Moje spotkania z Listem do Hebrajczyków

Przez cztery tygodnie czytaliśmy w liturgii słowa dni powszednich List do Hebrajczyków. Ponieważ moje codzienne spotkania ze Słowem Bożym opieram na tekstach czytań mszalnych, był to kolejny raz, kiedy spotykałem się z tą księgą.

List do Hebrajczyków zawsze uważałem za trudny tekst. Owszem, mam tam (i zawsze miałem) kilka fragmentów, które mnie fascynują. Porywają swoją głębią, swoistą poezją i paradoksalnie prostotą. To jest choćby początek, zdanie o Słowie Bożym ostrym jak miecz, rozdział 11 przedstawiający przykłady świadków wiary czy fragment o wspólnocie świętych, do której przystępuje chrześcijanin (wczorajsze czytanie). Niemniej te fragmenty były dla mnie raczej wyjątkami w ogólnym odbiorze księgi jako trudnej.

Przed dwoma laty przeżyłem bardzo owocne studium tej księgi. Musiało to być jednak właśnie studium, w którym odkrywałem poszczególne, bogate warstwy znaczeniowe, a nie proste czytanie.

W tym roku jednak nie robiłem żadnego studium a po prostu pochylałem się nad tekstami słuchając ich jako Słowa Bożego. I – ku mojemu radosnemu zaskoczeniu – był to czas bardzo owocny, czas Boga przemawiającego w swoim Słowie. Nie wiem, czy ja dojrzałem do tej księgi, czy te wszystkie poprzednie podejścia (raczej trudne) były potrzebne jako etapy na drodze, niemniej dziś, gdy kończymy w liturgii lekturę Listu do Hebrajczyków (jutro ostatni fragment) stwierdzam, że lubię tę księgę, nie tylko widzę jej wielkie bogactwo, ale przemawia ono do mojego serca.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Krzysztof Jankowiak

Krzysztof Jankowiak na Liturgia.pl

Mąż i ojciec, od wielu lat w Ruchu Światło-Życie (obecnie w jego gałęzi rodzinnej). Redaktor pisma „Wieczernik”.