Moda kapłańska, czyli o liturgicznej szacie (1)

Zanim rozpocznie się msza, kapłan w zakrystii ubiera się w specjalne szaty, przewidziane tylko dla niego i tylko dla tej jednej czynności, jaką jest msza. Szaty te są całkiem inne od współczesnego ubrania. Dlaczego je zakłada? Dlaczego takie?

Szata jest jednym z bardziej wyrazistych symboli. Nie jest tylko okryciem przed zimnem czy palącym słońcem, ale również znakiem rozpoznawczym osoby. Ubieramy się przecież różne w zależności od miejsca i okazji: do pracy drelich albo szary garnitur, w domu sztruksowe spodnie i kapcie, do przyjaciół jeszcze inaczej, do kościoła również. Każdy z nas ma swój styl i sposób ubierania. Ubranie wyraża naszą osobowość, nasze pragnienia, nasze duchowe – a również i materialne – bogactwo lub ubóstwo. Tak jest teraz, tak było i w dawnych wiekach. Strój wyróżniał i oznaczał stany, kasty czy narodowości. Zmiana mody wiązała się często ze zmianą epoki, tak silnie bowiem myśl ludzka oddziaływała na codzienność. W życiu człowieka zwykłe sprawy nie są do końca zwykłe i wskazują na coś głębiej i dalej.

Na co wskazuje szata? Ujawnia to łacińska nazwa ornatu kapłańskiego: casula, czyli mały domek. Strój spełnia dla człowieka tę samą funkcję, jaką ma domostwo. Język polski pięknie wyraża tę prawdę, jednym słowem nazywając przestrzeń mieszkalną i najbardziej pożądany stan ludzkiego ducha: pokój. Dom czy pokój jest w gruncie rzeczy tylko przedłużeniem tego samego, czym jest dla mnie szata: daje mi bezpieczeństwo. Jestem w niej u siebie. Mogę się nie bać agresji. Ubranie daje mi pewność, że jestem kimś, że należy mieć do mnie szacunek, że trzeba mnie traktować jakoś wyjątkowo, bo jestem jedyny i niepowtarzalny, może nawet groźny. Każdy, kto był w stolicach Anglii, Francji czy Włoch i widział uniformy reprezentacyjnej gwardii królewskiej, prezydenckiej albo kirasjerów, wie o czym mowa. Popatrzmy na klasyczny strój mniszki: suknia do kostek, welon i kornet szczelnie zasłaniające włosy i szyję, widać tylko twarz i ręce. Niedzisiejszy, prawda? Ale kiedyś tak ubierała się w Europie każda kobieta. Ta niedzisiejszość coś również wyraża. Oto, odsłaniając jedynie twarz i ręce, wskazuje na te części ludzkiego ciała, które są najbardziej w nas wyjątkowe. Nie ma osób o identycznej twarzy i takim samym rysunku dłoni, nie mówiąc już o liniach papilarnych. Zatem takie ubranie, zakrywając to, co w nas mniej lub bardziej powtarzalne, mówi każdemu synowi i każdej córce Adama: zobacz, że nie jestem seryjnym produktem. Jestem wyjątkowy i niepowtarzalny. Ty, który od czasu, gdy spostrzegłeś w raju, że jesteś nagi, nie umiesz już patrzeć na drugiego. Nie umiałeś wtedy ani znieść widoku nagości drugiego, ani na niego patrzeć tak, jak przed grzechem, teraz możesz na mnie spojrzeć tak, że i ja i ty będziemy bezpieczni. Nie będę dla ciebie jedynie przedmiotem, nie będziesz dla mnie agresorem.

Codzienne ubranie działa podobnie. Dlatego tak ważne jest, co na siebie zakładam (albo, co z siebie zdejmuję i co odsłaniam). Bo poprzez moje ubranie informuję córki i synów Adama, kim jestem i jakie są moje zamiary, oczekiwania i pragnienia. Nawet wtedy, kiedy sobie tego wprost nie uświadamiam, mój strój mówi za mnie.

Skoro zmiana stroju wiązała się ze zmianą epoki, to dlaczego ksiądz nie nosi teraz garnituru, choćby i białego, lecz dalej ubiera staromodne długie suknie? Otóż strój kapłański ma jeszcze jedno zadanie do spełnienia. Co prawda mówi się, że nie habit czyni mnicha, co jest prawdą, ale istnieje niemieckie przysłowie całkiem przeciwne: Kleider machen Leuteubranie czyni osobę. Ta osoba ma wyglądać w taki sposób, żeby ujawniła się nade wszystko jej funkcja. Strój liturgiczny ma zasłonić osobę, a odsłonić kapłana. Nie ważne, kto jest celebransem. Ważne, że jest wyświęcony. Może być w życiu ostatnim draniem, ale kiedy sprawuje liturgię, jest równy świętym i aniołom. Dzieje się tak nie dlatego, że ma lepiej niż inni, że Pan Bóg patrzy na niego przez palce, ale dlatego, że Chrystus kocha swój Kościół i nie pozwoli, by niegodność kapłana zniszczyła sakramenty, czyli znaki tej Jego miłości. Sakrament od strony szafarza zawsze jest daniem człowiekowi, daniem Kościołowi więcej niż dawca posiada. Zakrycie osoby szatą, która – gdy jest piękna – potrafi skupić uwagę na sobie, odwraca uwagę od osoby celebransa i kieruje ją ku czynności jaką on wspólnie ze zgromadzeniem Kościoła sprawuje: misterium miłości Boga, która (w odróżnieniu od ludzkiej) jest niezawodna.

Tomasz Kwiecień OP

Artykuł ukazał się wcześniej w Przewodniku Katolickim.

 

Zobacz także