Mieć oczy do patrzenia

Środa I tyg. wielkiego postu, lit. słowa: Jon 3, 1–10; Łk 11, 29–32

A oto tu jest coś więcej niż Jonasz (Łk 11,32).

Dziwi nas oczekiwanie, z jakim Pan Jezus zwraca się do ludzi. Oczekuje od nich, że powinni rozpoznać w Nim Mesjasza, posłańca Bożego, a być może nawet domaga się, by rozpoznali w Nim Syna Bożego, na co wskazuje choćby dialog z Filipem. Po ludzku biorąc, nie było to takie łatwe.

Nosimy w sobie wiele niepewności, wątpliwości, szczególnie jeżeli spotykamy się z rzeczywistością, która nas przerasta. Tylu było oszustów, ludzi, którzy uważali się za mesjaszy, pociągali za sobą tłumy, a wszystko kończyło się tragedią. Pamiętamy wywód Gamaliela przed sanhedrynem w obronie uczniów Chrystusa, w którym przytacza podobne przykłady z tego czasu. Niemniej Pan Jezus wręcz domaga się widzenia i rozpoznania w Nim przynajmniej posłańca od Boga. w dzisiejszej Ewangelii mamy przykład Jego zirytowania się na ludzi, bo domagają się od Niego znaku, niejako udowodnienia, że jest Mesjaszem.

Przypominają się w tym miejscu pokusy, jakie przeżywał na pustyni: Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół, jest bowiem napisane:

Aniołom swoim rozkaże o Tobie, a na rękach nosić Cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień (Mt 4,6 – Ewangelia z minionej niedzieli).

Szatan kusił Go, by sprawdził, czy rzeczywiście jest Mesjaszem. Pan Jezus odmówił: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego (Łk 4,12). Domaganie się od Jezusa znaku przypomina owo kuszenie. i trzeba powiedzieć, że bierze się ze sposobu widzenia rzeczywistości przez człowieka po upadku. Grzech pierworodny właściwie polega na utracie pierwotnej ufności w odniesieniu do Boga. Od tego momentu człowiek potrzebuje potwierdzenia zewnętrznego, dowodu, aby uwierzyć. Takie nastawienie trwa do dzisiaj, a nawet dzisiaj szczególnie nabrało intensywności. Czy Ty rzeczywiście jesteś Mesjaszem? Udowodnij to!

Chrystus nosi w sobie życie nieskalane grzechem, dlatego sceptycyzm ludzi Go dziwi, wręcz oburza, tym bardziej, że w ludzkiej postawie pobrzmiewa grzech, który zranił Boga. On, jako nowy Adam, przywraca właściwą więź z Ojcem. Nie może zatem ulec tej zranionej ludzkiej mentalności. On musi mieć w sobie bezwarunkowe zaufanie w stosunku do Ojca.

Jednocześnie Jego pretensja stanowi dla nas wezwanie do tego, by mieć oczy do patrzenia. Przykład pogan, jakimi byli Niniwici, jest dla Żydów wręcz upokarzający. Oni, którzy stanowią naród wybrany, mieliby się uczyć od nierozumnych pogan właściwego stosunku do Boga?!

U Boga nie ma względu na osobę, miły Mu jest ten, który słucha Go i idzie za Jego głosem: ani Żyd, ani kapłan, ani zakonnica, ani katolik zaangażowany… tylko człowiek, który potrafi przyjąć Boże wezwanie. Jak to się dzieje, że człowiek rozpoznaje głos Bożego wezwania w ustach drugiego człowieka? Pan Jezus mówi nam, że trzeba mieć uszy do słuchania (por. Mk 4,9 i inne). w Ewangelii według św. Jana daje piękny obraz owiec, które znają głos pasterza i dlatego idą za nim (zob. J 10,4). To słuchanie i rozeznanie dokonuje się w sercu człowieka. Zwykle mówimy o sumieniu. Katechizm określa je jako „sanktuarium człowieka, gdzie przebywa on sam z Bogiem, którego głos w jego wnętrzu rozbrzmiewa” (KKK 1776). w sumieniu istnieje otwarcie się na głos Boga, ale też ucieczka przed tym głosem. Człowiek szuka sobie innego głosu, który pozwala mu uzyskać potwierdzenie siebie, swoich wyborów, swojej wartości zgodnie z własnymi oczekiwaniami i wzorcami. Istnieje taka możliwość także u ludzi pobożnych. Zauważmy, że Pan Jezus spotyka takie zjawisko u wielu faryzeuszy. Należeli oni do najbardziej pobożnych ludzi, najbardziej wiernych tradycji i Bożemu Prawu. Uważali, że słuchają Boga. Niemniej litera Prawa zasłoniła im prawdziwy jego sens. Trzymanie się litery pozwalało im uwolnić się od słuchania sumienia, dając im jednocześnie poczucie sprawiedliwości. Boże, dzięki Ci, że nie jestem jak inni ludzie: zdziercy, oszuści, cudzołożnicy… (Łk 18,11).

Zupełnie inaczej wygląda interpretacja Prawa przez Pana Jezusa, jaką mamy w tak zwanym „Kazaniu na Górze”. Pan Jezus nie rozszerza jego zakresu, ale wnika w głąb jego sensu, wskazując na to, co się dokonuje w sercu: kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa (Mt 5,28). Przy takim podejściu do Prawa nikt nie może uczciwie powiedzieć, że nie zgrzeszył. Prawo nie tyle jest kryterium sprawiedliwości czy własnej doskonałości, ile szkołą wzrastania w człowieczeństwie. Dlatego też nikt nie może się czuć lepszy od innych. Tak przeżywane prawo budzi w sercu pokorę.

Natomiast faryzeusze, którzy uważali się za wiernych Bogu, za Jego sługi… nie przyjęli Syna Bożego, Jego żywego Słowa, gdy przyszło do nich. Stąd taki mocny wyrzut: Królowa z Południa powstanie na sądzie przeciw ludziom tego plemienia i potępi ich (…) Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je (Łk 11,31n). Na innym miejscu Pan Jezus mówi: Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego (Mt 21,31).

Potrzeba odwagi otwarcia serca, które pozwala zakwestionować swoją doskonałość. Normalnie nie jest to możliwe i nikogo z nas na to nie stać. Staje się to możliwe jedynie wówczas, gdy uwierzymy w miłość Bożą, która przerasta wszystkie nasze grzechy; kiedy wraz z Chrystusem, który w geście miłości do końca oddał za nas swoje życie, stajemy przed Ojcem, który jest miłością.

Włodzimierz Zatorski OSB

Fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”, t. 2a, Tyniec 2010. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.

 

Zobacz także