Miłość potężna

Wspomnienie św. Marii Magdaleny, lit. słowa: Pnp 8,6–7 lub 2 Kor 5,14–17; J 20,1.11–18

Maria Magdalena, która bardzo umiłowała Pana Jezusa, jest pierwszą osobą, która Go zobaczyła jako zmartwychwstałego. Jest to niewątpliwie bardzo wymowne. Wskazuje na prawdę, że może Go zobaczyć w nowej postaci tylko człowiek, który kocha.

Święty Jan, umiłowany uczeń Pański, napisze później w swoim liście:

każdy, kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością (1 J 4,7n).

Poznać, a tym samym rozpoznać Boga może jedynie człowiek mający w sobie miłość, która od Niego pochodzi. Stara zasada mówi, że „podobne poznaje podobne”. Niemniej do poznania Boga nie wystarczy jakakolwiek miłość. Kiedy Maria Magdalena rozpoznała Pana Jezusa, rzuciła Mu się do nóg i starała się Go objąć. To, co było jej wielkim bólem: śmierć jej ukochanego Mistrza, rozwiało się i oto On staje przed nią. W radości pragnie Go zatrzymać, znowu mieć takim, jakim był dotychczas. I wobec tego zamiaru słyszy zdecydowane słowa: Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca (J 20,17). „Nie możesz już Mnie mieć tak, jak dotychczas. Oto jestem inaczej, jestem jako Ten, który wstępuje do Ojca”. Później św. Paweł, który nie znał Jezusa chodzącego po ziemi, napisze w Liście do Koryntian słowa:

Tak więc i my odtąd już nikogo nie znamy według ciała; a jeśli nawet według ciała poznaliśmy Chrystusa, to już więcej nie znamy Go w ten sposób (2 Kor 5,16).

Ta wypowiedź św. Pawła padła w kontekście „miłości Chrystusa, która nas przynagla” (zob. 2 Kor 5,14). Nasza dotychczasowa miłość musi upodobnić się do Jego miłości względem nas. Nasza miłość, tak jak to widzimy u Marii Magdaleny w scenie z Ewangelii, pragnie zachować dla siebie to, co ukochane. Miłość Chrystusa natomiast jest miłością ofiarowania siebie za innych, miłością oddającą życie, to znaczy wszystko. Dla św. Pawła poznanie i zawierzenie takiej miłości powinno spowodować, że ci, co żyją, już nie żyli dla siebie, lecz dla Tego, który za nich umarł i zmartwychwstał (2 Kor 5,15). W ten sposób, jeżeli ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem. To, co dawne, minęło, a oto wszystko stało się nowe (2 Kor 5,17). „Oddać życie za bliźniego to prawdziwa metafizyka”. Cała rzeczywistość zostaje w ten sposób całkowicie przemieniona miłością. Jeżeli coś pozostaje, to tylko to, co jest miłością, czyli komunia miłości. W Pieśni nad pieśniami, w dzisiejszym pierwszym czytaniu, Oblubienica po doświadczeniu miłości Oblubieńca mówi:

Połóż mię jak pieczęć na twoim sercu, jak pieczęć na twoim ramieniu, bo jak śmierć potężna jest miłość, a zazdrość jej nieprzejednana jak Szeol, żar jej to żar ognia, płomień Pański (Pnp 8,6).

Po doświadczeniu zmartwychwstania trzeba by powiedzieć, że „miłość potężniejsza jest niż śmierć”. Ona jest zasadą metafizyczną całego istnienia. Życie to tyle, co spoczywanie na sercu Pana, to udział w komunii z Nim.

Włodzimierz Zatorski OSB

Fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”, t. 4, Tyniec 2010. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.

 

Zobacz także