Modlić się dobrze

Sobota XXXII tygodnia zwykłego, lit. słowa: Mdr 18,14–16.19;6–9; Łk 18,1–8

Zawsze powinni modlić się i nie ustawać (Łk 18,1). Takie zalecenie daje Pan Jezus swoim uczniom, czyli także nam. Mnisi bardzo poważnie przejęli się tym zaleceniem. Można powiedzieć, że całe swoje życie poświęcili na jego realizację. Jak je realizować? O co w tym zaleceniu chodzi?

Pan Jezus daje krótką przypowieść jako ilustrację tej zasady. Dziwi nas, że porównanie odnosi się do sędziego, który się „nie bał Boga”. Przez to jednak poznajemy, jaka jest zasada interpretacyjna przypowieści. Ów sędzia wcale nie jest obrazem Boga, wręcz przeciwnie. Nie można zatem całej przypowieści tłumaczyć alegorycznie, jako podobieństwa. Chodzi natomiast o jeden istotny moment znaczeniowy. Przypowieść ma za zadanie wydobyć ten moment. W tym przypadku jest nim wytrwałość, wręcz upór ubogiej wdowy, dzięki któremu osiąga upragniony cel.

Zauważmy, że gdy spojrzymy na przypowieść od strony układów, interesów i siły – jak się to dzisiaj często robi, to uboga wdowa nie miała żadnych szans na obronę. Osiągnęła swoje przez wytrwałą prośbę. Ta sytuacja oddaje prawdę naszej relacji z Bogiem. Jedna z mniszek powiedziała kiedyś bardzo trafnie: „Z Bogiem nie można niczego załatwić”. Jeżeli chcielibyśmy cokolwiek „załatwić” w sprawie naszego zbawienia, to tego się nie da przeprowadzić. Jesteśmy całkowicie bezradni. Pozostaje nam jedynie pokorna prośba. Różnica między nami a ową ubogą wdową polega na tym, że jej się należała obrona przed silniejszym od niej, a nam od Boga nic się nie należy. Stąd tym bardziej nie możemy niczego „załatwić”. Jesteśmy zbawieni łaską, a nie dzięki własnym wysiłkom i własnej sprawiedliwości.

W przypowieści wytrwałe przychodzenie i prośby skłoniły owego sędziego do obrony biednej wdowy. Jeżeli tak się dzieje nawet w relacji z ludźmi złymi, to o ileż bardziej Bóg, który jest Ojcem miłosiernym, usłyszy i przyjmie nasze modlitwy!

Istnieje jednak wielki problem modlitwy „niewysłuchanej”, jak ją nazywamy. Wielu czuje się niewysłuchanymi przez Boga, co często prowadzi ich do załamania się, a nawet do odejścia od wiary. „Jeżeli Pan Jezus daje nam takie zapewnienie, to dlaczego nie doświadczamy tego w naszym życiu. Czy zatem te zapewnienia są prawdziwe?”

Po pierwsze należy zapytać, czy się dobrze modlimy. Nie chodzi w tym momencie o właściwą technikę, ale o autentyczność. Jeżeli np. ktoś prosi o przebaczenie, sam jednocześnie utrzymując w swoim sercu złość wobec drugiego, to jego modlitwa nie jest autentyczna, choćby on sam uważał, że autentyczna jest. Nie należy się więc dziwić, że nie jest wysłuchana. Trzeba zatem wpierw zapytać, czy nie ma w nas czegoś, co czyni naszą modlitwę nieautentyczną. Dalej: niewysłuchana modlitwa wiąże się z rozbieżnością pomiędzy naszym oczekiwaniem a tym, co jest prawdziwym dobrem. O co chodzi w autentycznej modlitwie: o prawdziwe dobro czy o zrealizowanie naszych oczekiwań? Powiemy pewnie, że oczywiście o prawdziwe dobro, ale jednocześnie mamy mocne przekonanie, że wiemy, na czym ono polega. Otóż nie wiemy! I to sobie musimy wyraźnie powiedzieć. Nie wiemy, co jest teraz naszym prawdziwym dobrem. Mamy oczywiście jakąś wiedzę na ten temat, znamy pewne ogólne zasady, ale co jest dla nas tu i teraz dobre i w jakim wymiarze, tego nie wiemy. To wie jedynie Bóg. Dlatego zapewnienie Pana Jezusa:

A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę (Łk 18,7).

Weźmie nas w obronę, ale niekoniecznie zgodnie z naszym wyobrażeniem, nie tak, jak byśmy się spodziewali. Bóg zawsze zaskakuje.

Ponadto istnieje podstawowa zasada naszej modlitwy, którą przypomina Katechizm Kościoła Katolickiego. Czytamy w nim:

Dawca jest cenniejszy niż udzielony dar – On jest „Skarbem”, a jest w Nim serce Jego Syna; dar jest udzielany „jako dodatek” (KKK 2604).

Ta zasada wyjaśnia także, dlaczego mamy się nieustannie modlić. To nie tak jak w propagandzie: im więcej się powtarza, tym większy skutek odnosi dane hasło, tym skuteczniejsza jest sama propaganda. W modlitwie zasadniczo nie chodzi o „skuteczność” przeprowadzenia swojego. Chodzi w niej przede wszystkim o bliskość, o więź. A o tym wiemy, że im częstsze kontakty, tym bliższa i głębsza więź. Kiedy kochający się zaczynają się rzadziej spotykać, ich więzi słabną.

Spójrzmy z tej perspektywy na pierwsze czytanie z Księgi Mądrości.

Gdy głęboka cisza zalegała wszystko, a noc w swoim biegu dosięgała połowy, wszechmocne Twe słowo z nieba, z królewskiej stolicy, jak miecz ostry niosąc Twój nieodwołalny rozkaz, jak srogi wojownik runęło pośrodku zatraconej ziemi. I stanąwszy, napełniło wszystko śmiercią (Mdr 18,14n).

Tekst brzmi bardzo groźnie, wręcz strasznie. Ale zauważmy, że w istocie jest pocieszający i o pocieszenie w nim chodzi:

Całe stworzenie znów zostało przekształcone w swej naturze, powolne Twoim rozkazom, by dzieci Twe zachować bez szkody (Mdr 19,6).

Chodzi o dzieci, o tych, którzy są Mu bliscy, którzy są Jego domownikami. Nieustanna modlitwa stwarza ową bliską więź. Staje się dla nas więzią dającą zbawienie. Cała groza dotyczy obcych, tych, którzy są poza Bogiem, którzy się od Niego odwrócili. Takie jest także przesłanie Apokalipsy, która jest księgą pocieszenia, a nie grozy, za jaką ją często się bierze. Wolność od wszystkich zapowiedzianych klęsk i nieszczęść daje nam więź z Chrystusem. Eucharystia jako komunia z Nim daje nam więź najmocniejszą!

Fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”, t. 5, Tyniec 2010. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.

 

Zobacz także