Moje lektury: Zapomniana liturgia

Chciałem w tym wpisie krótko podzielić się wrażeniami po przeczytaniu francuskiej książki „Zapomniana liturgia” o historii Modlitwy eucharystycznej. Czytałem książkę przez dłuższy czas, kawałek po kawałku, i dziś dojechałem do końca. Warto było.

Dokładny tytuł książki brzmi: La liturgie oubliée. La prière eucharistique en Gaule antique et dans l’Occident non romain [Zapomniana liturgia. Modlitwa eucharystyczna w dawnej Galii i na pozarzymskim Zachodzie], Cerf, Paryż 2003. Autorem jest francuski historyk liturgii Matthieu Smyth, profesor Uniwersytetu w Strasburgu, uczeń emerytowanego już znakomitego historyka liturgii Marcela Metzgera. Jest to publikacja jego pracy doktorskiej. Książkę kupiłem równo 10 lat temu w Rzymie w dniach pomiędzy obroną mego doktoratu a powrotem do Polski. Pamiętam że zaszedłem do naukowej księgarenki Sole przy via dei Lucchesi tuż koło uniwersytetu Gregorianum (bardzo sympatyczna księgarnia, ma niepowtarzalny klimat, małe pomieszczenie przepełnione książkami) od razu ruszyłem do półki z książkami o liturgii i jak tylko zobaczyłem i wziąłem do ręki La liturgie oubliée, wiedziałem: bezwzględnie do kupienia. W ogóle do książek mam stosunek specyficzny. Przepraszam za mocne porównanie, ale wpuścić mnie do księgarni to trochę jak wpuścić alkoholika do sklepu monopolowego. Dlatego staram się sam sobie narzucać tu ascezę i na ogół między pierwszą myślą żeby kupić książkę a aktem zakupu mija dłuższy czas, w którym rozważam czy kupić i często rezygnuję. Tu wiedziałem, że to jest książka z gatunku takich, że nie ma się co zastanawiać. Nie zawahałem się mimo mogącej odstraszyć ceny (70 euro), ot, po prostu trzeba było zaoszczędzić na czymś innym. Życzliwy księgarz przy kasie spojrzał na mnie nieśmiało i powiedział tonem prawie przepraszającym: „70 euro”, na co ja spokojnie: „Sì, lo so”. Potem książkę kartkowałem w różnych miejscach, ale z uwagi na jej poważne rozmiary (579 stron samego tekstu plus obszerna bibliografia i indeksy) oraz na to, że chciałem ją przeczytać spokojnie, starannie i uważnie, długo nie mogłem wziąć się za systematyczną lekturę całości. W końcu uznałem, że jeśli będę dalej czekał na jakiś „czas luźniejszy”, w którym będę mógł ją czytać, to się nie doczekam nigdy i zabrałem się za systematyczną lekturę małymi kawałkami, z ołówkiem w ręku. Dzisiaj zakończyłem. Rzeczywiście, nie tylko nie rozczarowałem się, ale widzę, że książka jest jeszcze cenniejsza niż myślałem. Jeżeli czegoś żałuję, to tylko tego, że tak długo stała na półce nie przeczytana.

Dlaczego Zapomniana liturgia jest tak wartościowa? Wiele mówi już sam tytuł książki: Smyth wchodzi na teren traktowany dosyć po macoszemu przez większość historyków liturgii. Historia liturgii na Zachodzie jest z reguły traktowana na sposób „romanocentryczny”. Mówimy: Zachód, a myślimy: Rzym i jeśli myślimy o innych liturgiach zachodnich, na ogół uważamy je za jakieś liturgie marginalne i mało znaczące, przypuszczalnie wiele osób myśli że są to jakieś popsute warianty rytu rzymskiego. Nie jest to prawda. Chociaż Rzym, będąc centrum chrześcijańskiej communio, dość wcześnie stał się na Zachodzie rytem centralnym, oddziałującym w pewien sposób na inne, to jednak istniały także inne odrębne łacińskie ryty liturgiczne, bynajmniej nie wywodzące się z rytu rzymskiego. Ich wykorzenienie lub marginalizacja na Zachodzie to skutek działań administracyjnych, najpierw reformy karolińskiej (VIII/IX w.) potem gregoriańskiej (XI w.). Inny problem polega na traktowaniu wzajemnej relacji zwłaszcza rytu rzymskiego i galijskiego poprzez tworzenie opozycji: prostota i umiar rytu rzymskiego contra ekscentryczność i wielosłowie rytu galijskiego. Ten błąd bierze się z tego, że ryt galijski jest nam dostępny bezpośrednio przez mieszane i eklektyczne źródła z okresu późnomerowińskiego (Missale gothicum, Mszał z Bobbio) lub wczesnokarolińskiego (Missale Francorum, Missale gallicanum vetus), czyli z czasu intelektualnej i duchowej dekadencji Kościoła w Galii – to mniej więcej tak jakby za normatywny dla rytu rzymskiego uznać okres bezpośrednio przed Soborem Trydenckim.

Bezpośrednim przedmiotem Zapomnianej liturgii jest, jak mówi jej podtytuł, galijska Modlitwa eucharystyczna, a ściślej: Modlitwa eucharystyczna typu galijskiego. Jeżeli otworzymy cztery wspomniane wyżej sakramentarze oraz pokrewne im księgi hiszpańskie (Liber Mozarabicus Sacramentorum, Liber Ordinum), mamy na pierwszy rzut oka wrażenie kompletnego chaosu. Nie mamy tam bowiem jednej stałej Modlitwy eucharystycznej, tylko zmienne, w każdym formularzu mszalnym inne modlitwy: najpierw modlitwa zwana contestatio, immolatio lub inlatio (odpowiednik rzymskiej prefacji), potem post-Sanctus i – po słowach ustanowienia – modlitwę post-Pridie. W poszczegolnych elementach na pierwszy rzut oka nie widać jakiejś regularności. Matthieu Smyth wchodzi w ten gąszcz i wykonując mrówczą pracę, poprzez bardzo skrupulatną analizę porównawczą źródeł (liturgicznych i pozaliturgicznych) galijskich, hiszpańskich, północno-italskich i rzymsko-frankijskich, odkrywa za tym pozornym chaosem obecność pewnej stabilnej, zwartej i bardzo tradycyjnej struktury, którą tworzą:

1. Dziękczynna contestatio, adresowana bezpośrednio do Boga Ojca („Dzięki Ci składamy”…), inaczej niż w tradycji prefacji rzymskich („Zaprawdę godne to… abyśmy Tobie składali dziękczynienie”). Motywem dziękczynienia jest zesłanie przez Ojca swego Syna jako Zbawiciela (nawiązanie do Ga 4, 4 i Rz 8, 3), który uniżył samego siebie i został wywyższony (częsta parafraza Flp 2, 6-8). W toku dalszego rozwoju modlitwa została przedłużona o aklamację Sanctus.

2. Akt ofiarowania, z nawiązaniem do ofiarowania samego siebie przez Chrystusa, przez co zastąpił On dawne ofiary i do ustanowienia Eucharystii. Słowa ustanowienia Eucharystii opierają się na Ewangelii wg św. Mateusza, z uzupełnieniem z 1 Kor 11, 23nn. Dopełnieniem jest anamneza, nawiązująca do Męki Chrystusa. Przez „Mękę” nie należy rozumieć ekskluzywnego skoncentrowania na samym krzyżu z pominięciem zmartwychwstania, ale „Męka” jest tu syntetycznym określeniem całości misterium odkupienia.

3. Modlitwa post-mysterium, której treścią jest prośba do Ojca o przyjęcie i pobłogosławienie ofiary, aby stała się dla nas prawowitą Eucharystią (eucharistia legitima) w Jego Imię, abyśmy byli ugruntowani w życiu wiecznym i w królestwie bez końca. W toku dalszego rozwoju została w tę modlitwę włączona epikleza sformułowana w formie prośby, aby Ojciec pobłogosławił ofiarę przez wylanie Ducha Świętego.

Jest to struktura niezależna od Kanonu rzymskiego, który miał swoją własną genezę i niezależną drogę rozwoju. W świetle liturgii porównawczej należy mówić o dwóch zasadniczych typach liturgii na Zachodzie: typ rzymski oraz szeroko rozumiany typ „galijski”, obejmujący Hiszpanię, Galię właściwą, Galię subalpejską (Italia pn.) i najprawdopodobniej Afrykę pn. (z Afryki nie zachowały się źródła liturgiczne, jedynie patrystyczne, dostarczające jednak cennego materiału porównawczego). W zidentyfikowanej przez Smytha anaforycznej strukturze typu galijskiego są wyraźne archaizmy oraz werbalne paralele z Biblią Vetus latina i pismami św. Cypriana z Kartaginy. To każe szukać jej początków bardzo wcześnie. Sam Smyth opowiada się wyraźnie za usytuowaniem genezy anafory typu galijskiego w Afryce pn. w III w., w Afryce, która była – o czym trzeba pamiętać – kolebką łaciny chrześcijańskiej. „Afrykański” kierunek jest oczywiście hipotezą i sam Smyth wyraźnie to zaznacza.

W świetle Zapomnianej liturgii widać wyraźnie, że studium liturgii łacińskiego „dalekiego Zachodu” („l’Extrême Occident”) stanowi bardzo ważny wkład dla studium historii liturgii w ogóle. Historycy liturgii wiedzą, że liturgiczne centra są z reguły miejscami szybszego rozwoju a peryferie miejscami bardziej konserwatywnymi. W starożytności liturgiczne centrum stanowił rejon syro-palestyński a na Zachodzie (który sam w sobie stanowił wówczas pod względem teologiczno-liturgicznym peryferie) centrum był Rzym. Historycy szukający najstarszych form liturgii zwracają się na ogół ku źródłom ormiańskim, gruzińskim i wschodnio-syryjskim. Powinni również baczniejszą niż dotąd uwagę zwracać na źródła łacińskiego „dalekiego Zachodu”. W tym kontekście warto np. zwrócić uwagę na archaiczną chrystologię modlitwy contestatio, w której dominuje temat posłania Syna przez Ojca oraz Jego uniżenia w Męce. W anaforach głównego nurtu, czyli w postnicejskich anaforach wschodnich ten temat jest bardzo stonowany i zrównoważony podkreślaniem współistotności Syna z Ojcem – jest to zrozumiałe echo kryzysu ariańskiego, który odcisnął szczególne piętno na Wschodzie.

Kilka lat temu w ramach swoich artykułów dla „Oremus” napisałem cykl tekstów o Modlitwach eucharystycznych. Pierwsza część tekstów była poświęcona genezie i historii Modlitw eucharystycznych, druga Modlitwom z Mszału Pawła VI. Niebawem zacznę je rewidować i przepracowywać pod kątem wydania ich w formie książkowej. Zapomniana liturgia rzuca sporo światła na historię Modlitwy eucharystycznej i na pewno ją uwzględnię rewidując teksty do pierwszej części książki. No i warto na przyszłość zapamiętać nazwisko Matthieu Smyth i śledzić dalsze publikacje tego strasburskiego profesora.

Monsieur Smyth, merci beaucoup!


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Maciej Zachara MIC

Maciej Zachara MIC na Liturgia.pl

Urodzony w 1966 r. w Warszawie. Marianin. Rocznik święceń 1992. Absolwent Papieskiego Instytutu Liturgicznego na rzymskim "Anselmianum". W latach 2000-2010 wykładał liturgikę w WSD Księży Marianów w Lublinie, gdzie pełnił również posługę ojca duchownego (2005-2017). W latach 2010-2017 wykładał teologię liturgii w Kolegium OO. Dominikanów w Krakowie. Obecnie pracuje duszpastersko w parafii Niepokalanego Poczęcia NMP przy ul. Bazylianówka w Lublinie. Ponadto jest prezbiterem wspólnoty neokatechumenalnej na lubelskiej Poczekajce, a także odprawia Mszę św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego w rektoralnym kościele Niepokalanego Poczęcia NMP przy ul. Staszica w Lublinie....