Maryja modli się za nas

22 grudnia, liturgia słowa: 1 Sm 1, 24-28; Łk 1, 46-56

Święta Maryjo, módl się za nami teraz i w godzinie śmierci naszej. Amen.

Właśnie dzisiaj w Ewangelii przeczytaliśmy modlitwę Maryi. Jest to jedyny tekst, jaki znamy, zawierający Jej modlitwę. I to, co dla nas bardzo istotne: w modlitwie tej dominuje troska o pokornych i ubogich - tych, którzy oczekują Pana. Ona modli się za nas! Przyjrzyjmy się dokładniej Jej słowom.

„Wielbi dusza moja Pana” – modlitwa Najświętszej Maryi Panny rozpoczyna się od uwielbienia. Prawdziwe uwielbienie zawsze jest odpowiedzią na szczególne doświadczenie, na dostrzeżenie dobra, które zachwyca. U Najświętszej Maryi Panny uwielbienie Boga jest odpowiedzią na orędzie, jakie usłyszała od Elżbiety:

Błogosławionaś Ty między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona … Błogosławiona [jest], która uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Jej od Pana (Łk 1,42.45).

Zazwyczaj na taką „pochwałę” reagujemy zażenowaniem, próbujemy zaprzeczać: „ależ nie ja, to tylko tak się wydaje…” lub: „dziękuję, jest mi bardzo miło, że mnie tak wysoko oceniono”, lub podobnie. Natomiast Maryja reaguje zupełnie inaczej. Nie ma u Niej żadnego odniesienia do siebie, nie traktuje Bożej łaski w kategoriach osobistego sukcesu i wyróżnienia. Ona nie zaprzecza prawdzie, nie stara się od niej uciekać, ale ją spokojnie przyjmuje, wiedząc, że jest darem Boga i dlatego od razu zwraca się do Niego z dziękczynieniem i uwielbieniem za „wielkie rzeczy”, jakie uczynił. Zarówno pycha, jak i fałszywa skromność, a nawet zwykłe zażenowanie biorą się stąd, że pochwałę odnosimy do siebie. Kiedy sami siebie stawiamy w centrum, słowa pochwały uderzają w nas i albo nam schlebiają, albo powodują nasze zawstydzenie. Maryja reaguje inaczej – odpowiada uwielbieniem Boga. Potrafi odczytać całą powierzoną Jej tajemnicę jako łaskę Bożą. Jest to znamię czystości ducha, co wyraziło się wcześniej w słowach anioła z pozdrowienia: „pełna łaski”, dosłownie: „ogarnięta łaską”. Maryja pozbawiona jest jakiegokolwiek „zranienia” egocentryzmem, który jest najbardziej widocznym znakiem grzechu pierworodnego.

Dalej mówi Ona: i raduje się duch mój w Bogu, Zbawicielu moim (Łk 1,47). To Bóg jest w centrum, nie Ona. Taka postawa jest u Niej bardzo konsekwentna. Przy zwiastowaniu, w odpowiedzi na słowa anioła, powiedziała: Oto służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego (Łk 1,38). Tłumaczenie Biblii Tysiąclecia zawiera w tekście „ja”, którego nie ma w oryginale greckim. Brak jakiegokolwiek zatrzymania się na własnym „ja” podkreśla bezwarunkowość oddania. Wyrażają je także dalsze słowa Magnificat: Bo wejrzał na uniżenie swojej Służebnicy (Łk 1,48).

W tym momencie, wydaje się, dotykamy zasadniczej postawy, która umożliwia nasze otwarcie. Jest nią uniżenie, a mówiąc precyzyjniej – pokora. Polega ona na otwarciu na pełną prawdę. Istnieje ścisłe powiązanie pomiędzy przyjęciem swojej małości i dostrzeżeniem wielkości Boga i Jego łaski. Tylko człowiek świadomy swojej małości może prawdziwie zobaczyć i radować się wielkością Boga. Wielbi stanowi przekład greckiego megalynej i łacińskiego magnificat, co dosłownie znaczy: sławić wielkość. Tylko człowiek przyjmujący swoją małość, człowiek, który się uniża, który nie nosi w sobie ambicji bycia wielkim, może prawdziwie radować się wielkością Boga. Ambicja wielkości, jak wiemy, stała się przyczyną grzechu pierworodnego: „będziecie jak Bóg…”.

Opowiadano mi kiedyś o ciekawej szopce na Boże Narodzenie. Miała kształt domku z jednym okienkiem. Okienko zrobiono na wysokości małego dziecka. Jeżeli dorosły chciał zajrzeć do środka, musiał się schylić albo nawet kucnąć. Kiedy zajrzał do środka, to poza zwykłym żłobkiem, dzieciątkiem, figurkami Maryi, Józefa, zwierząt i pasterzy zobaczył napis: „O ile jesteś wielki, musisz się uniżyć, aby zobaczyć”.

Ta sentencja jest niezmiernie trafna. Aby zobaczyć prawdę, trzeba się uniżyć, trzeba wyzbyć się ambicji bycia wielkim w swojej mądrości. Księgi mądrościowe Starego Testamentu powtarzają wiele razy: bojaźń Boża początkiem mądrości (zob. Ps 111,10; Prz 1,7; 9,10). Otóż bojaźń Boża to nie lęk, który paraliżuje, ale pokora, skromność i respekt wobec wielkości Boga. Przypomina się w tym momencie błogosławieństwo z Kazania na Górze: Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię … Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą (Mt 5,5.8).

Pycha, wyniosłość nie pozwalają zobaczyć prawdy i jednocześnie nie pozwalają radować się szczerze.

Oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia, Gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny, a Jego imię jest święte (Łk 1,48n).

Świadomość swojej małości pozwala dostrzec ogrom obdarowania, który zdumiewa. Zachwyt nad wspaniałością świata i życia jest uznawany za jedno ze źródeł myślenia, a tym samym za źródło odkrycia własnej tożsamości. Takie odkrycie zmienia zupełnie nasze widzenie rzeczywistości: świata, siebie na nim i Boga. Magnifikat jest świadectwem takiego innego widzenia rzeczywistości.

Magnifikat można wyróżnić dwie części. Pierwsza jest osobistym dziękczynieniem i uwielbieniem Boga przez Maryję za usłyszane słowa, do Niej skierowane. Natomiast druga, do której Maryja przechodzi spontanicznie, odnosi się do Izraela i całej ludzkości, wobec której Bóg wypełnia swoje obietnice. Swoje obdarowanie Maryja od razu widzi w służbie ludu Bożego. Jej modlitewna troska tutaj się koncentruje.

Jeżeli spojrzymy na treść tych wersetów i porównamy ją z tym, co obserwujemy na świecie, to wydaje się, że jest zupełnie inaczej. Maryja mówi:

rozproszył pyszniących się zamysłami serc swoich. Strącił władców z tronu, a wywyższył pokornych. Głodnych nasycił dobrami,
a bogatych z niczym odprawił (Łk 1,51-53).

Co zacytowane słowa mają wspólnego z tym, co obserwujemy w świecie? Przecież ludzie bogaci bogacą się coraz bardziej, a biedni biednieją. Pyszni się wynoszą i zdobywają stanowiska, pieniądze, znaczenie i sławę. Tak patrzymy w naszej doczesnej perspektywie. Ale przecież to, co dzisiaj jest, jutro przestaje mieć znaczenie! Maryja to widzi i dlatego w Jej widzeniu wszystko wygląda inaczej. Aby tak widzieć, jak Ona, trzeba zmienić swoje spojrzenie, potrzebna jest przemiana myślenia, metanoja, czyli przemiana serca. Nowe patrzenie jest możliwe dzięki innemu światłu. Tym światłem jest Chrystus przychodzący na świat. Co to za światło?
Nieraz słyszałem pytanie ludzi zbuntowanych: „Dlaczego Bóg pozwala na niezawinione cierpienia i ogromną niesprawiedliwość dziejącą się na świecie?!”. Jego odpowiedzią nie są żadne wyjaśnienia. Bóg się nie usprawiedliwia. On narodził się w postaci człowieka i podjął cały ciężar ludzkiego cierpienia i śmierci. Co czyni Bóg wobec zła świata? Oto staje się człowiekiem, bierze krzyż i idzie na Golgotę. Zmartwychwstanie staje się światłem, które pozwala zobaczyć zbawienie zawarte w Jego krzyżu. Światłem Chrystusa jest niezachwiana ufność, że ostatecznie zwycięża prawość, że wszystkie cierpienia, doznane niesprawiedliwości i śmierć nie odłączają nas od Niego, a nawet są udziałem w Jego krzyżu i przez to dają nadzieję na życie w Zmartwychwstaniu. Wspaniałym przykładem jest dla nas NMP, która, jak wierzymy, została wzięta do nieba.

Zauważmy, jak w życiu Pana Jezusa realizowało się to widzenie Maryi. Kiedy Pan Jezus się narodził, dostęp do Niego mieli wszyscy, szczególnie ubodzy. Później sam żył między ubogimi. Podczas Jego działalności także gromadzili się wokół Niego ludzie biedni i cierpiący. Niewiele jest opisanych spotkań z bogatymi i rządzącymi. I właściwie Jezus nie ma im wiele do powiedzenia. Znamienne jest Jego spotkanie z królem Herodem, który chciał Go zobaczyć i usłyszeć coś ciekawego. Pan Jezus nie miał mu jednak nic do powiedzenia.

Święty Paweł napisze po latach w Liście do Rzymian: Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam? (Rz 8,31). Jeżeli Bóg z nami, jeżeli Bóg jest Emmanuelem, to któż przeciwko nam!? Co jest w stanie odłączyć nas od Jego miłości? Ani śmierć, ani prześladowania, ani żadne siły. To jest światło – Jezus Chrystus-Emanuel.

Włodzimierz Zatorski OSB

Fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”, t. 1, Tyniec 2010. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.

 

Zobacz także