Mioduszewski, a dominikanie

W dyskusji o śpiewniku "Niepojęta Trójco" pada wiele argumentów od rzeczy. Nie bez kozery będzie pokazanie zbieżności między dziełem ks. Mioduszewskiego, a podejściem Twórców "Niepojęta Trójco". Wymienię niektóre z nich pokrótce.

Autorzy obu śpiewników zainteresowani są kultem i starają się o jego rozwój. Interesuje ich przede wszystkim działanie na rzecz "zewnętrznej chwały Bożej". Skupiają się na tym, co jest stosowne do wyrażenia pobożności. Dlatego starają się zachować praktyki śpiewacze, w których mogą uczestniczyć. Pracują w tym celu, żeby nie zginęło piękno pieśni, które słyszą, znają, które ich urzekły. 

Wydaje się, że kierują się wyłącznie własnym wyczuciem estetycznym, teologicznym i liturgicznym. Mioduszewski wprost napisał, że pewnych melodii nie zamieścił, a inne owszem, choć (łatwo tego dowieść) do liturgii nie pasują. Skąd taka buta? Ano stąd, że Autorzy ufali wspólnotom lokalnego kościoła i praktyce, która w nich trwała. Jeśli coś służyło pobożności, to zamieszczali w śpiewniku. Czy dawne, czy współczesne, ambitne, czy proste, jeśli tylko służy pobożności, warte jest uwagi. Prymat pobożności nad innymi kryteriami jest dla nich kluczowy.

[Spodziewam się kontrargumentu, że Ksiądz tworzył śpiewnik "pieśni nabożnych", a nie liturgiczny. Odpowiem uprzedzając, że nie prawda. Zamieścił w nim szereg mszy i śpiewów , które przeznaczone są na konkretne momenty roku i akcji liturgicznej. Jakby tego było mało, działał w takim kontekście, w którym praktyka mszy cichej wyznaczała rolę ludu. Zgromadzenie śpiewało podczas mszy "pieśni nabożne" właśnie, bo to była forma, dzięki której modlili się razem z celebrującym kapłanem.]

Wracając do Autorów, doleję nieco oliwy do ognia. Można zauważyć w obu przypadkach, że nie są szczególnie przywiązani do przepisów liturgicznych. Dbają jedynie oto, by ich własny biskup zezwolił na publikację ich pracy. Dlaczego?

Po pierwsze dlatego, co wyżej już napisałem: mają zaufanie do repertuaru ocenionego przez lud Boży, przez konkretne wspólnoty, które go wykonują i im nie szkodzi, a wręcz przeciwnie – pomaga. Autorzy śpiewników przyjęli rolę "konserwatorów", skrybów, którzy zbierają i zachowują praktykę lokalnych kościołów i próbują w ten sposób propagować rzeczy "wyrażające zewnętrzną chwałę Bożą".

Po drugie, Kościół traktują jak żywy organizm, a nie jak beczkę zakonserwowanych śledzi. Do beczki wrzucisz "odgórnie" wiadro kiszonych ogórków i po jakimś czasie wszystkie śledzie zmienią smak. Uwaga! Można – i niektórym się udaje – traktować w ten sposób Kościół. Inne jest podejście naszych Autorów: nie narzucają – proponują. Poddają wspólnocie do weryfikacji.

Po trzecie, biskupa mają za biskupa. Co to znaczy? Obecnie gros odpowiedzialności biskupa zostało przerzucone na episkopat. Mamy ogólne programy duszpasterskie, które obejmują tym samym duszpasterstwem Górali i lekarzy z aglomeracji wielkomiejskich. To samo duszpasterstwo, te same formy nabożeństw, te same śpiewniki w końcu. Według Mioduszewskiego wszelkie rozstrzygnięcia związane ze śpiewem należą do biskupa. Podobne przekonanie podzielali dominikanie 10 lat temu. Dlatego ocenie biskupa przedłożyli swój śpiewnik.

Podobieństwo pomiędzy podejściem twórców najbardziej tradycyjnego i najbardziej awangardowego śpiewnika jest uderzające. Choć dla wielu, nie stanowi to żadnego argumentu.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Tomasz Grabowski OP

Tomasz Grabowski OP na Liturgia.pl

Od początku zaangażowany w działalność Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego, w latach 2005-2010 jego dyrektor, a od przekształcenia w Fundację – prezes w latach 2010-2016. Od września 2016 r. prezes Wydawnictwa Polskiej Prowincji Zakonu Kaznodziejskiego „W drodze” w Poznaniu i stały współpracownik Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.