Międzyblogowo o adhortacji, Modlitwach eucharystycznych i znaku pokoju

Ponieważ jakiś czas temu zamknąłem swój profil na fb, straciłem możliwość pisania komentarzy pod wpisami na liturgia.pl. Nie mogąc więc napisać komentarza pod ostatnim blogowym wpisem p. Krzysztofa Jankowiaka, piszę to w formie znacznie poszerzonej jako osobny wpis. 

Z wieloma rzeczami się zgadzam, szczególnie w tym co dotyczy roli Słowa Bożego i mszalnej Liturgii Słowa. Z tym się całkowicie zgadzam. Chcę tu dotknąć trzech innych spraw, trochę na zasadzie dopowiedzenia, trochę też pewnej dyskusji:

Sprawa pierwsza, czyli adhortacja „Sacramentum caritatis”. Podpisuję się pod główną myślą p. Krzysztofa o tym, że błędem jest selektywne podejście do dziedzictwa Ratzingera / Benedykta XVI. Takie selektywne podejście przejawia się z grubsza biorąc na dwa sposoby. Dla jednych liturgiczne dziedzictwo Benedykta sprowadza się w całości do „Summorum Pontificum” i polega na restauracji liturgii tradycyjnej kosztem zreformowanej. Adhortacja „Sacramentum caritatis” jest wówczas bagatelizowana lub nawet pomijana milczeniem. W tym kontekście pozwolę sobie nieskromnie zacytować siebie samego, czyli fragment swego wystąpienia z III edycji rekolekcji „Mysterium Fascinans” we wrześniu 2010 r., właśnie na ten temat:

Jak twierdzą niektórzy – jedni z nadzieją, inni z obawą – papież poprzez swój list Summorum Pontificum dokonuje zwrotu ku przeszłości. Jego decyzja zmierza ku zanegowaniu Soboru, a przynajmniej posoborowej reformy liturgicznej, będącej aplikacją Soboru.

Gdyby taka interpretacja była prawdziwa, oznaczałoby to, że jedynym mszałem przyszlości jest Mszał Piusa V, zaś Mszał Pawła VI będzie stopniowo ograniczany i wycofywany.

Powyższa interpretacja nie jest jednak zgodna z intencją Benedykta XVI. Papież nie może zaprzeczać sam sobie. Wprawdzie zapewnienia papieża z listu do biskupów o tym, że Summorum Pontificum nie jest zanegowaniem dziedzictwa Soboru i nie oznacza anulowania reformy liturgii są niekiedy interpretowane jako swego rodzaju wybieg taktyczny, obliczony na uspokojenie nastrojów, z pewnością nikt jednak w ten sposób nie może interpretować posynodalnej adhortacji Sacramentum caritatis, której część jest mistagogią obrzędów Mszy św. według Mszału Pawła VI. Nie czyni się przedmiotem katechezy obrzędów, których się nie ceni i które ma się zamiar w przyszłości znieść. Na końcu można przytoczyć także dowód z praktyki: sam Benedykt XVI – jak do tej pory – nie celebrował Mszy św. według Mszału Piusa V [chodzi o czas pontyfikatu, jako kardynał wiadomo, że celebrował]. Gdyby papież dążył do uczynienia tego Mszału jedynym obowiązującym, fakt nie stosowania go przez niego samego stanowiłby wielką niekonsekwencję” („Mszał przyszłości”, w: K. Porosło (red.), Źródło i szczyt. Konstytucja o liturgii świętej Sacrosanctum concilium dzisiaj, Kraków 2011, s. 229-231).

Jest oczywiście i druga strona medalu, czyli pomijanie lub pomniejszanie „Summorum Pontificum”, lub wręcz stosowanie wobec tego dokumentu jakiejś zmowy milczenia. Kiedy kończył się pontyfikat Benedykta XVI, w niektórych artykułach – których autorami byli publicyści identyfikujący się z Kościołem, np. Grzegorz Górny – podsumowujących pontyfikat i wyliczających ważniejsze posunięcia odchodzącego papieża, na temat Motu proprio z lipca 2007 r. nie zająknięto się ani słowem. Dla mnie jest to niezrozumiałe, gdyż niezależnie od osobistego stosunku do tej kwestii, było to niewątpliwie jedno z ważniejszych posunięć Benedykta XVI. Zmowę milczenia stosują świadomie i z rozmysłem niektórzy liturgiści. Pewien polski profesor zagadnięty w tej sprawie w dyskusji na sympozjum krótko po ukazaniu się „Summorum Pontificum”, zamknął sprawę jednym zbywającym zdaniem: „Wiele papieskich dokumentów jest martwą literą„. Inny polski profesor liturgista zapytany w rozmowie kuluarowej o to, czy nie warto w tej sprawie zorganizować jakiejś konferencji czy sympozjum, uciął krótko: „Wyciszyć ten temat!

P. Krzysztof Jankowiak słusznie przytacza fragment pktu 3 „Sacramentum caritatis”, gdzie padają pozytywne słowa o reformie liturgicznej. Pozwolę sobie jednak przytoczyć szerszy fragment tego punktu, ponieważ nie można sprowadzać go wyłącznie do pochwalnej laurki:

Ojcowie synodalni stwierdzili oraz potwierdzili dobroczynny wpływ, jaki miała na życie Kościoła reforma liturgiczna podjęta przez Sobór Watykański II [tu przypis z odwołaniem się do przedsynodalnej Propositio]. Synod Biskupów miał możność ocenić jej przyjęcie w okresie posoborowym. Bardzo liczne były wyrazy uznania. Stwierdzono, że trudności, jak również niektóre zauważone nadużycia, nie mogą przesłonić dobrodziejstw oraz ważności liturgicznej odnowy, która zawiera bogactwa nie w pełni jeszcze wykorzystane. Głównie chodzi o to, by odczytywać zmiany, jakich pragnął Sobór w obrębie tej jedności, o jakiej stanowi rozwój historyczny samego obrzędu, nie stosując nienaturalnego przerwania tej jedności [tu przypis następującej treści: Zwracam tutaj uwagę na konieczność hermeneutyki ciągłości, również w odniesieniu do właściwej lektury rozwoju liturgicznego po Soborze Watykańskim II: por. BENEDYKT XVI, Przemówienie do Kurii Rzymskiej (22 grudnia 2005): AAS 98 (2006), 44-45; L’Osservatore Romano, wyd. polskie, nr 2 (280) 2006, s.17]”.

Ostatnie zdanie wraz z przypisem stanowi również klucz do odczytania „Summorum Pontificum” zgodnie z zamysłem Benedykta, bez lektury selektywnej w żadną stronę.

Sprawa druga, czyli Modlitwy eucharystyczne. P. Krzysztof przytacza fragment 48 pktu adhortacji o Modlitwach eucharystycznych. Akurat zdanie „Poszczególne modlitwy eucharystyczne zawarte w Mszale zostały nam przekazane przez żywą Tradycję Kościoła i wyróżniają się nieprzebranym teologicznym oraz duchowym bogactwem„, jest w swej pierwszej części wg mnie bardzo problematyczne. Na wszelki wypadek jedna uwaga metodologiczna: mam mocno wbite w pamięć, co mówił jeden profesor dogmatyki w czasie moich studiów seminaryjnych: po pierwsze, do wszystkich wypowiedzi Magisterium Kościoła podchodzimy z wielkim respektem; po drugie, nie wszystkie wypowiedzi Magisterium mają jednakową rangę. Ani motu proprio ani adhortacja nie należą do nieomylnych wypowiedzi papieskich, dlatego respektując oba dokumenty nie popełniam przestępstwa, jeśli wobec jakiegoś zdania nie staję od razu na baczność w postawie „ruki pa szwam” (N.B. nie popełnia przestępstwa także przywoływany niekiedy przeze mnie we wpisach włoski teolog Andrea Grillo, znany krytyk „Summorum Pontificum”, kontestujący np. zdanie o tym, że Mszał Piusa V nigdy nie został zniesiony, Grillo twierdzi że Benedykt XVI w tym zdaniu się myli i wolno mu tak twierdzić, choć uważam że nie ma racji). Nie mam trudności z tym, że Modlitwy eucharystyczne „wyróżniają się nieprzebranym teologicznym oraz duchowym bogactwem„, nie wiem jednak jak mam rozumieć to, że „zostały nam przekazane przez żywą Tradycję Kościoła„. Z całą pewnością przez żywą Tradycję został nam przekazany Kanon Rzymski, jednak pozostałe Modlitwy powstały w latach 1966-1968, nie wcześniej. II, III i IV ME owszem, nie są kreacjami ex nihilo, czerpią z wielu elementów dawnej tradycji (II ME ma zasadniczo jedno źródło na którym bazuje, III i IV ME wiele róznych), ale nie dotarły w żywym przekazie, zostały zredagowane współcześnie przy wykorzystaniu dawnych źródeł. Nie chodzi mi o to, że zredagowanie tych Modlitw było czymś bezprawnym lub złym, niczego takiego nie twierdzę. Każda z modlitw liturgicznych w historii została przez kogoś skomponowana i w jakimś momencie weszła do liturgii. Nie ma powodu by odebrać jakimkolwiek czasom, także i naszym, prawo do komponowania modlitw, które wchodząc do Mszału Rzymskiego stają się odtąd częścią żywej tradycji. Jednak pierwsza część przytoczonego zdania jest wg mnie zwyczajnie historycznie nieprawdziwa.

Zgadzam się jak najbardziej z tym, że należy szanować i stosować wszystkie Modlitwy eucharystyczne z Mszału Pawła VI, co również sam praktykuję. Jednocześnie jednak miejsce pierwsze (nie tylko formalnie) należy się Kanonowi Rzymskiemu, modlitwie, która powstawała wraz z rytem rzymskim i ryt ten równocześnie współtworzyła. Taka była zresztą intencja posoborowego Consilium i jego zespołu 10 (Coetus X), opracowujacego nowe Modlitwy eucharystyczne. We wprowadzeniu do schematu zespołu 10 z 19 marca 1967 r., prezentującego nowe Modlitwy eucharystyczne, pada wprost otwartym tekstem zdanie: „Pośród wszystkich owych Modlitw pierwsze miejsce zajmuje i zajmować musi Kanon Rzymski, który pozostaje I Modlitwą eucharystyczną” („Inter omnes illas Preces primum locum tenet et tenere debet Canon Romanus, qui manet „Prex Eucharistica I„). I tej wersji należy się trzymać, także w praktyce pastoralnej.

Sprawa trzecia, czyli znak pokoju. Rzeczywiście w przypisie do 49 pktu adhortacji jest mowa o propozycji przeniesienia znaku pokoju przed przygotowanie darów. Z wiarygodnych przecieków słyszałem, że konsultacje trwają i że podobno episkopaty Niemiec i Polski wypowiedziały się negatywnie, czyli za pozostawieniem znaku pokoju w obecnym miejscu przed Komunią. P. Krzysztof pisze jednak przy tej okazji, że również w liturgii rzymskiej do V w. znak pokoju był przed ofertorium. Chciałbym wiedzieć, na czym takie twierdzenie jest oparte, czyli na podstawie jakich konkretnych źródeł historycznych można wnosić o takim usytuowaniu znaku pokoju w liturgii rzymskiej. Na podstawie mojej znajomości źródeł twierdzę bowiem, że niczego takiego nie da się powiedzieć. O usytuowaniu znaku pokoju po liturgii słowa mówi św. Justyn w Apologii, ale to nie jest świadectwo o liturgii rzymskiej, w połowie II w. taka liturgia jeszcze nie istnieje. Rzym jest wtedy miastem kosmopolitycznym i również Kościół w Rzymie stanowi mozaikę bardzo zróżnicowanych wspólnot. O takim usytuowaniu mówi też Traditio apostolica, która również pochodzi z okresu przed powstaniem obrządków liturgicznych, pomijając już to, że jej rzymskie pochodzenie jest tylko mało prawdopodobną hipotezą. Z kolei z początku V w. (dokładnie z 19 marca 416 r.) pochodzi list papieża Innocentego I (401-417) do biskupa Decencjusza z Gubbio, który wprost poświadcza usytuowanie znaku pokoju przed Komunią jako ugruntowaną praktykę Kościoła rzymskiego, bynajmniej nie innowację samego Innocentego! Nie ma więc mowy o wprowadzeniu aktualnej praktyki dopiero w V w.

To prawda, że liturgia rzymska wyróżnia się pod tym względem ze wszystkich innych obrządków, dlatego badaczy zajmuje kwestia genezy praktyki znaku pokoju przed Komunią. Nie ma w tej sprawie pewności, są dwa możliwe wyjaśnienia. (1) Wiadomo, że pierwotnie znak pokoju pełnił funkcję „signaculum orationis”, przypieczętowania wspólnej modlitwy, stąd jego usytuowanie po modlitwie powszechnej, ale i również po modlitwie „Ojcze nasz”, która została wprowadzona do Mszy w ciągu IV stulecia. Jest możliwe, że po wprowadzeniu „Ojcze nasz” powstał dublet i dla uniknięcia go dokonano wyboru: jeden znak pokoju, ten po „Ojcze nasz” przed Komunią, inne ryty wybrały inaczej. To by oznaczało, że praktyka znaku pokoju przed Komunią datuje się na IV wiek, w trakcie procesu formowania się rytu rzymskiego, ergo: liturgia rzymska nigdy nie znała innej praktyki niż obecna. Kwestia modlitwy powszechnej w rycie rzymskim to osobne skomplikowane zagadnienie, gdzie też są same hipotezy. (2) Znak pokoju może być związany ze specyficznie rzymską praktyką fermentum, czyli przesyłania przez papieża prezbiterom z kościołów tytularnych cząstki Ciała Pańskiego na znak jedności. Z racji duszpasterskich prezbiterzy z tituli nie mogą celebrować niedzielnej Eucharystii razem ze swoim biskupem, są więc z nim zjednoczeni poprzez fermentum, które umieszczają w kielichu przed Komunią świętą. Biskup jest zjednoczony nie tylko ze swoimi prezbiterami ale także z całym ludem, stąd na znak wzajemnej komunii przy okazji umieszczenia fermentum w kielichu przekazuje się znak pokoju. Taka może być też geneza praktyki z Mszału Piusa V, by umieszczeniu cząstki Ciała Pańskiego w kielichu towarzyszyła formuła „Pax Domini sit semper vobiscum„. Znak pokoju następnie wyszedłby poza swój pierwotny kontekst rytu fermentum i stałby się trwałym elementem Mszy rzymskiej. Ryt fermentum jest poświadczony już w II w., czyli jeszcze w czasach „prehistorycznych” dla rytu rzymskiego, ergo: praktyka znaku pokoju przed Komunią byłaby jeszcze w prehistorii i potem zostałaby przyjęta przez tworzący się ryt rzymski, zatem tym bardziej liturgia rzymska nie znała innej praktyki co do usytuowania znaku pokoju. To oczywiście nie znaczy, że tej praktyki nie można zmienić dla bardzo poważnych racji, ale to już osobna kwestia. Tu chodzi mi tylko o argument historyczny, który wg mnie tutaj nie działa.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Maciej Zachara MIC

Maciej Zachara MIC na Liturgia.pl

Urodzony w 1966 r. w Warszawie. Marianin. Rocznik święceń 1992. Absolwent Papieskiego Instytutu Liturgicznego na rzymskim "Anselmianum". W latach 2000-2010 wykładał liturgikę w WSD Księży Marianów w Lublinie, gdzie pełnił również posługę ojca duchownego (2005-2017). W latach 2010-2017 wykładał teologię liturgii w Kolegium OO. Dominikanów w Krakowie. Obecnie pracuje duszpastersko w parafii Niepokalanego Poczęcia NMP przy ul. Bazylianówka w Lublinie. Ponadto jest prezbiterem wspólnoty neokatechumenalnej na lubelskiej Poczekajce, a także odprawia Mszę św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego w rektoralnym kościele Niepokalanego Poczęcia NMP przy ul. Staszica w Lublinie....