Metoda małych kroków

Już jakiś czas temu, chyba dwa lata temu, w Jarosławiu podczas Festiwalu „Pieśń naszych korzeni” z DOLową ekipą braliśmy udział w seminarium „Ukorzenić nowy ryt”. Spotkałem się z wieloma głosami krytyki, ponieważ wierzę, że tzw. NOMowi niczego nie brakuje.

No, może nie „niczego”, bo brakuje mu kilku wskazówek, które pozwoliłyby na celebrację pełną mądrej duchowości – czyli takiej, która jest budowana na tradycyjnej katolickiej teologii. Nie chcę przez to powiedzieć, że sprawowanie NOM bez tych dodatkowych „rubryk” jest niemądre albo skazane na błąd. Nie jest. NOM jest rytem mojej matki – ukochanego Kościoła. Ryt i Kościół są tak ściśle powiązane ze sobą, że gdy mówię „Zostałem w nim ochrzczony, bierzmowany, obdarowany Eucharystią" mam zarazem na myśli i Kościół, i ryt.

Zdarza się jednak, że tu i ówdzie jakiś ksiądz lub wspólnota celebrują święte sakramenty w ten sposób, że odnoszę wrażenie czegoś mało ważnego, niepewnego lub wyłącznie ludzkiego. Mówię tu o wrażeniu, odbiorze psychologicznym, który wywołuje forma konkretnej celebracji, a nie ryt sam w sobie. Najczęściej dotyczy to sytuacji, w których prezbiter lub zgromadzenie bez zrozumienia „dokładają” coś od siebie do rytu Kościoła. Myślę, że są to nadużycia nieświadome, powodowane dobrymi chęciami, często bardzo pobożnych osób, które w zapale, zauroczeniu jakimś wybranym aspektem liturgii, ekstrapolują go nie do zniesienia na całą liturgiczną modlitwę Kościoła (np. przeżywanie wspólnoty, które dominuje ofiarny charakter mszy). Sądzę też, że poczucie, o którym mówię, jest bliskie katolikom związanym z VOM. Spotkałem wiele takich osób, które szanuję za ich wiarę i gorliwość o powagę, świętość i prawdę obrzędów. Martwię się tylko czasem, że nie mogę z nimi dzielić ich gorliwości, która podobna jest niekiedy do płomienia rozniecanego pod stosem, na którym chcieliby spalić jeśli nie ludzi to przynajmniej księgi związane z NOM.

Stąd pomysł na ten wątek. Chciałbym Wam zaproponować refleksję na temat tego, co można zaproponować księżom i wspólnotom, by celebrując NOM, nie popełniali błędów lub więcej: pozwolili mu oddychać pełną piersią tradycji katolickiej. 

Osobiście mam kilka propozycji, które może wydadzą się Wam banalne ale moim zdaniem bardzo by pomogły nadać celebracji pełną powagi formę.

1. Drodzy księża, zrezygnujcie ze wstępów do mszy i kolejnych jej części. Ryt powinien sam wprowadzać uczestnika w swoje akrana. Wstępy, zachęty itp. dobre są na spotkaniach modlitewnych. Ryt powinien być obiektywną sprawą, która dzieje się sama, a my tylko się do niej dołączamy.

2. Drogie schole, nie stawajcie tak, by Was widziano. Nigdy, ale to przenigdy nie stawajcie twarzą do zgromadzenia. Bądźcie jak dobry sługa, ukryty, dyskretny a jednak niezbędny. Zawsze w kierunku ołtarza, z boku, za filarem. A jeśli na przedzie zgromadzenia to zawsze w kierunku celebracji: ku ołtarzowi.

3. Drodzy księża, celebrujcie przed Bogiem Ojcem, nie przed ludem. To Chrystus Pan odprawia święte obrzędy. Zgromadzenie jest pełne Jego obecności, dlatego nie trzeba zgromadzeniu pokazywać tego, co się robi. To ono działa. A raczej Pan jego. A działa wobec Ojca. Was wybrano, byście stali na jego przedzie. Służyli mu w tym, co chce zrobić: oddać chwałę Bogu. Ilekroć sprawujecie wobec ludzi a nie wobec Boga, dopuszczacie się fatalnego błędu, przeczącego Waszemu powołaniu. Na przykład, Hostię należy – jak mówią przepisy – ukazać. Ale przecież nie ludziom tylko Ojcu. Wysoko ją podnoście. Do nieba. 

4. Drodzy wierni, kazanie nie jest najważniejszą częścią mszy. Msza nie ogranicza się do tego, co uda się Wam usłyszeć. Ważniejsze jest przyniesienie daru czystego serca i ofiary, którą włączycie w ofiarę Pana. Ważniejsze jest, by przyjąć ofiarę innych i w komunii ją wspólnie ofiarować.

5. Nie jesteście sami. Liturgia to nie rzecz prywatna i nie można jej przeżywać w pojedynkę. Szczególnie moment komunii jest czasem uświadomienia sobie jedności dzięki jednemu Ciału, które spaja Kościół. Nie bądźcie egocentryczni. To nie Wy przyjmujecie Pana Jezusa do swojego serduszka. To Pan nasz Jezus Chrystus Was przyjmuje do jedności z Bogiem Ojcem w mocy Ducha Świętego, a dzieje się to w Kościele.

6. Drodzy zakrystianie, nie podkładajcie księdzu karteczek, skoroszytów, bryków na ambonę. Używajcie ksiąg liturgicznych. Ksiądz nie chce brać udziału w spotkaniu z wiernymi, do którego potrzebuje ściągi spreparowanej przez taką czy inną mądrą głowę. Bardziej mu zależy, żeby przewodniczyć modlitwie Kościoła, który sam daje mu mapę na całe życie.

7. Drodzy organiści, nie starajcie się stworzyć atmosfery modlitwy, nie „ziuziajcie” wiernych klimatycznymi piosenkami. Prowadźcie lud w modlitwie, bo do pomocy w tym zadaniu zostaliście wyznaczeni. Prowadźcie ale nie zawłaszczajcie jej. Kościół często potrzebuje pieśni pełnych mocy, by wyrazić wiarę w Zbawiciela, który pokonał śmierć. Więcej, by wypowiedzieć Jego słowa ogłaszające zbawienie.

I tak dalej i tak dalej… Zapraszam do dodawania swoich wskazówek i propozycji.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Tomasz Grabowski OP

Tomasz Grabowski OP na Liturgia.pl

Od początku zaangażowany w działalność Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego, w latach 2005-2010 jego dyrektor, a od przekształcenia w Fundację – prezes w latach 2010-2016. Od września 2016 r. prezes Wydawnictwa Polskiej Prowincji Zakonu Kaznodziejskiego „W drodze” w Poznaniu i stały współpracownik Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.