Merle Haggard (1937-2016)

Wpis na temat zupełnie nietypowy, tak żeby na chwilę odejść od bardzo intensywnej „bieżączki”. Nie, nie, Merle Haggard nie był ani liturgistą ani moim współbratem zakonnym. Był jednym z najważniejszych współczesnych muzyków country. Zmarł w ubiegłym miesiącu, po długiej i ciężkiej chorobie, na swoim ranczo w Kalifornii, w dzień swoich 79. urodzin.

Nie było dotąd okazji pisać o tym na blogu, ale od czasów licealnych interesuję się muzyką country i lubię jej słuchać, co się nie zmienia mimo upływu czasu. Zaraził mnie mój nieco starszy kolega szkolny Piotr Bułas (często przynosił do szkoły swoje profesjonalne banjo 5-strunowe i grywał na przerwach z kolegą gitarzystą), który zresztą do tej pory jest czynny w tej branży. Połknąwszy bakcyla, zacząłem wtedy regularnie słuchać ówczesnych radiowych audycji Korneliusza Pacudy „Gitara, banjo i country” (PR 1, piątek o 17.25) i „Wszystkie drogi prowadzą do Nashville” (PR 3, sobota o 15) i sporo nagrywałem z radia na kasety, ale tych kaset już dawno nie mam. Szybko wpadł mi  w ucho m.in. Merle Haggard i nawet sporo jego piosenek miałem wtedy na swoich kasetach. Bardzo charakterystyczny niski głos, większość piosenek utrzymana w przyjemnym, spokojnym rytmie. Przy tym nie chciał śpiewać banalnych piosenek o niczym, a w niektórych otwarcie dawał wyraz swojej irytacji na politpoprawność. Należał do nurtu „outlaws”, przeciwstawiajacego się zbytniej komercjalizacji muzyki country.

Nie będę robił z niego bohatera czy świętego, bo nie był ani jednym ani drugim. Ale był znaczącym wykonawcą i również autorem, tak że mam wciąż sentyment do jego piosenek. Dowiedziawszy się o jego śmierci powracam do jego nagrań i kilkoma chciałbym się poniżej podzielić:

„Big city” – piosenka autorstwa Haggarda, tytułowy utwór z płyty z 1981 r., tu w nagraniu koncertowym z 2009 r. Piosenka kontestująca wyścig szczurów w wielkim mieście, niszczący uczciwie pracującego człowieka. Autor prosi, by wielkie miasto puściło go wolno i zostawiło gdzieś tam pośrodku Montany, niech ono sobie zabiera emeryturę i tzw. zabezpieczenie społeczne („and keep your retirement and so-called social security”):

 

Okie from Muskogee” – piosenka o dumie z własnego kraju. Ten sam koncert z 2009 r., natomiast piosenka jest z 1969 r. (Haggard jest współautorem). Po wylansowaniu piosenki odbiorcy nie bardzo wiedzieli czy należy ją odczytywać wprost czy może jako ukrytą kpinę. Haggard wyjaśnił, że piosenka zrodziła się z irytacji wobec protestów przeciw wojnie w Wietnamie, ktore oceniał jako niemoralne: „Młodzi, którym niczego nie brakuje, wychodzą i krzyczą przeciw czemuś o czym nic nie wiedzą” – mówił, jawnie kontestując w ten sposób ówczesny ruch hipisowski. Na tym nagraniu Haggard śpiewa razem z Willie Nelsonem, z którym się przyjaźnił i wielokrotnie współpracował:

 

Me and Crippled Soldiers” – piosenka z 1989 r. i z tego czasu pochodzi nagranie. Ta piosenka z kolei wyraża gniew Haggarda wobec decyzji Sądu Najwyższego, który w 1989 r. zezwolił na palenie amerykańskiej flagi podczas manifestacji, uzasadniając to pierwszą poprawką do Konstytucji. Jak śpiewa Haggard (piosenka jest jego autorstwa), paląc swoją flagę, palisz i wdeptujesz w ziemię własną chwałę. Firmy fonograficzne odmawiały Haggardowi wydania płyty z tą piosenką:

 

Dalej proponuję dwa duety z Willie Nelsonem, z ich wspólnej płyty „Pancho and Lefty” z 1983 r. Najpierw piosenka tytułowa, którą napisał teksański autor Townes Van Zandt (1944-1997). Jest to opowieść o meksykańskim „outlaw” Pancho, który ginie za sprawą Lefty, który z kolei zdaje się być dawniejszym wspólnikiem Pancho, opłaconym przez meksykańskich „federales” (tekst nie dopowiada wszystkiego do końca i jest otwarty na różne interpretacje). Nagranie z oficjalnym videoclipem, w roli umierającego Pancho – Willie Nelson, jako Lefty – Merle Haggard, a jako meksykański oficer dowodzący oddziałem federales  – sam autor piosenki Townes Van Zandt:

I jeszcze z tej samej płyty piosenka „Reasons to Quit”:

(„Pancho and Lefty” i „Reasons to Quit” były pierwszymi piosenkami w wykonaniu Haggarda, jakie nagrałem z radia z audycji Pacudy w 1983 r.)

 

I jeszcze dwie piosenki w wykonaniu Merle Haggarda solo. Najpierw własna sentymentalna piosenka wspomnieniowa z 1975 r. „The Way it was in 51”, czyli jak to było w 1951 r. Trochę na zasadzie tęsknoty za dobrymi czasami młodości: „wolno tańcząc blisko siebie, gdy grała ballada, bo to coś co nazywają rock’n’roll dopiero miało nadejść”, a „Hank [Williams] i Lefty [Frizzell] gromadzili tłumy przy szafach grających, tak to było w 51” (z refrenu):

 

I na zakończenie piosenka „Waiting for a Train”, z płyty „Same Train, A Different Time”, wydanej w 1969 r. Piosenka jest autorstwa wielkiego Jimmie Rodgersa (1897-1933), nazywanego ojcem muzyki country. Cała tamta płyta była uhonorowaniem pamięci Rodgersa:

Następstwo pokoleń. Merle Haggard uczcił wówczas pamięć Jimmie Rodgersa, teraz sam przechodzi do historii jako jeden z „gigantów” muzyki country.

Niech Merle Haggard spoczywa w pokoju! Modlę się o zbawienie jego duszy.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Maciej Zachara MIC

Maciej Zachara MIC na Liturgia.pl

Urodzony w 1966 r. w Warszawie. Marianin. Rocznik święceń 1992. Absolwent Papieskiego Instytutu Liturgicznego na rzymskim "Anselmianum". W latach 2000-2010 wykładał liturgikę w WSD Księży Marianów w Lublinie, gdzie pełnił również posługę ojca duchownego (2005-2017). W latach 2010-2017 wykładał teologię liturgii w Kolegium OO. Dominikanów w Krakowie. Obecnie pracuje duszpastersko w parafii Niepokalanego Poczęcia NMP przy ul. Bazylianówka w Lublinie. Ponadto jest prezbiterem wspólnoty neokatechumenalnej na lubelskiej Poczekajce, a także odprawia Mszę św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego w rektoralnym kościele Niepokalanego Poczęcia NMP przy ul. Staszica w Lublinie....