Moja noc

To jest tekst niepolemiczny. Czytam wpis na blogu pana Wolańskiego, czytam komentarze pod nim. Nie chcę z tym polemizować. Sam bym pewnie pisał tak samo (ba, pisałem tak samo!), chcę po prostu pokazać, ze są miejsca, gdzie dzieje się inaczej.

Dwa lata temu zaraz po świętach napisałem taką refleksję:

Wigilia Paschalna w mojej parafii skończyła się niedługo przed północą. Pierwszy raz będąc na Wigillii Paschalnej w parafii miałem poczucie, że naprawdę uczestniczę w nocy czuwania na cześć Pana. Wiem oczywiście, że są wigilie kończące się później, najczęściej dotyczą one jednak miejsc elitarnych (np. niektórych katedr, kościołów dominikańskich). A tu zwykła parafia. I nie była ona wyjątkiem w moim mieście (Poznaniu). Gdy wróciliśmy do domu, zaczęły przychodzić do nas i do naszych dzieci esemesy z życzeniami od rozmaitych naszych znajomych, którzy też właśnie wracali z Wigilii Paschalnej w swoich parafiach.

Z radością myślę o drodze, jaką mój lokalny Kościół przeszedł w ostatnich kilkunastu latach. Kiedyś powszechne było rozpoczynanie Wigilii Paschalnej o 19.00, nawet o 18.00. Mrugano okiem do Pana Boga śpiewając mu o trwającej nocy – gdy kościół tonął w świetle dnia. Później stopniowo początek przesuwał się na 20.00 – co było w ostatnich latach w miarę wystarczające gdy Wielkanoc przypadała w marcu. W tym roku jednak jest to koniec kwietnia. I okazało się, że w wielu parafiach można było zacząć o 21.00 (były takie, gdzie zaczynano o 22.00), co sprawiło, że czuwanie było naprawdę czuwaniem nocnym – nie tylko w sensie panującej ciemności za oknami. Oczywiście nie było tak wszędzie, niemniej „średnia miejska” była naprawdę niezła.

Nie wchodziliśmy wprawdzie za paschałem do świątyni, ale za to w przepiękny sposób mogliśmy zobaczyć znak światła rozjaśniającego ciemności. Do kompletnie (kompletnie!) ciemnego kościoła wkroczył poświęcony paschał, potem od niego (od niego!) odpalali wszyscy świece – można było widzieć, jak światło stopniowo rozchodzi się po całym kościele. I dopiero potem zapalona wszystkie światła. Znak przemówił z ogromną mocą.

Może uda się utrzymać tę porę Wigili również w następnych latach, nawet wtedy, gdy Wielkanoc będzie wcześniej. To przecież najważniejsza noc w roku.

Wtedy po raz pierwszy w mojej parafii Wiglia Paschalna była o 21.00. Pretekstem była późna Wielkanoc – naprawdę nie można było udawać, że o 20.00 jest ciemno. A argument, że musi być ciemno jeszcze parę lat wcześniej nie za bardzo traktowany poważnie, tym razem był oczywisty.

Ale jak już się zrobiło tę liturgię o 21.00, to już tak zostało. O tej samej porze zaczynała się w ubiegłym roku i o tej samej porze będzie w tym roku.

A jakie były owoce takiej liturgii? Również odwołam się do moich refleksji sprzed dwóch lat:

Wczoraj byliśmy u znajomych. Wpadliśmy tylko na chwilę, coś oddać. Ale zostaliśmy na dłużej – bo rozmawialiśmy o naszej parafialnej Wigilii Paschalnej. Po prostu dzieliliśmy się radością jej przeżywania. W pewnym momencie wpadł jeszcze jeden znajomy – też na chwilę. Ale został nieco dłużej, bo włączył się w rozmowę. Opowiadał z radością o Wigilii w swojej parafii.

Tak myślę, że to wspaniale, gdy katolicy spotkawszy się po przeżyciu największych świąt rozmawiają właśnie o tych świętach i to o tym, co w nich najważniejsze.

Myślę, że dużą rolę w prawidłowym ustalaniu godziny Wigilii Paschalnej odgrywa przykład katedry. W Poznaniu Wigilia Paschalna w katedrze już mniej więcej 20 lat temu zaczęła być odprawiana o 21.00 a od kilkunastu lat zaczyna się o 22.00.

To tyle o Wigilii Paschalnej. Odnosząc się do innych szczegółów wpisu pana Wolańskiego mogę dodać, że od lat przeżywam procesję  na rozpoczęcie Mszy w Niedzielę Palmową z czytaniem Ewangelii o wjeździe do Jerozolimy. I jest potem czytana cała Męka i jest homilia. Tu już nie wiem, jak to wygląda w innych parafiach, mówię o doświadczeniu mojej parafii. I też przez ostatnie lata w Wielki Czwartek był Kanon Rzymski,z niesamowicie brzmiącymi słowami „to jest dzisiaj”. Czy będzie tak w tym roku (mamy nowy skład księży) – zobaczymy już pojutrze. I krzyż w Wielki Piątek jest oczywiście jeden (adorowanie kilku krzyży pamiętam z bardzo zamierzchłej przeszłości).

Jakie moje podsumowanie? Cieszę się, że nie muszę przeżywać problemów opisywanych przez innych. I chciałbym trochę tchnąć nadziei – skoro zmieniło się u nas, to może gdzie indziej też się zmieni.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Krzysztof Jankowiak

Krzysztof Jankowiak na Liturgia.pl

Mąż i ojciec, od wielu lat w Ruchu Światło-Życie (obecnie w jego gałęzi rodzinnej). Redaktor pisma „Wieczernik”.