwłaszcza możliwości jej zastosowania do poprzednio wymienionych dziedzin), języki starożytne. Autor książki „Teoria rekapitulacji Ireneusza z Lyonu w świetle starożytnych koncepcji na temat Adama” (WAM, Kraków 2007) i artykułów m.in. w „Teofilu”, „Studia Laurentiana” i „Studia Religiologica”. Mąż, ojciec czterech córek i dwóch synów.