Miłosz o Mszy św.

Nieoczekiwanie moje pasje filologiczne spotkały się z liturgicznymi. 6 grudnia miałem okazję uczestniczyć w spotkaniu organizowanym przez Wydział Polonistyki UJ w Gołębniku. Punktem odniesienia była książka Czesława Miłosza „Nieobjęta ziemia” – urokliwe, sylwiczne (pozornie?) dzieło, które trudno „objąć” jednym spojrzeniem.

Nieoczekiwanie moje pasje filologiczne spotkały się z liturgicznymi. 6 grudnia miałem okazję uczestniczyć w spotkaniu organizowanym przez Wydział Polonistyki UJ w Gołębniku. Punktem odniesienia była książka Czesława Miłosza „Nieobjęta ziemia” – urokliwe, sylwiczne (pozornie?) dzieło, które trudno „objąć” jednym spojrzeniem.

Nie będę opisywał tutaj całości przeciekawej dyskusji, w jej trakcie został jednak przywołany fragment, w którym Miłosz, wśród licznych swoich „donosów z rzeczywistości”, opowiada nieco o doświadczeniu uczestnictwa we Mszy świętej. Ten fragment zainspirował mnie do przemyślenia jeszcze raz kwestii eucharystycznego theatrum. Ale oddam już głos Miłoszowi:

„Tak wyraźne uświadomienie sobie, że mężczyźni i kobiety w kościele, siwizny, łysiny, fryzowane loczki, nie są samymi sobą, ale formą nabytą w ciągu życia wśród ludzi, że naprawdę to są dzieci i zasługują na obmycie, by tak rzec, z tych sztucznych kolorów społecznego teatru, także na oczyszczenie z lat, jakie przeżyli, żeby została w nich prawdziwa postać człowieczego rodu, dzieciństwo, młodość, odkrywczość, gotowość.

Kościół. Jedyne miejsce gdzie ludzie są zwróceni twarzą nie do innych ludzi i nie są przy tym tylko widzami (jak są w teatrze). Człowiek zwrócony twarzą do innych ludzi nigdy nie występuje całkowicie bez odruchów obrony, czyli spotkanie się oczu jest pojedynkiem dwóch podmiotów. Człowiek wobec sacrum nie musi się bronić. Był sens w pozycji kapłana, tyłem do wiernych, jako przewodnika chóru”.
(Nieobjęta ziemia, Kraków 1988, s. 109)

Wydaje mi się, że jest sporo prawdy w Miłoszowych słowach o teatrze życia codziennego, w którym spotkanie z Bogiem, którego królestwo „nie jest z tego świata”, stanowi przestrzeń oczyszczenia z przeróżnych społecznych „gęb”. Zadaję sobie pytanie: na ile liturgia, ze swoim specyficznym, dość precyzyjnym określeniem ról, ale również ze swoją Innością i niecodziennością, pełni taką rolę? Jakie uczestnictwo zrywa, a jakie utrwala maski?

Michał Koza


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także